Alarmowaliśmy, że walka z dopalaczami - czyli groźnymi dla życia i zdrowia używkami - to fikcja. W środę, w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, pracownicy Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach rozpoczęli kontrole we wszystkich 91 punktach handlującymi dopalaczami na terenie Śląskiego.
Pracownicy skarbówki weszli do sklepów wraz z innymi służbami kontrolnymi: Izbą Celną, policją, strażą pożarną, Wojewódzkim Inspektoratem Inspekcji Handlowej, wojewódzkim inspektorem sanitarnym oraz okręgowym inspektorem pracy.
Taki zestaw kontrolujących może budzić zdziwienie - ale tylko u laików. Zawsze, kiedy państwo nie nadąża za pomysłowością sprzedawców zakazanych towarów lub usług - uruchamia wszelkie służby.
Te sprawdzają skrupulatnie , czy działalność wykonywana jest zgodnie z przepisami. Czy to nękanie? Wszak dopalacze kupują zwykle nastolatki, a tu przepisy handlowe są jasne.
- Dzieci do 13. roku życia w ogóle nie powinny samodzielnie kupować. Zgodna z prawem jest sprzedaż dzieciom między 13. a 18. rokiem życia, ale tylko drobnych towarów potrzebnych w życiu codziennym. Dlatego dorośli mogą sprzedawać nastolatkom gazety, żywność, napoje, artykuły papiernicze - mówi Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Wczorajszy nalot na dopalacze to powtórka akcji z roku ubiegłego. Tyle że we wrześniu 2009 r. w województwie mieliśmy tylko 17 puntów sprzedaży, a teraz 91. Na czas nawet 3-dniowej kontroli zamknięto je na cztery spusty. Sprawdzany będzie każdy towar, każda faktura, a także m.in. umowy o pracę, stan sanitarny sklepu i stan ochrony przeciwpożarowej.
Dopalacze to narkotyki. Dzieci będą ich próbować, choćby z ciekawości. Nie zgadzam się, aby sklep z dopalaczami powstał obok szkoły mojej córki - mówi Andrzej Bońkowski, ojciec 7-letniej Sary.
Zabrzanin jest jednym z wielu rodziców poruszonych i zdenerwowanych informacją, że w sąsiedztwie Szkoły Podstawowej nr 28 w Zabrzu Rokitnicy ma powstać sklep z dopalaczami.
Niepokój rodziców jest uzasadniony. Jak się dowiedzieliśmy w urzędzie miejskim, w kiosku ma być prowadzona działalność o charakterze spożywczym i kolekcjonerskim. A pod taką przykrywką zazwyczaj działają sklepy z dopalaczami. Problem w tym, że taka działalność jest w Polsce całkowicie legalna. Urzędnicy nie mogą jej zakazać.
Wieść, że taki punkt miałby działać z tyłu szkoły, w budce przy ul. Wajzera, lotem błyskawicy obiegła mieszkańców Rokitnicy. Szczególnie zmartwieni są rodzice uczniów.
- Jak to możliwe, aby taki sklep działał obok szkoły? Przecież to niebezpieczne środki - denerwują się Beata Hadacz i Róża Wróbel.
Niepokoju nie kryje również Bożena Olichwer, dyrektorka szkoły. - Bardzo bym chciała, aby to okazało się plotką. Oczywiście nauczyciele będą rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą dopalacze - zapewnia Olichwer.
- Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej pozwala na jej prowadzenie każdemu, kto złoży stosowny wniosek - mówi Henryk Michalski z zabrzańskiego magistratu.
Kiosk przy ul. Wajzera, o którym od kilku dni mówi cała Rokitnica, kupiło Przedsiębiorstwo Oscar z Rudy Śląskiej. Przedstawiciel firmy, który prosił o nie podawanie swego nazwiska, powiedział nam, że firma jedynie kupiła obiekt. Handlować tam w ogóle nie zamierza. Wyremontuje go, a następnie wydzierżawi lub sprzeda innej firmie, z Warszawy, która oferuje m.in. kadzidełka, sole do kąpieli i zioła zapachowe.
- Na pewno nie będą to dopalacze - zapewnia mężczyzna. Nie potrafił jednak podać nazwy firmy, która miałaby faktycznie handlować w kiosku.
Tomasz Saternus, dyrektor Jednostki Obsługi Finansowej Gospodarki Nieruchomościami mówi, że kiosk stoi na gruncie miasta, więc urzędnicy mogą oczekiwać od właściciela sklepu sprecyzowania i określenia działalności, jaką chce prowadzić. - Poprosimy o to i zastanowimy się, czy w ogóle podpiszemy umowę na dzierżawę gruntu z nowym właścicielem - obiecuje nam Saternus. - Jeśli nie podpiszemy, nie otworzą sklepu.
Joanna Kruz, rzeczniczka prasowa Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach: - W czasie obecnej kontroli chcemy sprawdzić, co zmieniło się w stosunku do poprzednich. Przeprowadziliśmy je w 2009 i 2010 r. i okazało się, że część sprzedaży nie była ewidencjonowana, czyli np. nie została zarejestrowana w kasie fiskalnej. Poprzednio ujawnione zaległości podatkowych spowodowały wymierzenie grzywien z Kodeksu karnego skarbowego lub wydanie decyzji określającej nieprawidłowości podatkowe. Jeśli nasi inspektorzy stwierdzą inne uchybienia, m.in. brak oznakowania towarów, wtedy powiadamiamy inne służby.