Niesolidarne rozliczenia

    Niesolidarne rozliczenia

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Zachodni

    1980 rok - Grzegorz Stawski
    1/3
    przejdź do galerii

    1980 rok - Grzegorz Stawski ©Fot. ARC Władysław Morawski

    Ostatnio zgodnie stoją razem tylko na jednym zdjęciu, choć w bezpiecznej od siebie odległości. To fotografia z pierwszego posiedzenia Rady Historycznej, do której przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności Piotr Duda, oprócz Alojzego Pietrzyka i Grzegorza Stawskiego, uczestników sierpniowych strajków, powołał kilkunastu byłych związkowych działaczy, by przy udziale Jerzego Buzka dbali o godne upamiętnienie historii.

    Trzydzieści lat temu więcej było porządnych ludzi niż szuj i karierowiczów

    Rada wystosowała z okazji jubileuszu wydarzeń apel o poszanowanie dorobku i dobrego imienia Solidarności, ale przeszłość nie daje Pietrzykowi i Stawskiemu spokoju. Budzą się upiory. Padają zarzuty o fałszowanie historii. Zaczęło się grzebanie w życiorysach: kto gdzie był, co robił i czy naprawdę zasłużył się Polsce.

    - Dla mnie te animozje nie mają sensu, ponieważ obaj zagwarantowali sobie miejsce w historii - twierdzi Marek Kempski, były szef regionu, były wojewoda śląski, członek Rady.
    Konflikt jednak przybiera na sile, a emocje rosną, zaś upływ czasu wręcz służy wyciąganiu szczegółów.

    Kto ważniejszy
    W 1980 roku Pietrzyk i Stawski pracowali w jednej kopalni. KWK Manifest Lipcowy w Jastrzębiu-Zdroju (dziś Zofiówka) to była antykomunistyczna awangarda, wyłom w PRL-owskiej węglowej twierdzy. Wybuch strajku 28 sierpnia stał się godziną próby.
    Stawski, członek Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, był sygnatariuszem historycznych porozumień 3 września. O cztery lata starszy Pietrzyk był jednym z inicjatorów przełomowego strajku, który pokazał władzom, że protestujące Wybrzeże dostało decydujące wsparcie górników.

    - To ja zaproponowałem, żeby do komitetu strajkowego dołączyli ludzie z dozoru - twierdzi Pietrzyk. Przyszło trzech, w tym Stawski. - Zgłosiłem się sam. Wypowiedziałem wtedy posłuszeństwo dyrektorowi kopalni - mówi Stawski.
    Od tego czasu mieli się na oku.
    - A teraz walczą o to, kto był ważniejszy, kto jest większą legendą. To niepotrzebne, bo rzuca cień na przeszłość, z której możemy być dumni - mówi anonimowo jeden ze związkowców. Nie podaje nazwiska, bo dość ma kłótni dawnych kolegów i wciągania go w spór.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama