Ważne
    Kulisy I wojny światowej: Niemieccy agenci mieli udaremnić...

    Kulisy I wojny światowej: Niemieccy agenci mieli udaremnić amerykańskie dostawy dla aliantów

    Ben Macintyre

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Tuż przed wybuchem I wojny światowej Berlin zdecydował o uaktywnieniu pochodzących z Niemiec obywateli amerykańskich, którzy mieli przeszkadzać w dostawach amunicji z Ameryki na front dla sprzymierzeńców.
    Ambasador Johann Albrecht von Bernstorff zwerbował na  amerykańskiej ziemi wielu agentów, którzy sprzyjali Niemcom

    Ambasador Johann Albrecht von Bernstorff zwerbował na amerykańskiej ziemi wielu agentów, którzy sprzyjali Niemcom ©Fot. Harris & Ewing/domena publiczna

    W lipcu 1914 r. ambasadora Niemiec w USA hrabiego Johanna Heinricha Andreasa Hermanna Albrechta von Bernstorffa wezwano do kraju na pilną naradę. Dyplomata pochodził ze znakomitego duńsko-niemieckiego rodu. Miał imponujące, podkręcane, spiczaste wąsy i niezłomną wiarę, że mimo popełnionego kilka tygodni wcześniej zamachu na spadkobiercę Habsburgów arcyksięcia Franciszka Ferdynanda wybuchu wojny wciąż można uniknąć.

    W Berlinie von Bernstorff spotkał się z jednym z głównych pracowników wywiadu cesarza Wilhelma II majorem Walterem Nicolai. Ten oświadczył mu, że wojna jest już na progu, ale on sam ma odegrać w niej ważną i tajną rolę. Trzeba zrobić "wszystko, co tylko konieczne", aby przeszkodzić Ameryce w wysyłaniu amunicji i innego zaopatrzenia dla sojuszników. Słowem - sabotaż na potężną skalę.

    Hrabia przeżył wstrząs. Podzielał - wyrażony później przez amerykańskiego sekretarza wojny Henry'ego Stimsona - pogląd, że dżentelmeni nie czytają cudzych listów i, wyłączając czas wojny, nie wysadzają sobie nawzajem statków. Z niechęcią w sercu wrócił do Ameryki. Wiózł ze sobą walizkę wypchaną niemieckimi bonami skarbowymi o niewyobrażalnej wartości 150 mln dol. Miały one zostać wykorzystane na łapówki i ułatwienie Niemcom zwycięstwa poprzez odcięcie ich wrogów od mających kluczowe znaczenie amerykańskich dostaw. W ten sposób na terenie USA zaczęła się tajna wojna. Miała potrwać trzy lata. Prezydent Woodrow Wilson starał się utrzymać neutralność USA, a Europa pogrążała się w morzu krwi.

    Dyplomacie i kierowanym przez niego agentom nie brakowało chętnych do zwerbowania rekrutów. W amerykańskich portach roiło się od niemieckich marynarzy rzuconych tu przez wichry wojny. Jedna dziesiąta ówczesnej ludności USA albo urodziła się w Niemczech, albo miała przynajmniej jednego niemieckiego rodzica. Wielu z nich sympatyzowało z ojczyzną. Do współpracy zgłaszało się również sporo nastawionych wrogo do Wielkiej Brytanii irlandzko-amerykańskich dokerów. Niektórzy z sabotażystów uważali się za patriotów. Inni byli oprychami. Jeszcze inni - szaleńcami. Koordynatorem sabotażowych akcji na terenie USA był ambasador Niemiec w tym kraju Johann Heinrich Albrecht von Bernstorff

    Trzy miesiące temu amerykański pisarz i dziennikarz Howard Blum wydał opartą na faktach powieść "Dark Invasion: 1915 - Germany's Secret War nad the Hunt for the First Terrorist Cell in America" (Ukryta inwazja 1915. Niemiecka tajna wojna i pościg za pierwszą komórką terrorystyczną w Ameryce). To historia oszustw, politycznych machlojek i szpiegostwa. Sam tok narracji ekscytuje i zatyka dech w piersiach. Jednak Blum ze sporą nonszalancją podchodzi do akademickich niuansów i ścisłości. Jakby pisał, jednym okiem już popatrując w stronę wytwórni filmowych Hollywood. Mamy tu galerię łotrzykowskich agentów i sabotażystów werbowanych do wysadzania statków, zarażania chorobami zakaźnymi transportowanego na front żywego inwentarza, łamania porozumień handlowych, wzbudzania zamieszek wśród przedstawicieli świata pracy, a nawet - namawiania dokerów, by odmawiali odprawiania amunicji dla sojuszników.

    Niemieccy sabotażyści stanowili odrażającą grupę typów spod ciemnej gwiazdy, ale nie byli terrorystami. Ci wierni swojemu kredu fanatycy nie siali terroru, zabijając cywilów. Na życzenie zagranicznego rządu, mając na uwadze cele militarne, atakowali na terytorium neutralnego państwa obiekty o znaczeniu gospodarczym. I tu poczynili Amerykanom znaczne szkody. Między innymi w lipcu 1916 r. wysadzili w powietrze w Jersey skład amunicji. Eksplozja wyrządziła straty szacowane na 20 mln dol. Zginęło pięć osób.

    Jednak niemiecka operacja szpiegowska i akty sabotażu wywołały skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast przeszkodzić sojusznikom, tylko pomogły Amerykanom przyśpieszyć podjęcie decyzji o przystąpieniu do wojny. USA dołączyły do sojuszników w 1917 r. Tajna wojna stała się wojna otwartą.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama