Robert Małolepszy
23 ekipy, 228 kolarzy i tylko jedna koszulka lidera. Po wczorajszym etapie w Warszawie założył ją zwycięzca odcinka z Sochaczewa do stolicy, Włoch z grupy Liquigas Jacopo Guarnieri. Wiadomo jednak, że on liderem, jeśli dalej będzie świetnie spisywać się na finiszach, może zostać co najwyżej do piątego etapu.
Guar-nieri to klasyczny sprinter, a w tym roku górskie etapy są naprawdę trudne. Włoch nie będzie miał na nich szans. - Ba, nawet gdyby przyjechał do nas Alberto Contador czy Andy Schleck, też pewnie nie wygraliby wyścigu. Nie byliby w stanie po morderczej walce w Tour de France - mówi Piotr Kosmala, zastępca dyrektora sportowego reprezentacji Polski, na co dzień szef jednej dwóch najlepszych naszych grup kolarskich Mróz Active Jet. - Ale tacy kolarze jak Alessandro Ballan czy Sylwek Szmyd, którzy też przejechali Wielką Pętlę, ale jeśli walczyli, to tylko na pojedynczych etapach, na pewno będą bardzo groźni. Kto wygra? Nikt, kto choć trochę zna się na kolarstwie, na dziś nie jest w stanie tego przewidzieć. Będziemy mądrzejsi po piątym etapie. Jedno jest pewne, to najtrudniejszy wyścig, jeśli chodzi o trasę, od kiedy organizuje go Czesław Lang, czyli od 18 lat - dodaje Kosmala, którego kolarze kilka razy wygrywali Tour de Pologne (było to w czasach, gdy w wyścigu mogły startować grupy niższych klas).
- Pewnie, że chcielibyśmy, żeby wygrał Marek Rutkiewicz. Rok temu był przecież blisko [zajął szóste miejsce - red]. Cała reprezentacja jest mu podporządkowana. Ale pamiętajmy, że dziś nasze grupy kolarskie dzieli od ekip ProTour, które tu przyjechały, prawdziwa przepaść, jeśli chodzi o organizację, możliwości treningowe, doświadczenie. Zrobiliśmy wszystko, by nasi kolarze nie czuli się gorsi. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - dodaje dyrektor sportowy naszej reprezentacji, kiedyś świetny kolarz, zwycięzca Wyścigu Pokoju, drugi w Tour de Pologne w 2000 roku, jeżdżący w czołowej grupie świata DomoFarm Frites.
- Na pewno bardzo zmobilizowany będzie ubiegłoroczny zwycięzca Alessandro Ballan. On przyjechał bronić tytułu. Na Tour de France mógł się dobrze przygotować, ale będzie mu bardzo ciężko. Jego obecna grupa, amerykańska BMC, to nie jest ekipa ProTour, ale tzw. II dywizji, które w wyścigach tej klasy co Tour de Pologne mogą startować tylko na zaproszenie organizatorów po otrzymaniu dzikiej karty. A nasz wyścig to w tej chwili już tak poważna impreza, że każda ekipa ProTour chce go wygrać - mówi wicemistrz świa-ta zawodowców z Plouay z 2000 roku Zbigniew Spruch.
- W wielu grupach są młodzi, ale głodni sukcesu kolarze, którzy na tych największych tou-rach muszą pracować na liderów. W Polsce mają szansę się pokazać. To dlatego tak trudno wytypować zwycięzcę. Bo wielu z potencjalnych kandydatów do końcowego triumfu jeszcze nie jest bardzo znanych. Nazwisko chcą sobie wyrobić w naszym kraju - uważa Zbigniew Szczepkowski, inny świetny kiedyś kolarz, dziś dyrektor grupy DHL Author.
- Kto wygra? Polak, i nie jest to tylko urzędowy optymizm. Rutkiewicz musi po prostu wywalczyć żółtą koszulkę. Bo jak nie wygra, to nie będzie mógł się ożenić - mówi najlepszy polski kolarz w historii, dziś prezes PZKol Ryszard Szurkowski, który wcale nie żartuje. Rutkiewicz to prywatnie chłopak Anny Szafraniec, czołowej polskiej kolarki górskiej. Już kilka lat temu zapowiedział, że ożeni się z nią dopiero, jak wygra TdP.
Rok temu Rutkiewicz walczył bardzo ostro. Na etapie do Krynicy miał nawet szansę na zwycięstwo. Ale jego ucieczkę skasował inny polski kandydat do końcowego zwycięstwa Sylwester Szmyd z włoskiej grupy Liquigas. - Gdybym wtedy dojechał do mety, zostałbym liderem wyścigu. Kto wie, jak to by się potoczyło dalej - mówił na starcie w Sochaczewie Rutkiewicz, który został w tym roku górskim mistrzem Polski, ale cały sezon podporządkował przygotowanim do Touru. - Marek jechał w innej grupie. A że nazywała się reprezentacja Polski? Przecież na Giro d'Italia Włosi też ze sobą walczą i nikt nie myśli, czy wyścig wygra ich rodak. Najważniejsze, żeby był z ich grupy. Takie są prawa rządzące zawodowym peletonem - mówi Szmyd, pod którego Czesław Lang ułożył tegoroczne etapy w górach.
- Piąty etap z Jastrzębia-Zdroju do Ustronia rzeczywiście jest ciężki. Peleton na pewno nie dojedzie w komplecie do mety. Czy zaatakuję? Mam nadzieję. Ostatni podjazd w Ustroniu na Równicę to już jest coś dla mnie, ale w jakiej naprawdę jestem formie, okaże się w górach - deklaruje Szmyd, który ostrzega jednak przed innym kolarzem swojej grupy, ledwie 20-letnim Słoweńcem Peterem Saganem. - Nie wiem, w jakiej on jest formie, bo ostatnio nie startował. Był na zgrupowaniu, kiedy ja jechałem w Tour de France. Ale jeśli "noga będzie mu podawała", nikt nie da mu rady. Jest naprawdę świetny, choć ma dopiero 20 lat - dodaje Sylwester Szmyd.
Jedno jest pewne. Czeka nas tydzień kolarskich emocji. Do środy w roli głównej sprinterzy. Później zacznie się mordercza walka w górach.