Dlaczego Natasza Urbańska nigdy nie zostanie królową...

    Dlaczego Natasza Urbańska nigdy nie zostanie królową show-biznesu?

    Lucjan Strzyga

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Dlaczego Natasza Urbańska nigdy nie zostanie królową show-biznesu?
    1/4
    przejdź do galerii
    Natasza Urbańskajest doskonałym przykładem, jakie skutki niesie dla celebryty źle dobrana strategia promocyjna. Do kogo powinna złożyć zażalenie? Oczywiście do męża, Janusza Józefowicza
    Natasza Urbańska jest idealnym dowodem na poparcie tezy, że ilość nie przechodzi w jakość. Jest ładna, zgrabna, zdeterminowana, obdarzona bukietem godnych zazdrości walorów, a od lat nie udaje się jej przebić z trzeciego rzędu celebrytów. I, co ciekawe, wciąż zdarzają się jej kompromitujące wpadki. Przesądni mówią o pechu, inni doszukują się raczej przyczyn w zależności od rozdętego ambicją męża, który - niczym Pigmalion - postanowił zrobić z niej Galateę.




    Gdyby to drugie przypuszczenie okazało się bliższe prawdy, mielibyśmy klasycznych układ: mistrz-uczennica, która stara się, jak może, ale bezskutecznie. Mistrz wciąż jest niezadowolony, więc w desperacji wymyśla jej kolejne kreacje, nie domyślając się nawet, że wyrok na jego wybrankę już zapadł. W nadwiślańskim celebryckim theatrum dla Nataszy Urbańskiej przeznaczono bowiem rolę tej, którą los dotknął wiecznym niespełnieniem. Nie jest wcale tajemnicą, że w tzw. środowisku nikt jej nie lubi, każde jej potknięcie (a było ich dość sporo) skutkowało prześmiewczą falą, a ostatnia wpadka z "Rolowaniem" doprowadziła wręcz do lawiny kpin i śmiechu. Znaleźli się nawet tacy, co z uciechą wieszczą Urbańskiej koniec kariery.

    Zapewne przedwcześnie, bo o momencie jej zejścia ze sceny zadecyduje Józefowicz, a nie szydercy z modnych knajp Warszawki. Ale faktem jest również to, że blamaż z "Rolowaniem" prowokuje do pytania o cele, jakie stawia przed sobą to wyjątkowo ambitne małżeństwo. Co kierowało Józefowiczem, że namówił żonę do miotania się po podłodze obskurnej łazienki i wyśpiewywania absurdów w nieistniejącym narzeczu? Jego publiczne oświadczenie, że była to przemyślana kreacja artystyczna, można zbyć jedynie wzruszeniem ramion. Z kolei plotki, że była to jego zemsta na coraz bardziej emancypującej się Nataszy, usatysfakcjonowałyby co najwyżej poszukiwaczy małżeńskich skandali.

    Prawda jest zapewne bardziej prozaiczna i trzeba jej szukać w zerojedynkowej psychologii na poziomie, którym da się opisać polski celebrytyzm. Kluczem jest tu zasada: "Kto nie z nami, ten przeciw nam". A Urbańska ewidentnie jest przeciw. Do show-biznesu zaprosił ją Józefowicz na swoich własnych zasadach, arbitralnie, lekceważąc zastane układy i zależności. Innymi słowy, gdy w 1997 r. ostentacyjnie zaangażował Urbańską do swojego show "Do grającej szafy grosik wrzuć", skazał ją jednocześnie na klęskę. W tym zawodzie ma się bowiem długą pamięć.

    To, co obserwujemy w związku z nieszczęsnym "Rolowaniem", to nic innego jak odreagowanie tych, którzy przez lata z zaciśniętymi zębami znosili Urbańską w roli aspirującej do korony polskiej rozrywki. Prawda jest taka, że nie jest ona ani o jotę bardziej obciachowa od reszty show--biznesowych kręgów. Czy można być śmieszniejszą od nieumiejącej śpiewać Dody, bardziej kiczowatą od Michała Piróga czy też przewyższającą obciachem bywalców "Warsaw Shore"? Wstrząsana łazienkowymi konwulsjami Urbańska jest na tym tle standardem, ani mniej, ani bardziej żenującym od innych.

    Plotkarskie portale z uciechą przypominają jej poprzednie potknięcia. To, jak zamknęła się w domu obrażona na dziennikarzy po klęsce w "Tańcu z gwiazdami" i "Jak oni śpiewają", jak wyrwało się jej niegrzeczne "Dosyć obcych!" pod adresem Isis Gee w finale Eurowizji, jak na galę Złotych Kaczek przytargała nie wiadomo po co żywego węża, wreszcie moment, gdy przeciągała się lubieżnie na skórze sztucznego wilka. Owszem, było śmiesznie, ale czy jakoś szczególnie bulwersująco? Wystarczy porównać to z bełkotem zdziecinniałej Joli Rutowicz latami paradującej z pluszakiem, Moniką Pietrusińską ganiającą przed fleszami bez majtek czy Tomaszem Jacykowem, który w ramach artystycznej kreacji przechwalał się publicznie, że sypiał z pedofilem Wojciechem Kroloppem. Przy tym "Rolowanie" wygląda nader niewinnie.

    Może to zatem wina jakości polskiej rozrywki masowej, skłaniającej celebrytów do eskalacji niewytłumaczalnych żadną logiką idiotyzmów? Kilka lat temu Urbańska odwiedziła Stany Zjednoczone, promując swój singiel "All The Wrong Places". Wiła się wówczas do lecącego z głośnika playbacku niczym kobieta guma, prezentując przy okazji i bez żenady wszystkie cielesne wdzięki, tylko po co? Kariery nie zrobiła, a pozostał niesmak. Podobnie było z jej kolekcją mody. Ciuchy okazały się niewypałem, a fakt że niewypałem okazały się też wszystkie odzieżowe pomysły innych celebrytek, nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem.

    Nie można złapać wszystkich srok za ogon naraz: nie można być gwiazdą musicalu, śpiewać, tańczyć, a jednocześnie rozstawiać wszystkich po kątach w telewizji, projektować ciuchów i grać dzielne sanitariuszki w filmowej superprodukcji. Na to mogła sobie pozwolić jedynie Marlena Dietrich, a Urbańskiej jeszcze do niej daleko. Tu znów wracamy do Józefowicza, który najwyraźniej wciąż wierzy w swoje talenty menadżerskie. Może skandalik z "Rolowaniem" będzie dlań pretekstem do przemyślenia nowej strategii promocyjnej dla żony?

    Na razie piękna Natasza, rocznik - przypomnijmy bezlitośnie: 1977 - znalazła się z powrotem na starcie kariery, obciążona dodatkowo bagażem niechęci rodaków. Może to czas, by pomyślała o wykreowaniu siebie samodzielnie, bez złotych recept męża, owianego niegdysiejszą sławą najlepszego polskiego menadżera? Ostatecznie z faktu, że dzięki niemu Polacy mają od dwóch dekad możliwość obcowania z niebanalną osobowością Edyty Górniak, nie wynika jeszcze jakiś szczególny powód do dumy. Natasza Urbańska zasługuje na lepszy los niż tylko bycie kolejną zmanierowaną wykonawczynią najgorszej wersji "Mazurka Dąbrowskiego" w historii.

    Wystarczy, by Józefowicz posłuchał i przemyślał słowa "Rolowania". Jedna zwrotka jest przecież ewidentnie o nim:
    "Dziary że ho ho
    Oldskulowy Joe
    O co kaman no
    Nie rób tragetion".

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama