Sporne prawo do wymazania siebie z sieci

    Sporne prawo do wymazania siebie z sieci

    Edward Fennell redakcja@polskatimes.pl

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Google stwierdził, że będzie oceniał każdy wniosek indywidualnie i będzie się starał zrównoważyć prawo jednostki do prywatności z prawem społeczeństwa

    Google stwierdził, że będzie oceniał każdy wniosek indywidualnie i będzie się starał zrównoważyć prawo jednostki do prywatności z prawem społeczeństwa do wiedzy i rozpowszechniania informacji

    Po majowym orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o "prawie do bycia zapomnianym" dziesiątki tysięcy osób zwróciły się do Google o usunięcie ich z serwerów
    Google stwierdził, że będzie oceniał każdy wniosek indywidualnie i będzie się starał zrównoważyć prawo jednostki do prywatności z prawem społeczeństwa

    Google stwierdził, że będzie oceniał każdy wniosek indywidualnie i będzie się starał zrównoważyć prawo jednostki do prywatności z prawem społeczeństwa do wiedzy i rozpowszechniania informacji

    Czy czujesz lekki niepokój z powodu młodzieńczych wybryków utrwalonych w internecie? Albo z powodu stawiającego cię w złym świetle tekstu w lokalnej gazecie? Jeśli tak, to jesteś w dobrym towarzystwie. Po majowym orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) o "prawie do bycia zapomnianym" dziesiątki tysięcy osób zwróciło się do Google z wnioskiem o usunięcie swoich danych z serwerów. A to dopiero początek.


    "Otrzymałem różne nowe instrukcje dotyczące procedury usuwania linków z wyników wyszukiwania, jaką wprowadził Google", mówi David Cook z kancelarii prawnej Slater & Gordon. "Z pewnością jest popyt na pomoc prawną w tym obszarze". Prawnicy z kancelarii Hamlins są podobnego zdania. "W tym momencie rozmawiamy głównie z obecnymi klientami, którzy mieli kiedyś kłopoty z reputacją", mówi Christopher Hutchings. Jego koleżanka Madeleine Thomson dodaje, że prawo do bycia zapomnianym "z pewnością otworzy to cały zakres nowych spraw".

    W prasie aż huczy, ale Jeffrey Jupp z londyńskiej kancelarii 7 Bedford Row, zauważa, że "nie ustanowiono żadnego nowego prawa". Majowe orzeczenie ETS było po prostu wyjaśnieniem, jak należy stosować dyrektywę o ochronie danych osobowych z 1995 r. w stosunku do wyszukiwarek internetowych oraz na czym polega "ochrona osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych".

    Innymi słowy, prawo to ustanowiono na dwa lata przed narodzeniem się Google. Pomimo głosów, że majowe orzeczenie ETS tłumi swobodę wypowiedzi, europejscy sędziowie mają inne zdanie. "Tu chodzi po prostu o przetwarzanie i zestawianie danych", mówi Jupp. "Pierwotny materiał źródłowy pozostaje nienaruszony".

    Europejscy sędziowie chronią prasę. Kiedy Mario Costeja Gonzalez, Hiszpan, który wniósł tę sprawę do Trybunału, zwrócił się do Hiszpańskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych (AEPD) z wnioskiem o wymazanie artykułów gazetowych o nim, został odprawiony z kwitkiem. Niemniej jednak orzeczenie ETS może oznaczać, że dziennikarzom będzie trudniej zbierać materiały do swoich tekstów.

    Zasadnicze pytanie teraz brzmi, jak Google zareaguje na wnioski o usuwanie linków z wyników wyszukiwania. Jak na to wskazuje jasno formularz wniosku stosowany przez tę firmę, jej decyzja będzie zależeć od tego, czy wyniki wyszukiwania są "nieadekwatne, nieistotne lub przestały być aktualne albo są nadmierne w stosunku do celów, w jakich były przetwarzane" - mówi Cook. "Myślę, że większość pomyślnie załatwionych wniosków będzie wiązać się z sytuacjami, w których informacje dotyczą osoby fizycznej, która nie jest osobą publiczną, a informacje mają już charakter historyczny".

    Zatem być może największą konsekwencją z punktu widzenia biznesowego będzie to, że pracodawcom trudniej będzie dokopać się do informacji na temat swoich pracowników. Craig Newman, szef amerykańskiej kancelarii Richards Kibbe & Orbe, zauważa, że obecnie w Ameryce pracodawcy szukają w internecie informacji o kandydatach do pracy. Ponadto w USA nigdy nie byłoby przyzwolenia na nałożenie takiego ograniczenia na wyszukiwarki internetowe. Ale na Wyspach jest to bardziej problematyczne. Jak mówi Paula Barrett z brytyjskiej kancelarii Eversheds: "Szybkie wyszukiwanie w internecie informacji na temat kandydata do pracy nie różni się od innych form zbierania informacji , zatem powinno się informować daną osobę, że planujemy to zrobić, i uzyskać od niej zgodę. Jednak w praktyce, prowadzi się wiele takich wyszukiwań z założeniem, że nikt nigdy się o nich nie dowie".

    Victoria Fitzgerald z kancelarii prawnej Faegre Baker Daniels mówi jednak: "Ryzyko polega na tym, że zawiedziony kandydat może uznać, iż spółka oparła swoją decyzję na bezprawnych podstawach, zebranych z informacji dostępnych w internecie. Na przykład może twierdzić, że stał się przedmiotem dyskryminacji ze względu na wiek, ponieważ spółka zobaczyła na Facebooku, że każdego wieczoru imprezował, albo ze względu na pochodzenie etniczne, na podstawie zdjęć pokazujących, że jest czarnoskóry; albo ze względu na orientację seksualną na podstawie wpisów na Twitterze dotyczących partnera tej samej płci".

    Jest prawdopodobne, że najbardziej roztropne osoby doprowadzą do tego, że Google usunie te linki z wyników wyszukiwania, również dlatego, że jak mówi William Addis z kancelarii Keystone Law: "wszystko, co mogłoby nadszarpnąć reputację pracodawcy przez skojarzenie z pracownikiem może być uznane za wykroczenie dyscyplinarne". Khurram Shamsee z DAC Beachcroft podkreśla, że w sektorze finansowym "reputacja ma teraz podstawowe znaczenie", zatem wybijający się pracownicy tego sektora będą chcieli skorzystać ze swoich praw w tym względzie.

    Wkraczamy w nową sytuację, z której, zdaniem Juppa, ETS nie będzie chciał się wycofywać. Istnieje nawet możliwość, że Bruksela pójdzie dalej w kwestii prawa do prywatności. W styczniu 2012 r. KE zaproponowała zmianę dyrektywy z 1995 r., obejmującą nowe, daleko idące prawo, które pozwalałoby osobom prywatnym żądać usunięcia wszelkich informacji o sobie.
    Jednak, jak uważa Shamsee, orzeczenie ETS i towarzyszące mu kontrowersje oznaczają, że jest mało prawdopodobne, by takie prawo zostało wprowadzone. "Oni mogą uznać, że ETS wykonał już za nich całą robotę", mówi Shamsee. "Zatem po co się trudzić?".

    Można zapytać, po co się trudzić. Ukryty nonsens tego wszystkiego polega na tym, że na globalnej, publicznej autostradzie cyfrowej wszystkie możliwości pozostają otwarte.

    Tłumaczenie: Witold Turopolski

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama