Ważne
    Kampanie ułudy

    Kampanie ułudy

    Michał Smolorz

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Krajobraz woj. śląskiego bardziej przypomina Czeczenię niż region aspirujący do rangi europejskiej atrakcji turystycznej
    Na wszystkich szczeblach lokalnej władzy mamy nowe hobby, publiczną zabawę pod nazwą "promocja regionu". Zaczął urząd marszałkowski, wywalając straszne pieniądze na kampanię, którą niektórzy nazywają "kontrowersyjną", ale to zbyt zaszczytne określenie, bo to prostu kampania głupia. Jakiż to wykwit intelektu : "Śląskie. Cieszyn się", "Śląskie. Będzin dobrze", "Śląskie.
    Grube Rybnik". Jestem ciekaw jakie są wymierne skutki tej akcji, czy znalazł się choć jeden człowiek, który zachęcony tym geniuszem promocji przyjechał do województwa śląskiego ? Z pewnością dowiemy się, że skutki są niewymierne i polegają na "tworzeniu dobrego wizerunku" województwa. Albo że - jak z zadowoleniem powiada pan marszałek - o kampanii dużo się mówiło i samo to już jest sukcesem.

    Czyli znów paru ludzi obłowiło się za publiczne pieniądze, a jak ktoś wątpi w sens akcji, to znaczy że się nie zna, albo że jest głupi. Któryż to już raz przychodzi mi odwoływać się do genialnej i ponadczasowej baśni Andersena o nowych szatach cesarza (marszałka?), w której dwóch szalbierzy wmówiło władcy, że za wór złota utkają dlań wspaniałe odzienie, tak wspaniałe, że dostrzec je może tylko człowiek mądry. A jak ktoś nie widzi tej subtelnej tkaniny, to znaczy, że jest głupi. Mijają epoki i ustroje, a mechanizmy wyciągania pieniędzy z publicznej kasy ciągle są takie same.

    Do "kampanii promocyjnych" dołączają kolejne miasta. Prym wiodą stołeczne Katowice ze swoją groteskową akcją "Miasto wielkich wydarzeń", w której "wielkie" jest wszystko - odpust w Panewnikach, karuzela w Kostuchnie, kongres różdżkarzy i sympozjum guliktauchrów . A recital Krzysztofa Krawczyka jest wręcz "megawydarzeniem". Sosnowiec chwilowo zrezygnował z zaangażowania ducha Edwarda Gierka do własnej akcji, ale też będzie się intensywnie promował. Własne kampanie promocji regionu, bodaj najbardziej sensowne, prowadzą lokalne media. Szkoda że bez wzajemnej koordynacji i każde na własną rękę.

    Nikt jednak nie postawił pytania podstawowego: czy w ogóle jest co promować ? Od pewnego czasu wmawiamy sobie, że jesteśmy regionem wspaniałości na europejską modłę, a tylko brak promocji powoduje, że potoki turystów omijają nas szerokim łukiem. Może wreszcie i w tej sprawie ktoś trzeźwy uświadomi nam, że to ułuda.

    Nie ma kategorii, w której województwo śląskie wytrzymywałoby konkurencję w turystycznej atrakcyjności. W klasyfikacji zabytków historycznych jesteśmy żałośnie ubodzy. W całym województwie jest np. jeden maluteńki kościółek romański. We Francji w każdym regionie stoi kilkadziesiąt albo i kilkaset okazałych romańskich świątyń. Co wieś, to lepsza wspaniałość. W kategorii zamków i pałaców jest podobnie: nieśmiertelna Pszczyna i Będzin plus kilka jurajskich ruin. Jeden Ludwik Bawarski nastawiał pięć razy więcej bajkowych budowli. Walory krajobrazowe - też przestańmy się czarować. Nawet tam, gdzie natura obdarowała nas jakimiś urokami, wszystko jest dokumentnie spieprzone obrzydliwą architektoniczną tandetą, na którą patrzeć nie sposób. Chcemy promować zabytki kultury przemysłowej, choć wszystko albo jest w żałosnej i niezagospodarowanej ruinie, albo - jak w przypadku proletariackich osiedli - opanowane przez żulię, która każdego potencjalnego turystę skutecznie zniechęci do poznawania uroków miejsca. Na to wszystko trzeba nałożyć wygląd i stan naszych miast. Wystarczy przejechać przez Bytom, popatrzeć na podparte drewnianymi balami ruiny, zamurowane otwory okienne, pokrzywione i pozapadane dachy, spękane i odrapane elewacje - by nie wysiadając z autokaru spieprzać stąd jak najdalej. Krajobraz przypomina raczej współczesną Czeczenię niż region aspirujący do rangi europejskiej atrakcji turystycznej.

    Prof. Marek Szczepański, nasz flagowy socjolog, od lat przypomina dość oczywiste mierniki atrakcyjności regionu: saldo migracji i ceny mieszkań. Więc czas sobie uświadomić, że to pierwsze od lat jest w województwie śląskim ujemne. Te drugie należą do najniższych w kraju. Jak przekonać turystę do naszej rzekomej atrakcyjności, skoro nie dostrzegają jej nawet mieszkańcy, gremialnie opuszczający swoje siedliska? Owszem warto inwestować w podnoszenie atrakcyjności województwa, ale nie w oszukiwanie i mamienie ludzi fikcyjnymi albo w najlepszy razie szczątkowymi walorami. W tej mierze przed nami jeszcze długa i niełatwa droga.

    Turystę można czasami zwieść krzykliwą kampanią, ale tylko raz. Wyjdzie z pociągu na cuchnącym uryną dworcu kolejowym, zobaczy gnuśną ruinę miasta, przejedzie się rozklekotanym autobusem, w którym zapłaci mandat za jazdę z niewłaściwym biletem, na przystanku wdepnie w psie odchody, na zabytkowym osiedlu dostanie w łeb i straci portfel. Prawdziwy survival.
    Welcome to Silesia.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama