Areszt w Katowicach prawie jak San Quentin w USA

    Areszt w Katowicach prawie jak San Quentin w USA

    Justyna Przybytek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Areszt w Katowicach prawie jak San Quentin w USA
    1/5
    przejdź do galerii

    ©Marzena Bugała

    Piszą wiersze i słuchają indiefolka - aresztanci z ulicy Mikołowskiej w Katowicach. I tym sposobem pomagają Katowicom w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury.
    Więźniowie aresztu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach, chcąc nie chcąc, pomogli wczoraj Katowicom w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Jak? To proste. Katowice sprzedają się jako miasto ogrodów, m.in. ogrodów kultury. Ogrody kultury są też w zakładzie karnym, tyle że zamknięte. Właśnie pod takim hasłem - Hortus Conclusus (ogrody zamknięte) - katowickie biuro ESK zorganizowało już drugi koncert w areszcie (w październiku grała tu brytyjska grupa BigFinn).

    Tym razem w więziennej świetlicy zagrała amerykańska wokalistka porównywana do PJ Harvey - Rykarda Parasol z zespołem.

    - Możecie mi mówić Rysia - zaproponowała drobna blondynka o polsko - szwedzkich korzeniach. - Mój ojciec pochodził z Częstochowy - dodała. I miał na imię Ryszard. Tak ujęła więzienną publiczność. I choć Mikołowska, to nie więzienie stanowe San Quentin i nie grała tu Metallica, to perkusja, bas, gitara elektryczna i głos Rykardy sprawiły, że na sali nie było mocnych, których stopa nie wybijała rytmu o podłogę.

    Aresztanci z Mikołowskiej na brak kulturalnych rozrywek nie mogą narzekać. Także wczoraj odbył się tu finał Ogólnopolskiego Konkursu Poezji Więziennej im. Jeana Geneta. Konkurs skierowany do osadzonych w aresztach i zakładach karnych z całej Polski, to pomysł dyrekcji zakładu, ma aktywizować aresztantów. Wybór patrona nie jest przypadkowy. Jean Genet - wybitny pisarz i dramaturg francuski, wychowanek domu dziecka, który nieraz wchodził w konflikt z prawem - w latach 30-tych ubiegłego wieku przebywał w katowickim więzieniu. Genet natchnienie znalazł właśnie w celi. Zresztą nie tylko on.

    Na konkurs nadesłano 111 prac. Wygrała aresztantka z Ostródy. - Przepraszam aniele, że przeze mnie masz taką niewdzięczną pracę (...) chyba wyobrażałeś sobie naszą współpracę inaczej, a dzisiaj częściej oglądasz moje upadki niż wzloty. Wiem, że masz dobre chęci co do mojego losu, a jakby tobie na złość znowu upadłam (...) Więc może lepiej zrobisz gdy mnie odeślesz do Diabła - napisała kobieta w wierszu Anioł Stróż.
    Inny tej samej autorki:
    - Uczę się cierpienia jak wiersza na pamięć, po jednym zdaniu, po malutkim fragmencie. Zwrotki jak krople deszczu powoli spływają jak błękitny płomień. Płynie we mnie nieszczęście, uczę się cierpienia z dokładnością maniaka (...) Kiedyś się nauczę cierpieć i nie płakać i znajdę w sobie nadzieję, poczuję wiarę, moc, bo cierpienie to nie musi być koniec to może być początek.

    Jej wiersze według jurorów - poetów ze Śląska - Jerzego Suchanka, Marka Krystiana Emanuela Baczewskiego oraz Grzegorza Olszańskiego były najlepsze spośród zgłoszonych.
    Tu jest dom przy którym zostawiam ślady. To takie zwykłe i normalne jak pamiętanie. A dziś pamięć ma głos. Oto długi korytarz życia, którego część już przeszedłem. Pytasz jak jest, lepiej zapytaj jak będzie. Na tym korytarzu jest ciemno, zło czai się wszędzie. tak tu było, jest, będzie. Dom taki na niby, ale na pewno jest zły - pisze zdobywca drugiego miejsca - z zakładu karnego w Kamińsku.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama