Na żadnym z ponad 90 fotoradarowych masztów, które stoją przy śląskich drogach, nie ma policyjnych urządzeń do pomiaru prędkości. Wszystkie, którymi dysponuje śląska policja, są zepsute albo nie mają homologacji. I to od kilku miesięcy. Działają tylko te należące do jednostek straży miejskiej.
- Przyznaję, nasze fotoradary nie działają. Zostaną naprawione i zalegalizowane, gdy tylko znajdą się na to pieniądze - mówi nadkomisarz Piotr Bieniak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. - Mamy siedem takich urządzeń, które, zgodnie z grafikiem, rotacyjnie przekazujemy poszczególnym komendom w województwie. Ale od maja sprzęt nie trafia na maszty, jest u nas - dodaje.
Sprawa wyszła na jaw, gdy władze Kuźni Raciborskiej, które wydały 100 tysięcy złotych na instalację trzech masztów w gminie i poprosiły policję o raport skuteczności ich działania. Okazało się, że urządzenia nie pracują.
- Sprawą zainteresował się jeden z radnych, który chciał wiedzieć, ilu piratów łapie się na naszych drogach.
W odpowiedzi Komenda Powiatowa Policji w Raciborzu poinformowała nas, że wszystkie fotoradary są zepsute - mówi Bogusław Wojtanowicz, zastępca burmistrza Kuźni Raciborskiej.
Urzędnicy mają nadzieję, że policja szybko naprawi urządzenia, bo nie po to wydali kasę, by maszty stały puste.
- Na szczęście kierowcy jeszcze zwalniają na widok masztów, ale jak tak dalej pójdzie, nikt nie będzie przed nimi ściągał nogi z gazu - mówią.
W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach przekonują, że mimo niesprawnych fotoradarów, kierowcy nie mogą czuć się bezkarni.
- Fotoradarami dysponują jednostki straży miejskiej w wielu śląskich miastach. My mamy do dyspozycji ponad sto tak zwanych suszarek, a po ulicach jeździ codziennie kilkadziesiąt nieoznakowanych radiowozów z wideorejestratorami. Jeśli ktoś myśli, że w związku z kilkoma niesprawnymi urządzeniami może szaleć na drodze, szybko może się zdziwić - ostrzega Piotr Bieniak.
Tymczasem kierowcy są zaskoczeni sytuacją.
- Wiedziałem, że większość masztów to atrapy, a policja tylko od czasu do czasu instaluje fotoradary. Ale to wystarczyło, by każdy ściągał nogę z gazu. Jeśli jednak tego nie naprawią, piraci poczują się bezkarni - mówi Dawid Palicki, kierowca z Rybnika.
W tym mieście kierowcy nie powinni się zapominać. Strażnicy miejscy mają fotoradar, który regularnie wkładany jest do skrzynek i nieźle zarabia. Miesięcznie strażnicy wlepiają dzięki niemu kierowcom 400 mandatów.
Budżetowi państwa dochodów przysparzają również mandaty wystawiane przez policję.
- W pierwszym półroczu zainkasowaliśmy prawie 25,8 mln zł. Jednak trudno powiedzieć, ile procent z tej kwoty pochodzi z fotoradarowych mandatów - mówi Renata Kostiw-Rydzek, z biura prasowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Nie są to małe pieniądze. - W ubiegłym roku fotoradary zarobiły ponad milion złotych - mówi młodszy aspirant Adam Jachimczak z biura prasowego policji.
Tymczasem na naprawy siedmiu urządzeń, jakimi dysponuje śląska policja w 2009 roku wydano zaledwie ok. 10 tysięcy złotych.