Urzędnicy podróżują za nasze pieniądze

    Urzędnicy podróżują za nasze pieniądze

    Joanna Heler

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Regionalna Izba Obrachunkowa zakwestionowała sposób, w jaki zabrzańscy urzędnicy rozliczyli się z wyjazdu do Libanu.
    Z libańskim miastem Zahle Zabrze w październiku ubiegłego roku podpisało umowę o współpracy, a wyjazd nazwano "misją gospodarczo-kulturalną". Opozycyjny radny Borys Budka pokpiwa: - Wybór tak odległego państwa od początku był nietrafiony. Miasto naraziło się na śmieszność. Teraz nawet nie potrafi należycie rozliczyć się z eskapady - mówi Budka.

    Inspektorzy badali wyjazd od strony formalnej.
    Natomiast radni mają prawo pytać o celowość podróży za 14 tys. zł, a podatnicy o efekty umów podpisywanych przez samorządy. Tym bardziej, gdy dotyczą miast tak odległych jak Zahle, Shenyang w Chinach (bliźniak Katowic), czy turecka Alanya, partner Wodzisławia Śląskiego.

    Moda na wyszukiwanie miast-bliźniaków zaczęła się w latach 90. Lokalne społeczności, bywało że Polacy, którzy opuścili rodzinne strony przed laty, pomagali krajanom spontanicznie, bez podpisywania zbędnych papierków. Do kraju trafiała żywność, lekarstwa, sprzęt medyczny, a nawet śmieciarki. Kontakty często przeradzały się w sformalizowane umowy. Bywało, że miasto zapraszało do współpracy zagraniczne gminy, gdzie szlak przetarli już inni. Tak było w Zabrzu, gdzie sygnowanie umowy partnerskiej z ukraińskim Równem poprzedziły szkolenia, jakie dla tamtejszych lekarzy prowadziło Śląskie Centrum Chorób Serca. Podgliwickie Pilchowice, choć współpracują z holenderskim Nuenen od 17 lat, do dziś obywają się bez umowy.

    - Od 1991 roku na trzytygodniowe, darmowe wakacje wyjeżdża tam co najmniej 18-osobowa grupa najuboższych dzieci. Holendrom zależało też na wsparciu dorosłych, bo słyszeli, że gmina boryka się z bezrobociem. Przywieźli więc 14 komputerów, bezrobotne mieszkanki zaczęły kurs. Teraz chcą sfinansować plac zabaw. Poprosili jedynie o projekt - mówi radna Józefa Margiciok, która zainicjowała współpracę.

    Obecnie zapisy umów między "bliźniakami" są tak pojemne, że można w nich zmieścić wszystko. Najczęściej jednak sprowadzają się do występów, prezentacji prac lokalnych artystów, udziału w sportowych imprezach, wyjazdów młodzieży. I urzędników w delegacje.

    - To radni powinni rozliczać samorządowców z podpisywanych umów: czy są to tylko eskapady z okazji "świąt miast" i kto z nich korzysta. Mieszkańcy często nawet nie wiedzą, że ich gmina ma zagraniczne kontakty. Nie negowałbym samej formuły umów, jeśli są rzetelnie realizowane. Niech sprowadzają się do wyjazdów młodzieży, bo to poszerza horyzonty - uważa politolog dr Marek Mazur z Uniwersytetu Śląskiego.

    Marek Jarzębowski, rzecznik gliwickiego magistratu podkreśla, że cudu gospodarczego po takiej współpracy spodziewać się nie można.

    - To nie leży w kompetencjach samorządów. Nawet jeśli uda się skojarzyć dwie firmy, to stanie się tak, gdy do wyjazdu przyłączą się przedstawiciele np. izb gospodarczych - ocenia.

    Jego słowa potwierdza Natalia Biskupska z Regionalnej Izby Gospodarczej. Jej zdaniem, przedsiębiorcy wiedząc o istnieniu umowy partnerskiej, czują się pewniej podejmując kontakty na danym rynku. Umowy mogą zatem być impulsem do działania, które przyniesie wymierne efekty.

    Ewa Pytasz, dyrektor Ośrodka Kształcenia Samorządu Terytorialnego im. Waleriana Pańki w Katowicach twierdzi, że obce sobie gminy mogą się od siebie sporo nauczyć, np. w zakresie współpracy organizacji pozarządowych z samorządami czy gospodarki odpadami, a nawet przenieść niektóre rozwiązania.

    - Polskie samorządy idą na łatwiznę, bo najczęściej wybierają miasta z krajów dawnej Unii Europejskiej. Zaciągnięty u nich dług powinien być teraz przez nas spłacony. Naszym obowiązkiem jest pomoc rozwijającym się demokracjom na Ukrainie czy w Albanii. A Liban? Można go traktować jako ciekawostkę - podkreśla.

    Marcin Lesiak, odpowiedzialny w UM w Zabrzu za współpracę z zagranicą twierdzi, że na razie kontakty zamarły. Libańczycy, powołując się na sytuację polityczną w kraju odmówili przyjazdu na czerwcowy Międzynarodowy Festiwal Rysowania. Ani jednej pompy do Libanu nie sprzedał jeszcze zabrzański Powen, choć miał to być pierwszy gospodarczy przejaw kontaktów. Za to...

    - W zabrzańskim hipermarkecie widziałem wino wyprodukowane w Zahle - mówi Lesiak.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama