Wyprowadzkę zarządzili policjanci, których o dzikiej lokatorce poinformowała administracja budynku. Wcześniej kobieta zajmowała mieszkanie socjalne kilka budynków dalej. Twierdzi, że na początku sierpnia dostała na nie przydział i podpisała umowę z Miejskim Zarządem Budynków Mieszkalnych w Dąbrowie Górniczej. Ale wczoraj w chaosie, jaki panował na korytarzu, dokumentu nie była nam w stanie znaleźć. Przysięga jednak, że umowę ma.
- Okazało się, że przydział do tamtego mieszkania ma jeszcze inna rodzina - twierdzi dąbrowianka. - Pracownicy MZBM-u informowali mnie o tym, ale twierdzili, że trwa procedura eksmisyjna tamtego pana, a ja tymczasem mogę zmienić zamki.
W sobotę zjawił się jednak wcześniejszy najemca i kazał mi się wyprowadzić. To był weekend i administracja była zamknięta. Co mogłam zrobić? Sama więc zajęłam inny lokal. Wiem, że nielegalnie, ale przecież musiałam gdzieś przenocować - mówi zrozpaczona kobieta.
Dopiero po naszej interwencji zjawili się strażnicy miejscy i pracownica MOPS-u, którzy znaleźli matce z dziećmi tymczasowy nocleg. Do ośrodka interwencji kryzysowej pani Bogusława jednak bała się przenieść. Obawiała się, że przez to znowu nie dostanie mieszkania.
Dąbrowscy urzędnicy deklarowali wczoraj pomoc, ale zaprzeczali, jakoby podpisywali z kobietą jakąkolwiek umowę. Twierdzą, że mieszkania zajmowała nielegalnie.
Kto mówi prawdę? W poniedziałek sytuacja wydawała się nie do rozwiązania. Urzędnicy obiecali nam jednak, że dziś ją wyjaśnią.
- Sprawdzaliśmy wszystko na gorąco. Liczyło się tylko to, aby dzieci i matka znalazły dach nad głową - mówiła Lucyna Stępniewska z UM w Dąbrowie Górniczej.