Ważne
    Wesołe kumoszki z Chorzowa nie rozbawiły widowni

    Wesołe kumoszki z Chorzowa nie rozbawiły widowni

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Teatr Rozrywki w Chorzowie wprowadził na polską scenę nowy tytuł. W sobotę widzowie obejrzeli pierwszą w Polsce inscenizację sztuki pt. "Wesołe kumoszki. Musical", czyli muzyczną wersję "Wesołych kumoszek z Windsoru" Williama Szekspira. Na informacji, że to polska prapremiera, sukces się jednak kończy. Przedstawienie można określić krótko: ani to Szekspir, ani musical.
    Wesołe kumoszki z Chorzowa nie rozbawiły widowni

    ©TEATR ROZRYWKI

    Gdyby nie wysiłek artystów Teatru Rozrywki, którzy są w stanie stworzyć spektakl nawet bez udziału reżysera, moglibyśmy mówić o totalnej klapie. Na szczęście sprawdzona gwardia - na czele z Marią Meyer, Anną Ratajczyk, Martą Tadlą, Adamem Szymurą, Jacentym Jędrusikiem i Dariuszem Niebudkiem - sprawiła, że chociaż aktorstwo ocaliło ten spektakl. I na szczęście orkiestra, pod dyrekcją Jerzego Jarosika, grała bez zarzutu. Laco Adamik, reżyser "Wesołych kumoszek", powinien dziękować im wszystkim od rana do wieczora…

    Na niepowodzenie złożyło się kilka przyczyn. Materiał jest wątły; trudno go nawet nazwać musicalem. To raczej śpiewogra.
    W wątki oryginału wpleciono po prostu piosenki, które nie stanowią integralnego elementu widowiska. Po drugie, eklektyczną muzykę Paula Englisby'ego trudno zilustrować scenicznym obrazem. Laco Adamik zaś, ze zdumiewającym uporem nie wykorzystuje rubasznego humoru, stanowiącego jądro komedii Szekspira, a także jego musicalowej wersji. Można nie wierzyć recenzentom, ale jeśli na widowni śmiech (nieśmiały) pojawia się w 42. minucie komediowej inscenizacji, to coś w niej nie gra!

    Nie gra zresztą przez całą pierwszą, półtoragodzinną część przedstawienia, która wlecze się niemiłosiernie. W drugiej jest lepiej; ratują ją aktorzy. Bo, o co w tej inscenizacji chodzi, trudno zgadnąć. Akcja sztuki, przeniesiona niby we współczesność, czy też niby do "teatru w teatrze", rozłazi się i irytuje brakiem logiki (akurat współczesny Falsaff przestraszyłby się elfów!). W dodatku większość scen rozgrywa się statycznie, czego zupełnie nie rozumiem. Teatr Rozrywki ma przecież śpiewający balet i tańczący chór, które wykorzystywane są tylko dwa razy w całym widowisku. Na to wszystko nakładają się dekoracje, najwyraźniej specjalnie zbudowane z nieefektownej płyty paździerzowej.

    "Wesołe kumoszki z Windsoru" nie muszą być inscenizowane serio (choć mogą), ale przynajmniej bawić powinny. Nie tym razem, niestety.

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Spektakl

      Basia (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 20 / 18

      Po pierwszym akcie wyszlismy z teatru - strata czasu i pieniędzy. Nic nie warty spektakl i ten kto nie był niech sie nawet nie wybiera.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      klapa2

      sanchez1971 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 15

      Hmm..Byłem, widziałem i miło przeczytać, że nie tylko ja jestem rozczarowany. Już myślałem,
      że może jest ze mną coś nie tak, że mnie już nic nie bawi, etc. Ale nie. Reakcje publiczności i jej...rozwiń całość

      Hmm..Byłem, widziałem i miło przeczytać, że nie tylko ja jestem rozczarowany. Już myślałem,
      że może jest ze mną coś nie tak, że mnie już nic nie bawi, etc. Ale nie. Reakcje publiczności i jej komentarze, świadczą , że jedyny pozytyw wyniesiony zteatru rozrywki to pomysł na
      wykorzystanie płyty osb
      "Wesołe kumoszki" już sam tytuł wprowadza w błąd. wesołosci tam tyle co kot napłakał.
      A wybuch śmiechu po tekście " lasę umieszcze pod krzyżem" wystawia świadectwo widzom.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      klapa

      rafrif (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 32 / 30

      Powiem krótko, gdyby nie Marta Tadla, Darek Niebudek, Sebastian Ziomek, Maria Meyer spektakl byłby totalną klapą! Po trzech godzinach i dziesięciu minutach miałem serdecznie dosyć, czegoś co dumnie...rozwiń całość

      Powiem krótko, gdyby nie Marta Tadla, Darek Niebudek, Sebastian Ziomek, Maria Meyer spektakl byłby totalną klapą! Po trzech godzinach i dziesięciu minutach miałem serdecznie dosyć, czegoś co dumnie nazywa się musicalem. Dla mnie było to pomieszanie śpiewogry z operetką z domowym przedszkolem. Niektóre piosenki z niezrozumiałym tekstem. Fatalna scenografia, dająca do myślenia co scenograf chciał powiedzieć przez te surowe paździerze! Osobiście nie wróżę długiego żywota temu spektaklowi! Wyrzucone pieniądze w błoto! zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nic dodac

      don alonso (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 15 / 20

      Kompletny niewypał, wiem bo byłem i wudziałem. Ale aktorzy naprawdę stanęli na głowie. Chyb już czas na zmianę dyrektora...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama