Wraz z uznaniem burmistrza Sz. za kłamcę lustracyjnego, sąd na trzy lata pozbawił go prawa startu w wyborach i na taki sam okres zakazał pełnienia funkcji publicznej. Burmistrz został też zobowiązany do wpłaty 514 zł tytułem zwrotu kosztów sądowych. Orzeczenie nie jest prawomocne.
Postępowanie zostało wszczęte na wniosek Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Katowicach. Zdaniem IPN, Sz. zataił w oświadczeniu lustracyjnym, że w latach 1977-79 był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Ryszard. Podczas dwóch ostatnich lat studiów historycznych na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego przekazywał informacje na temat środowiska akademickiego.
Współpraca Sz. miała trwać do czasu zakończenia przez niego studiów i wstąpienia do PZPR.
Jak w ustnym uzasadnieniu orzeczenia przypomniała sędzia Lucyna Schwarz-Okrzesik, sam Sz. przyznał w trakcie postępowania lustracyjnego, że sporządził zobowiązanie do współpracy, spotykał się z przedstawicielami SB. Sporządził też 12 pisemnych informacji dla SB.
W oświadczeniu lustracyjnym Sz. zaprzeczył, by był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL, ale - jak tłumaczył - zrobił tak dlatego, że subiektywnie za takiego współpracownika nigdy się nie uważał. W dalszej części oświadczenia przyznał, że podpisał deklarację współpracy i opisał jak wyglądały jego kontakty z SB.
Sz. i jego adwokat jeszcze przed rozpoczęciem postępowania lustracyjnego stali na stanowisku, że lustracja jest bezprzedmiotowa. Argumentowali, że Sz. przekazywał SB tylko ogólne informacje, a do samej współpracy został zmuszony.
Z takim stanowiskiem nie zgodził się sąd. Uznał, że informacje przekazywane przez Sz. były przydatne w pracy SB, nie można więc przyjąć, by współpraca była pozorna.
Orzeczenie sądu nie jest prawomocne, można ją zaskarżyć w sądzie apelacyjnym. Nie wiadomo, czy Sz. to zrobi, bo po wyroku ani on, ani jego adwokat nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.
Według IPN, Sz. został pozyskany do współpracy na zasadzie dobrowolności, nie dostawał pieniędzy za przekazywane informacje. Przedstawiciele biura lustracyjnego podkreślali też, że wobec burmistrza nie używano przemocy, nie zastraszano ani jego, ani jego rodziny, trudno więc przyjąć, że był zmuszany do współpracy.