Dźwięki muzyki: Melodramat z Alpami i nazizmem w tle [Z...

    Dźwięki muzyki: Melodramat z Alpami i nazizmem w tle [Z NOTATNIKA RECENZENTKI]

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Dźwięki muzyki
    1/39
    przejdź do galerii

    Dźwięki muzyki ©Gliwicki Teatr Muzyczny

    Gliwicki Teatr Muzyczny, nie skąpiąc sił i środków (w tym finansowych) wystawił "Dźwięki muzyki". Z pięknymi, wręcz przebojowymi, kompozycjami Richarda Rodgersa, w reżyserii Marii Sartovej. Pacyfistyczna wymowa "Dźwięków muzyki" nabrała nieoczekiwanej aktualności. Nie było chyba widza, który pod koniec spektaklu nie pomyślałby o współczesnym Krymie - pisze Henryka Wach-Malicka.
    Dżwięki muzyki: Melodramat z Alpami i nazizmem w tle

    Ta historia, choć staroświecka i melodramatyczna w tonie, moim zdaniem będzie przebojem. Bo, poza muzyką, ma kilka innych, bezdyskusyjnych zalet. To: nieudziwniony kształt inscenizacyjny (wierny czasowi akcji), wspaniale dysponowana odtwórczyni głównej roli i siódemka fantastycznych dzieciaków (w tym sześciolatka!), grających tak naturalnie i z taką dyscypliną, że tylko chylić czoła przed osobami, które cały ten zastęp do udziału w spektaklu przygotowywały.


    Praca z młodymi wykonawcami nie była jedynym wyzwaniem, jakie stanęło przed realizatorami. Drugim było tło akcji - narastający, gdzieś poza szczęśliwym domem bohaterów, faszyzm. Niewidoczny, a przecież ważący na ich losie, choć wkraczający na scenę dopiero w finale, gdy dokona się anschluss Austrii.

    Temat nazizmu w musicalu to dla realizatorów zawsze kłopot, bo muszą pogodzić umowne reguły gatunku z ewidentnym dramatyzmem akcji. O ile jednak treść i charakter muzyki np. w "Cabarecie" niejako same narzucają (ułatwiają) charakter inscenizacji, o tyle w "Dźwiękach muzyki" trudność jest większa. Autorzy libretta, Howard Lindsay i Russel Crouse nie zachowują równowagi wątków. Przez długi czas skupiają uwagę widza tylko na sielankowej historii guwernantki, która za jednym zamachem zdobywa miłość niesfornych pociech austriackiego arystokraty i jego samego.

    Maria Sartova z tej "alpejskiej" ckliwości, jakby żywcem wyjętej ze stylowych oleodruków, nie tylko nie rezygnuje, ale wręcz oprawia ją (np. w scenie ślubu) w złote ramki. I wie co robi! Kontrast "ślicznych obrazków" i pogodnych melodii z nagłym wtargnięciem Brunatnego Zła, zagranego odmiennie, w naturalistycznej konwencji, zdecydowanie wyostrza grozę sceny końcowej. Rodzina Trappów, nie godząc się na deklarację lojalności wobec Niemców, opuszcza Austrię w półmroku. Wie, że już nic nie będzie takie, jak kiedyś.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A gra tam aktor

      jan 43A (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Protasiewicz czyli ten Haj Hitlr

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama