Ważne
    Australian Open: Co łączy Radwańską ze Szmalem?

    Australian Open: Co łączy Radwańską ze Szmalem?

    Rafał Musioł

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Kobieta zmienną jest. Ale żeby aż tak? W środę Agnieszka Radwańska rozegrała graniczący z genialnością mecz ćwierć-finałowy przeciwko Wiktorii Azarence, a już dzień później została upokorzona przez Słowaczkę Dominikę Cibulkovą (1:6, 2:6) i w efekcie nie zagra w finale Australian Open. Isia w zadziwiający sposób splotła ostatnio swoje losy z reprezentacją Polski w piłce ręcznej. Gdy Sławomir Szmal i jego koledzy grali znakomicie (jak ze Szwecją), ona też wygrywała, gdy polegli z Chorwacją, ona też przegrała...


    Ciągle spóźniona, a nogi nie chciały nadążać

    Krakowianka nie ukrywała żalu po straconej szansie. - Miałam wrażenie, że grałam w zwolnionym tempie - opowiadała po meczu. - Spóźniałam się niemal do każdej piłki. Czułam w pełni, że to nie był mój dzień. Oczywiście starałam się i próbowałam wrócić do gry, zwłaszcza w drugim secie, ale nogi nie chciały nadążać za głową.

    Wpływ na zmęczenie miał fakt, że w poprzednich spotkaniach Radwańska spędziła na korcie w sumie ponad dwie godziny więcej niż Cibulkova, która zagra w sobotnim finale z Chinką Na Li. - Jesteśmy tylko ludźmi, nie maszynami. Na przyszłość postaram się pamiętać, żeby we wcześniejszych rundach rozgrywać tylko dwusetowe pojedynki - skwitowała porażkę Polka.

    Pomimo tej porażki Rad-wańska ma powody do zadowolenia.

    - W końcu nigdy wcześniej nie dotarłam tu do półfinału - przypomniała krakowianka. - To cieszy, choć oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i wraz z kolejnym zwycięstwem chciałoby się zajść jeszcze dalej- przyznała.

    Polka dzięki grze w półfinale do swojego dorobku dopisze 350 punktów WTA, a na jej konto wpłynie 540 000 dolarów australijskich, czyli ok 1,48 mln zł. Triumfatorka zarobi jednak aż 7,26 mln zł!

    Trzeci półfinał, jeden wygrany. Czeka na błysk

    Mecz ze Słowaczką był trzecim wielkoszlemowym półfinałem w karierze Radwańskiej. Wygrała jeden z nich - w 2012 roku na Wimbledonie, gdzie poradziła sobie z Angelique Kerber (w finale w trzech setach uległa Sere-nie Williams). Wyjątkowo blisko pełnego szczęścia była natomiast w Londynie w ubiegłym roku - nieoczekiwanie przegrała jednak właśnie półfinał z Sabine Lisicki, która w decydującej grze spotkała się z Marion Bartoli, bo wszystkie wielkie faworytki odpadły we wczesnej fazie turnieju.

    - Zabrakło niewiele, jednego błysku... - stwierdziła wtedy krakowianka.

    Wielkoszlemowy tytuł wciąż pozostaje więc marzeniem Radwańskiej, za to na jej koncie znajduje się trzynaście wygranych turniejów, wśród nich Miami z 2012 roku (pula nagród 4,828 miliona dolarów), Pekin 2011 (4,5 mln), Tokio 2011 (2,05 mln) i Dubaj 2012 (2 mln) oraz półfinał WTA Championships w 2012. W karcie Wielkiego Szlema oprócz finału i półfinału Wimbledonu i obecnego półfinału Australian Open ma m.in. ćwierćfinał Rolanda Garrosa (2013). Kiepsko czuje się jedynie w Nowym Jorku, gdzie niepokonaną barierą pozostaje 1/8.

    Nie ma Polki w singlu, ale jest Łukasz Kubot w deblu

    To, co nie udało się Radwańskiej w singlu, zrealizował Łukasz Kubot w deblu. Polak, występujący w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem wystąpi w finale dzięki zwycięstwu nad francuskim duetem Michael Llodra, Nicolas Mahut 6:4, 6:7 (12-14), 6:3. W decydującej grze rywalami Polaka i Szweda będą Amerykanin Eric Butorac i Raven Klaasen z RPA, którzy nieoczekiwanie pokonali rozstawionych z ósemką faworytów Daniela Nestora i Nenada Zimonjica.

    Kubot stał się w Australii postacią dość popularną dzięki swojemu zachowaniu w spotkaniu ćwierćfinałowym, gdy po jednej z akcji przyznał, że punkt należy się rywalom, chociaż sędziowie mieli inne zdanie.

    - Żaden z arbitrów nie zauważył, że piłka najpierw odbiła się od mojej nogi - opowiadał tenisista z Bolesławca. - Na tym poziomie trzeba jednak grać fair i chociaż to był ważny punkt, nie miałem wątpliwości, że tak należy postąpić.

    W sobotnim finale Kubot stanie przed szansą powtórzenia sukcesu Wojciecha Fibaka, który w 1978 roku triumfował w Australii w deblu wraz z zawodnikiem gospodarzy Kimem Warwickiem.

    - Finał będzie emocją, dreszczykiem i wyzwaniem. Właśnie dla takich chwil gram jednak w tenisa i wierzę, że także w tym meczu będziemy górą - stwierdził krótko Kubot.

    Stawką finału debla będą spore pieniądze. Finaliści dostaną bowiem do podziału w przeliczeniu 712 tysięcy złotych, a zwycięzcy dwa razy tyle. (PAP)


    *Zimy w styczniu nie będzie [PROGNOZA POGODY NA STYCZEŃ 2014]
    *Abonament RTV 2014 [OPŁATY, TERMINY, ULGI]
    *Urlop macierzyński i urlop rodzicielski 2014 [ZASADY I TERMINY]
    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama