Jak zostałam katorżnicą

    Jak zostałam katorżnicą

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Bagno sięgające prawie do pasa to dopiero początek przeprawy
    1/3
    przejdź do galerii

    Bagno sięgające prawie do pasa to dopiero początek przeprawy ©Fot. ARC prywatne autorki

    Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, co fascynującego może być w bagnie. Ani co może być podniecającego w tym, że ja będę w nim brodzić. Nie powiem, słyszałam to i owo o facetach, którzy tak lubią. Zakatować się, zamęczyć w melioracyjnych rowach, w przeprawach przez jezioro... Szósty rok z rzędu lubliniecki Bieg Katorżnika ściąga takich właśnie macho, samców alfa gotowych na wszystko, byle wykazać, który z nich ma większy poziom testosteronu.

    Pisałam o nich. Zaczęło się od wywiadu z jednym z uczestników. To normalne, że tacy jak on, mundurowi, muszą się na co dzień sprawdzać. Szef sztabu organizacyjnego biegu pokazywał mi listę tegorocznych śmiałków - ponad 1000 facetów, głównie żołnierzy i policjantów z całej Europy, i nagle padło to pytanie.
    - Kasiu, a co z tobą? Może też wystartujesz? - zapytał Krzysztof Koselski. - Nie pamiętam, kiedy ostatni raz biegałam. To zabawa dla zawodowców - wyrzucałam z siebie słowa jednym tchem, przerażona wizją utaplania się w błocie po czubki włosów. - Spróbujesz. Sprawdzisz się. To tylko kilka kilometrów -- stwierdził, a raczej zarządził rozkazującym głosem komandosa i nie ukrywam, że wjechał mi tym tonem na moją babską ambicję. Sama nie wiem, dlaczego, ale się zgodziłam.

    Oswajanie myśli
    Cholera, muszę się wziąć w garść - pomyślałam na tydzień przed imprezą. Wstyd będzie, jeśli na pierwszym pagórku zipnę i rozkraczę się jak krowa na rowie. Nie pokonam nawet kilometra. No wzięłam się za siebie. Rower, ćwiczenia mięśni brzucha, nóg i rąk. Pierwsze podejście - 10 minut bez przerwy. W głowie myśli - po co ci kobieto to wszystko? Niech się wykażą twardziele. Dla nich przeprawa przez bagna, mokradła, szuwary to pestka, ale ja? 54 kilo, 1,64 wzrostu, niby w sam raz, ale przy tych facetach - drobnica. Ale słowo się rzekło. Obiecałam, to ćwiczę.

    W kolejnym dniu wydłużam trening do 25 minut. Ledwo daję radę. Czuję, że to ponad moje siły. Ale powiedziało się "a", trzeba powiedzieć "b". Dwa dni przed startem pakuję rzeczy. Krótkie, przylegające do ciała spodnie, koszulkę z krótkim rękawem i buty. - Wybierz to, czego nie będzie ci żal wyrzucić. Po takiej wyprawie wszystkie ciuchy lądują w koszu - doradzają znajomi. Będzie mi raźniej, bo z Piekar, mojego miasta, rusza cała drużyna - pocieszam się w duchu. No tak - drużyna - czterech pełnych werwy mężczyzn, pokonujących tygodniowo około 30 kilometrów, wśród nich policjant, chirurg, nadsztygar, ratownik WOPR-u i ja. Jestem pierwszą kobietą z Piekar startującą w tych zawodach. Ale nie ma już odwrotu...

    Nie tylko dla twardzieli
    Dwa dni przed rozpoczęciem katorżniczej zabawy, w ośrodku Silesiana w Kokotku, gdzie mieści się sztab organizacyjny, pojawiają się pierwsi zawodnicy. Wojskowi, komandosi, policjanci, trenerzy fitness. Cała plejada umięśnionych twardzieli. Oswajam się z fragmentami biegu. Niestety, tylko fragmentami. Około sześciu z 7,5-kilometrowej trasy przebiega przecież przez szuwary, tataraki, bagna. Widzę przeszkodę, jaką postawili organizatorzy. Drewniana konstrukcja sięgająca wysokości pierwszego piętra i lina, po której trzeba się wspiąć. Pierwsze wrażenie? Ciekawie będzie - myślę i zapuszczam się w las. Napotykam na kolejną sztuczną przeszkodę. Opuszczony, zdewastowany budynek. Trzeba się do niego wślizgnąć. - Pamiętaj, że nie będziesz nic widziała. Korytarz jest ciemny, a oczy przyzwyczajone do światła dziennego, odmówią posłuszeństwa - podkreśla jeden z moich kompanów z Piekar.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jak zostałam katorżnicą

      Marcin (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 81 / 70

      Szanowna pani Katarzyno. Czy aby uczestniczyliśmy w tym samym biegu? Nie jestem ani policjantem, ani żołnierzem, ani instruktorem fitness, a samcem alfa to już zwłaszcza. Jestem sobie...rozwiń całość

      Szanowna pani Katarzyno. Czy aby uczestniczyliśmy w tym samym biegu? Nie jestem ani policjantem, ani żołnierzem, ani instruktorem fitness, a samcem alfa to już zwłaszcza. Jestem sobie czterdziestolatkiem z nadwagą, który na sport patrzy raczej z boku i biorąc udział w katorżniku jakoś nie udało mi się doświadczyć tych wszystkich, opisywanych przez panią, wstrząsających doznań. Gdyby faktycznie było tak jak to pani opisuje to mam wrażenie, że połowa uczestników niw dotarłaby do mety z powodu złamań, utopień i wychłodzenia. Tak, tak, rozumiem, musi być ciekawie, najpierw trzęsienie ziemi, a potem już tylko gorzej bo inaczej czytelnik by się znudził. Nieważne. Mojej żonie, córkom i mnie impreza podobała się i z niecierpliwością czekamy na kolejną edycję. Pozdrawiam. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama