Gliwicki cmentarz objęty monitoringiem

    Gliwicki cmentarz objęty monitoringiem

    Joanna Heler

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Wejścia na Cmentarz Centralny - największy w Gliwicach - oraz do cmentarnej kaplicy strzegą od kilku dni cztery kamery podłączone do miejskiego systemu monitoringu.
    Groby często zdobią wartościowe rzeźby, takie jak ta

    Groby często zdobią wartościowe rzeźby, takie jak ta ©fot. dorota niećko

    Kamery, co przyznaje administrator nekropolii, nie nakręcą jednak złodziei plądrujących nagrobki.
    Dlaczego? Bo są w stanie objąć tylko niewielki fragment 22-hektarowego cmentarza. Tymczasem handlujący pod cmentarzem twierdzą, że kamery to pierwszy krok, by przepędzić ich z tego miejsca.

    Miejski Zarząd Usług Komunalnych za montaż i podłączenie kamer do miejskiej sieci monitoringu zapłacił 59 tys. złotych. To pierwsza z czynnych gliwickich nekropolii wyposażona w tę techniczną nowinkę. MZUK obecność kamer tłumaczy m.in. chęcią zapewnienia bezpieczeństwa wchodzącym na cmentarz.

    - Zamontowaliśmy je też po to, by pewniej czuli się handlujący przy bramie.
    Chcemy ponadto wiedzieć, kto wjeżdża na teren nekropolii. Firm pogrzebowych jest dużo i trzeba nad tym zapanować. Nie ma natomiast technicznej możliwości, by kamery objęły swoim zasięgiem cały cmentarz. Pilnowanie grobów to prywatna, a nie nasza sprawa - mówi Iwona Kokowicz, rzecznik MZUK.

    Handlujący zniczami i kwiatami pod cmentarną bramą twierdzą tymczasem, że MZUK to właśnie ich chce mieć na oku. - Chcą śledzić na jak długo zostawiamy auta. Jakiś czas temu stanął tu znak informujący, że nie można pod cmentarzem zostawiać aut na dłużej niż cztery godziny. Tymczasem co mam zrobić z samochodem jak wyładuję towar? Zaprogramować, by sam odjechał do domu? - denerwuje się jedna ze sprzedawczyń.

    Od czterech lat kamerami jest też monitorowana historyczna nekropolia przy ul. Robotniczej, którą opiekuje się stowarzyszenie Gliwickie Metamorfozy. Znajdują się tu nagrobki rzeźbiarzy i przemysłowców związanych z dawną hutą Gliwice, w tym Theodora Kalidego czy Johna Baildona.
    Jak jednak podkreśla Małgorzata Malanowicz, szefowa stowarzyszenia, do tej pory ich obecność na nic się nie zdała.
    - Może dlatego, że złomiarze co mieli, to rozkradli przed montażem kamer? - zastanawia się Malanowicz.

    Kradli rzeźby



    Do zuchwałej kradzieży doszło sześć lat temu w Bytomiu. Z cmentarza Mater Dolorosa zniknęła półtorametrowa, zabytkowa rzeźba, przedstawiająca płaczącą kobietę. Odnalazła się na złomowisku, porąbana na 35 kawałków. Nie było szans na to, aby ją odtworzyć. Złodzieje w składnicy złomu dostali za nią 680 zł. Tymczasem jako całość XIX-wieczna płaczka warta była co najmniej 12 tys. zł. Rok wcześniej z tego samego cmentarza zniknęła płacząca kobieta z białego marmuru. Odnalazła się na podwórku jednej z kamienic. DN



    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dylemat

      . (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 10 / 5

      Nie wiem, o co chodzi w tym artykule; tzn sprzedając bytomskie rzeźby w całości złodzieje lepiej zarobią?
      A może problem tkwi w tym, że złodzieje niszcząc być może "nie do końca swój" cmentarz...rozwiń całość

      Nie wiem, o co chodzi w tym artykule; tzn sprzedając bytomskie rzeźby w całości złodzieje lepiej zarobią?
      A może problem tkwi w tym, że złodzieje niszcząc być może "nie do końca swój" cmentarz spełniają przy okazji specyficznie rozumiany "patriotyczny" obowiązek. Kończą dzieło ojców.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama