Spotkajmy się bez kamer i spróbujmy doprowadzić do...

    Spotkajmy się bez kamer i spróbujmy doprowadzić do pojednania

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Zachodni

    Rozmowa z Barbarą Dolniak, wdową po pośle Grzegorzu Dolniaku
    Spotkajmy się bez kamer i spróbujmy doprowadzić do pojednania

    ©arc

    Rodziny 28 ofiar tragedii smoleńskiej chcą wspólnego wyjazdu na miejsce katastrofy. Poprosiły prezydentową Annę Komorowską, by ich wsparła. Jak ocenia pani tę swoistą pielgrzymkę?
    To bardzo dobre rozwiązanie, które być może, a przynajmniej mam taką nadzieję, doprowadzi do pojednania. Każdy sposób, by nas zjednoczyć jest dobry. Myślę, że nasi bliscy oczekiwaliby naszej obecności, a przede wszystkim naszego spotkania.

    A czy w ogóle jest możliwe, by wszystkie rodziny ofiar tragedii pod Smoleńskiem wsiadły do jednego samolotu? Przecież nie mówią jednym głosem. Katastrofa jest wykorzystywana do ostrej walki politycznej...

    Ja rozumiem emocje. Przeżyliśmy wszyscy ogromną tragedię, którą trudno po prostu pojąć. Ale tym, którzy zginęli, jesteśmy winni to, by znaleźć się w Smoleńsku wszyscy razem, bez podziałów. To będzie bardzo bolesna podróż. Być może jestem idealistką, ale gorąco wierzę, że mimo wszystko można się porozumieć.

    Ale jak to zrobić?
    Po prostu spotkajmy się. Bez kamer, bo kamery rozpalają emocje. Część rodzin nie chce medialnego roztrząsania tragedii. Spotkajmy się bez obecności osób trzecich, bo to my musimy się porozumieć. Tylko my. W swoim gronie. Łączy nas przecież doświadczenie, które przeorało nasze życie. Nie mamy wyjścia - musimy wreszcie porozmawiać. Niech to będzie rozmowa emocjonalna. Będzie taka, bo przecież inna być nie może. Wszystkich nas dotknęła ogromna, nagła, trudna do wytłumaczenia strata. Jednak tylko rozmowa, tylko wzajemne ustalenia mogą przynieść jakiś rezultat. Zawsze uważałam, że gdy ludzie, którzy mają dobrą wolę chcą się porozumieć, to im się to uda.

    Gdzie mogłoby dojść do takiego spotkania?
    Gdziekolwiek. Pewnie najlepiej gdzieś w Warszawie. Ja daję tylko sygnał, że jestem do takiego spotkania gotowa. Sądzę, że wiele rodzin myśli podobnie, bo czas już zakończyć sprawy, w tym tę bolesną sprawę krzyża, który powinien być symbolem pojednania.

    Słuchając tego, co na temat katastrofy mówią Jarosław Kaczyński czy wdowa po pośle Przemysławie Gosiewskim, trudno uwierzyć w pojednanie.
    Pan Kaczyński, pani Marta Kaczyńska, pani Gosiewska - wszyscy cierpimy. Od naszej dojrzałości zależy, by znaleźć rozwiązanie, które wszystkim przyniesie pewien rodzaj satysfakcji i da ją też Polakom, którzy chcieliby upamiętnić ofiary katastrofy.

    W piątek, 10 września, w krypcie wawelskiej poświęcono tablicę ku czci ofiar katastrofy. Nie było pani na tej uroczystości...
    Właśnie dziesiątego każdego miesiąca to od kwietnia dzień mojego męża. Jest pochowany w Będzinie, a ja tego dnia staram się zawsze być blisko niego... Ale, by rozwiać wątpliwości, chcę powiedzieć, że zaproszenia na uroczystości dostałam, córka i teściowa też. Przyniósł je kurier. Bardzo za nie dziękujemy.

    Rozmawiała: Agata Pustułka

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo