Ważne
    Maria Wiernikowska: Współcześni dziennikarze są towarem....

    Maria Wiernikowska: Współcześni dziennikarze są towarem. Moje miejsce jest na śmietniku

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Nie chciałabym, żeby dziennikarstwo było towarem. Chciałabym, żeby dziennikarze mówili swoim głosem. Nie uważam, że największym szczytem dziennikarstwa jest obiektywizm - mówi dziennikarka Maria Wiernikowska.
    Maria Wiernikowska jest bezrobotna, ale ostatnio napisała książkę. Będzie miała tytuł "Biały orzeł na słodko-kwaśno"

    Maria Wiernikowska jest bezrobotna, ale ostatnio napisała książkę. Będzie miała tytuł "Biały orzeł na słodko-kwaśno" ©Bartek Syta/Polskapresse

    Znów wybrała się Pani na wojnę. Tym razem z instytucjami finansowymi.
    W tych instytucjach zawsze są banki. Napisałam o tym do tygodnika "W Sieci" nie jako znawca tematu, ale jako klient, a w dodatku ofiara własnej niekompetencji, nieuwagi, naiwności. W swojej naiwności myślałam, że taka instytucja jak bank czy doradca finansowy, który ma oficjalne biuro, a nie budę na bazarze Różyckiego, nie siedzi ukryty w suterenie, tylko ma wszelkiego rodzaju pełnomocnictwa do tego, żeby doradzać klientowi, czyli działa też w interesie klienta, jest po to, żeby mi pomóc. A nie po to, żeby mnie okraść i mi zaszkodzić.

    Okazało się inaczej.

    Myślałam, że przychodzę z pieniędzmi, żeby je ulokować, żeby nie rozpuściły się za szybko. Nie chodziło nawet o zysk, ale żeby nie tracić na inflacji. Przynoszę pieniądze do skarbonki. Nie marzę o fantastycznych sukcesach, a nawet mówię to wyraźnie: nie chcę grać na giełdzie, nie kupuję obligacji, bo się na tym nie znam. Chcę przechować moje pieniądze. Największa pułapka jest taka, że trzeba im zapłacić za likwidację "polisy", i to 100 proc. wkładu! Kiedy człowiek umawia się, że wkłada pieniądze do skarbonki, to wiadomo, że nie będzie natychmiast tej skarbonki rozbijał, więc to, że w niej poleżą, jest zobowiązaniem z mojej strony. Niemniej może się zdarzyć, że muszę ją rozbić, o czym uprzedzałam pana, który mnie wprowadzał w tajniki tych operacji. Pan, wiedząc to wszystko, sprzedał mi skarbonkę, która kosztuje utratę wszystkich pieniędzy. I na tym polega szwindel. To jest rzecz zabroniona. Uważam, że powinny być instytucje, które tego pilnują - interesu małego ciułacza, który zaufał instytucjom błogosławionym przez państwo. Niech więc teraz to państwo mnie ratuje. W końcu wylądowałam u rzecznika konsumentów, co okazało się trafnym adresem. Udzielono mi pomocy, instrukcji i mam nadzieję, odzyskam swoje pieniądze.

    Podpisała Pani z bankiem ugodę.
    Ugodę z klauzulą poufności. Co oznacza, że mam nie mówić, jaki to bank, o jakie pieniądze chodzi i ile mi oddadzą.

    Czuje się Pani wygrana?
    Tak, czuję się wygrana, ponieważ nie straciłam wszystkich pieniędzy, a niektórzy ludzie utopili wszystko. Tak przewiduje ich regulamin, który jest niezgodny z prawem. Odkryłam więc, że coś może być w naszym kraju zabronione, ale też może działać w majestacie państwa prawa. Po tym jak w tygodniku "W sieci" ukazał się mój tekst, dostałam telefon z kancelarii premiera. Zadzwonił miły pan. To wielki komplement dla dziennikarza, że rząd od dziennikarza musi się dowiadywać, jak to jest. Myślałam, że pisze się artykuły dla nieświadomego ludu. Ale, żeby dla rządu?Chcę dawać głos tym, którzy głosu nie mają, i być po stronie słabszych, nie władzy. Władza zawsze ma media, i propagandystów

    Jaki jest w tej chwili Pani status? Jest Pani bezrobotną dziennikarką?
    Jestem bezrobotną bezrobotną. To znaczy poszukującą pracy w dowolnym zawodzie.

    Naprawdę?
    No, tak. Jeżeli nie ma zapotrzebowania w głównej fabryce, czyli w telewizji, gdzie pracowałam wiele lat… Chciałam powiedzieć, że 20 lat, za co dostałam nagrodę, ale to nie jest prawda, bo w tym mieści się też praca i w radiu ZET i w "Gazecie Wyborczej". Nagrodę dostałam, kiedy byłam już na liście zwolnień z TVP, czyli trzy lata temu.

    Co to było? Złoty zegarek?
    Dostałam samochód. A dokładnie dwadzieścia parę tysięcy złotych, za które postanowiłam sobie kupić samochód.

    Jaki?
    Kabriolet. Nie mogę teraz tego udowodnić, bo jest w warsztacie, ale mam numery rejestracyjne. Francuskie. Kupiłam go sobie we Francji i gdy przyjechałam do Polski, to się okazało, że muszę płacić cło, chociaż byliśmy w Europie, że muszę zapłacić akcyzę, chociaż podatek był zapłacony już we Francji. W związku z tym postanowiłam się z powrotem do Francji wyprowadzić razem z samochodem. Po to, żeby nie płacić bezprawnie wyciągniętego ode mnie cła. Ale może ja zrobię pani coś do picia? Kawę, herbatę, kakao?
    1 3 4 5 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama