Di Maria, Neymar, Turan... Piłkarskie marzenia może...

    Di Maria, Neymar, Turan... Piłkarskie marzenia może zniweczyć zwykły pech

    Hubert Zdankiewicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Zamierzam dokonać cudu i poradzić sobie z tym urazem w osiem dni. Zrobię wszystko, żeby się wyleczyć, bo jeśli dojdziemy do finału, muszę tam być. Koledzy mnie potrzebują - zapowiadał w niedzielę Angel di Maria, kolejny piłkarz, którego z gry na mundialu w Brazylii wyeliminowała kontuzja. Argentyńczyk to kolejny dowód na to, że można mieć talent, być optymalnie przygotowanym, ale i tak marzenia może zniweczyć zwykły pech.
    Di Maria (który doznał urazu w ćwierćfinałowym meczu z Belgią) może jeszcze mieć nadzieję. Żadnych złudzeń nie ma już za to Neymar, choć ponoć znaleźli się lekarze, którzy twierdzą, że jest w stanie wyleczyć się do finału. Uraz kręgosłupa (złamany trzeci kręg), którego doznał w ćwierćfinale z Kolumbią, to co najmniej sześć tygodni przerwy w treningach, więc największa gwiazda reprezentacji Brazylii resztę mistrzostw spędzi w roli widza.

    - Od 12 lat marzyłem o grze na mundialu w koszulce Brazylii. Jak mogę się teraz nie cieszyć, że te marzenia się spełniają - mówił przed feralnym meczem Neymar. W piątek ten piękny sen przerwało kolano Juana Camilo Zunigi, a we wtorek piękny sen całej Brazylii mogą przerwać w półfinale Niemcy, bo szanse na sukces pozbawionej swojego lidera i największej gwiazdy reprezentacji Canarinhos znacząco zmalały.

    Jeden gol - taki jest dorobek strzelecki Cristiano Ronaldo w Brazylii. Niezbyt imponujący jak na piłkarza, który w ostatnim sezonie zdobył 51 bramek w 47 meczach Realu Madryt (jedną w zwycięskim dla Królewskich finale Ligi Mistrzów), a jesienią ubiegłego roku w barażach o udział w mundialu niemal w pojedynkę rozstrzelał reprezentację Szwecji (cztery gole w dwóch meczach). Na mistrzostwach nie był jednak w pełni sił, bo zmagał się z urazem kolana. Efekt to mizerny dorobek bramkowy i przedostatnie miejsce w grupie reprezentacji Portugalii.

    Ktoś powie, że Ronaldo i tak miał szczęście, bo w ogóle do Brazylii poleciał, w przeciwieństwie choćby do Marco Reusa, Francka Ribery'ego i Radamela Falcao, ale reprezentacje Niemiec, Francji i Kolumbii radziły sobie (lub nadal radzą) bez nich lepiej, niż można było oczekiwać. Portugalia z nie w pełni sprawnym Ronaldo już dużo gorzej. Zwłaszcza jeśli się pamięta, że dwa lata wcześniej omal nie pokonała Hiszpanii w półfinale Euro 2012 (przegrała dopiero po rzutach karnych).

    Pech dopadł również Atletico Madryt. I to w najważniejszym momencie, bo w finale Ligi Mistrzów, i nie chodzi o bramkę Sergio Ramosa (na 1:1) zdobytą w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Świeżo upieczeni mistrzowie Hiszpanii musieli radzić sobie w tym meczu bez dwóch swoich gwiazd: Diego Costy i Ardy Turana. Pierwszy wyszedł wprawdzie na boisko, ale wytrzymał tylko dziesięć minut. Drugi oglądał spotkanie z trybun.

    Pech jednego może być szczęściem drugiego. Dziesięć lat temu FC Porto pokonało 3:0 Monaco w finale Ligi Mistrzów, a cały świat zachwycał się trenerskim geniuszem José Mourinho, który zaraz potem trafił do Chelsea Londyn. Mało kto dziś pamięta, jak wyglądał tamten mecz. W pierwszych kilkunastu minutach zdecydowanie lepszym zespołem było Monaco. Do tego stopnia, że bramkarz Vitor Baia musiał w pewnym momencie ratować swój zespół desperackim wybiegiem poza pole karne. Tak było dokładnie do 23. minuty, gdy boisko opuścił kontuzjowany Ludovic Giuly, kapitan i motor napędowy ekipy prowadzonej wówczas przez Didiera Deschampsa. Kto wie, co by było, gdyby pozostał na placu gry...
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama