Roland Garros: Kubot walczył, ale przegrał. Ernests Gulbis...

    Roland Garros: Kubot walczył, ale przegrał. Ernests Gulbis był zbyt mocny [KORESPONDENCJA Z PARYŻA]

    Hubert Zdankiewicz, Paryż

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Całe szczęście, że grałam dzisiaj, bo jutro pogoda ma być jeszcze gorsza - stwierdziła w niedzielę Agnieszka Radwańska i, jak się okazało, miała rację. Drugi dzień Roland Garros zapowiadał się pasjonująco, bo zagrać mieli m.in. Novak Djoković, Maria Szarapowa, Stanislas Wawrinka i Rafael Nadal. Niestety plany pokrzyżował padający (z przerwami) od rana deszcz, rozwalając turniejowy plan gier i ramówkę transmitującej French Open na żywo stacji Eurosport.


    Na szczęście nie permanentnie, bo mecze w końcu się rozpoczęły. Pogoda jednak nie odpuszczała. Z faworytów bez większych problemów skończyła swój mecz Szarapowa (Rosjanka bez większych problemów pokonała 6:1, 6:2 swoją rodaczkę Ksenię Pervak), ale już Djoković musiał się chować pod parasolem w trakcie pojedynku z Portugalczykiem Joao Sousą (wygranym 6:1, 6:2, 6:4). Bynajmniej nie zepsuło to Serbowi humoru. W czasie jednej z przerw zabawiał nawet publiczność na korcie im. Philippe'a Chatriera, zabierając parasol stojącemu przy jego ławce chłopcu i podając mu w zamian swoją rakietę. Obaj usiedli później obok siebie i chwilę porozmawiali. Nietrudno zgadnąć, że kibice byli zachwyceni.

    Daleki od zachwytu był za to Kei Nishikori. Japończyk świetnie zaprezentował się tej wiosny podczas turnieju w Madrycie. Doszedł aż do finał, w którym pechowo (kontuzja i krecz w trzecim secie) przegrał z Nadalem. Korty ziemne w Paryżu nie okazały się jednak dla niego szczęśliwe. - Szczerze mówiąc, cieszę się, że w ogóle dokończyłem ten mecz. Przez ten uraz nie trenowałem ostatnio za dużo, to była w ogóle moja pierwsza gra na punkty od Madrytu. Nie mogłem złapać właściwego rytmu, słabo serwowałem. Nie byłem w stanie zagrać na sto procent - tłumaczył zawiedzionym japońskim dziennikarzom (których w tym roku przyjechało do Francji więcej niż zazwyczaj) po swojej porażce ze Słowakiem Martinem Klizanem 6:7 (4-7), 1:6, 2:6.

    W poniedziałek swój pierwszy mecz miał rozegrać również Łukasz Kubot. Losowanie miał średnie, bo na dzień dobry trafił na rozstawionego z numerem 18. Ernestsa Gulbisa (17. rakietę świata, Polak jest 63.), z którym wcześniej dwukrotnie przegrywał.
    Ostatni raz tej zimy w Dausze. Nietrudno było wskazać w tej sytuacji faworyta.

    - A ja po cichu liczę na niespodziankę, a nawet całkiem głośno. Gulbis tuż przed Roland Garros wygrał turniej w Nicei i może być zwyczajnie zmęczony. Trochę dużo było u niego tego grania. Łukasz z kolei nigdy nie odpuszcza. Trzy lata temu trafił w pierwszej rundzie na Nicolasa Almagro, jednego z najlepszych na świecie "ziemniaków" i też wszyscy z góry go skreślili. A on wygrał, wychodząc ze stanu 0:2 w setach - stwierdził jednak przed meczem Paweł Ostrowski, trener znany ze współpracy m.in. z Angelique Kerber i Martą Domachowską, i początkowo wydawało się, że może mieć rację.

    Gulbis zaczął słabo, wyraźnie nie potrafił wstrzelić się serwisem, a Kubot błyskawicznie to wykorzystał i objął prowadzenie 4:0. Sam grał przy tym znakomicie, wytrzymywał wymiany z głębi kortu, często chodził też do siatki, kończąc akcje wolejami. Prowadząc 5:2, przegrał co prawda nieoczekiwanie swojego gema serwisowego, ale przy 5:4 nie wypuścił już z rąk kolejnej szansy na zakończenie seta.

    Drugi zaczął się od prowadzenia Gulbisa 3:1. Kubot zdołał co prawda wyrównać, ale przy 4:5 popełnił trzy proste błędy i znów dał się przełamać. Trzeci mógł rozstrzygnąć się w piątym gemie, ale Kubot nie wykorzystał trzech kolejnych szans na przełamanie rywala i skończyło się niemal identycznie jak poprzednio. Przy 5:6 i swoim serwisie Polak znów popełnił trzy błędy (prowadził 40:15), a przy piłce setowej strzelił forhendem w aut. To wyraźnie odebrało mu ochotę do gry, bo w kolejnej partii zdobył już tylko jednego gema. Przegrał ostatecznie 6:4, 4:6, 5-7, 1:6. Szkoda, bo grał naprawdę dobrze, nie odstawał od rywala. Może lepiej poradzi sobie w deblu.

    We wtorek swój pierwszy mecz w Paryżu rozegra z kolei Urszula Radwańska, której rywalką będzie Magdalena Rybarikova. W tym wypadku ranking również nie wróży sukcesu naszej tenisistce, Słowaczka jest w nim 34., a Polka 79.

    - W tym przypadku na rankingi bym nie patrzył, bo najgroźniejszą rywalką Uli zawsze jest ona sama. Wszystko rozgrywa się u niej w głowie, dlatego jest w rankingu znacznie niżej, niż powinna - uważa Ostrowski. - Jeśli Radwańska wytrzyma presję i zdoła zapanować nad nerwami, jest w stanie ją pokonać. Widać, że jest w dobrej dyspozycji, ostatnio dużo przegrywała, ale w większości nie były to jednostronne mecze, bo walczyła. Dobrze by było, żeby wygrała, bo jedna runda w Wielkim Szlemie to 100 punktów, a ona przed rokiem dotarła w Paryżu do drugiej - dodaje.

    Deszcz opóźnił we wtorek rozpoczęcie gier w Paryżu. Na szczęście w końcu nad kortami Rolanda Garrosa zaświeciło słońce i można było zdjąć plandeki z kortów

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama