Z Katowic do Tychów jeździ

    Z Katowic do Tychów jeździ tylko jeden Flirt

    Michał Wroński

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    W poniedziałek wróciły na trasę pociągi bezpośrednio łączące Katowice z Tychami. Nie wrócili jednak pasażerowie. Część jeszcze nie wie, że linia, na której w ubiegłą środę wykoleił się rozpędzony Flirt znowu ma przejezdne obydwa tory, inni chyba nie uwierzyli w zapewnienia kolejarzy, że ubiegłotygodniowy incydent był tylko wypadkiem przy pracy.
    - Waham się, czy dalej jeździć pociągiem. Jestem bardzo przewrażliwiona jeśli idzie o wypadki komunikacyjne, niedawno w takich okolicznościach straciłam bliską osobę - wyznaje Anna Szczęsna, którą spotkaliśmy w jadącym do Tychów Flircie. Wart 22 miliony złotych skład mimo popołudniowej pory świecił pustkami.

    - Zawiodła informacja. Jeszcze w niedzielę w ogóle nie było żadnych wiadomości, że wznowiony zostanie ruch pociągów, a rano nie miałam czasu, by sprawdzać to w internecie.
    Pojechałam do pracy autobusem i dopiero w ciągu dnia dowiedziałam się, że pociągi już kursują. Czy się boję? Trochę obaw było, ale kto nie ryzykuje ten nie jedzie - tłumaczyła Małgorzata Liszka z Tychów.

    Przez ostatnie kilka dni, podobnie jak wielu innych tyszan oraz mieszkańców południowych dzielnic Katowic przebijała się do stolicy regionu autobusami. - To był koszmar, podróż zajmowała półtorej godziny, więc trzeba było znacznie wcześniej wychodzić do pracy - wspomina.

    Przywrót komunikacji kolejowej z Katowic do Tychów to świetna wiadomość (wraz z pełnym udrożnieniem linii skończyły się też utrudnienia dla pociągów zmierzających do Wisły, Bielska-Białej i Zwardonia). Gorzej, że w najbliższym czasie obsługiwać ją będą głównie stare wysłużone pociągi, mało pochlebnie zwane kiblami. Na przejażdżkę Flirtem mogą liczyć tylko wybrańcy, którzy trafią na jedyny skład tego typu, jaki jeszcze pozostał Przewozom Regionalnym do obsługi tej trasy (wczoraj rano przechodził przegląd techniczny i na trasę wyjechał dopiero po południu).

    Co się stało z resztą? Ten, który kilka dni temu wyleciał z torów czeka w Katowicach na ekspertyzę specjalistów, drugi wozi pasażerów między Gliwicami a Częstochową, zaś trzeci od czterech miesięcy nie nadaje się do jazdy, bo ma uszkodzony pantograf. Dlaczego nie udało się go w tym czasie naprawić?

    Przedstawiciele firmy Stadler, producenta pociągów zapewnili nas, że są gotowi usunąć usterkę pantografu jak tylko otrzymają takie zlecenie od śląskich PR. Wnioski nasuwają się same, a pasażerowie nie szczędzą zjadliwych komentarzy.

    - Podróż kiblem i tak trwa krócej niż autobusem, ale jazda w upale, bez klimatyzacji i na plastikowych siedzeniach daje nieźle w kość. I pomyśleć, że w Niemczech kłopoty z klimatyzacją w pociągach wywołały awanturę na skalę kraju. Choć z drugiej strony zimą takie graty są pewniejsze, zawsze dojadą, a Flirty czasem szwankują - ocenia Magdalena Liszka.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama