Mokre prześcieradło było ratunkiem przed upalnymi nocami na...

    Mokre prześcieradło było ratunkiem przed upalnymi nocami na mundialu

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Rozmowa z Waldemarem Matysikiem, uczestnikiem piłkarskich mistrzostw świata w latach 1982 w Hiszpanii i 1986 w Meksyku
    Mokre prześcieradło było ratunkiem przed upalnymi nocami na mundialu
    Co roku w lipcu przyjeżdża pan do Polski. To taka rodzinna tradcyja Matysików?
    Nie może być inaczej. W Pil-chowicach mamy dom, w którym zawsze coś trzeba zrobić. Wprawdzie w ciągu roku, kiedy jesteśmy w Niemczech, opiekuje sie nim wspaniała sasiądka, ale zawsze trzeba w nim czegoś doglądnąć. Teraz czeka mnie malowanie z zewnątrz farbą odporną na deszcz. Ponadto trzeba kosić trawę. Ubieram zatem krótkie spodenki i przystepuję do roboty. Żona też na brak zajęć nie narzeka. Zresztą w Pilchowicach czujemy sie, jak u siebie w domu. Mamy wielu przyjaznych ludzi. Piekarz Marek Bogacki kiedy przyjeżdżamy bezpłatnie piecze nam świetny chleb. Na pożegnanie przygotowuje nam kołocz z makiem, palce lizać.


    Nie pomylę się, kiedy powiem, że w trakcie tegorocznych domowych prac, robił pan sobie jednak przerwy na oglądanie mundialu?
    Nie mogło być inaczej. To działa jak narkotyk. W Bonn, gdzie mieszkamy, oglądałem wszystkie mecze grupowe i te w fazie pucharowej. W Pilchowicach dosłownie po skończeniu malowania zasiadłem przed telewizorem, aby oglądać, jak Brazylijczycy grali z Holendrami o trzecie miejsce.

    Na pewno wrócił pan wtedy pamięcią do 10 lipca 1982 roku, kiedy to na Estadio Jose Rico Perez w Alicante graliście z Francja o trzecie miejsce w mistrzostwach świata, zwyciężając 3:2.
    Było to wielkie i niezapomniane dla mnie i kolegów z drużyny przeżycie. Wcześniej wspo-minano w Polsce trzecie miejsce drużyny Kazimierza Górskiego w mistrzostwach świata w 1974 roku w Republice Federalnej Niemiec. W Hiszpanii graliśmy w okresie stanu wojennego. Było ciężko. Chcieliśmy dać Polakom trochę radości, ale na początku po prostu nam nie szło. Przed decydującym o wyjściu z grupy meczem z Peru, odwiedził nas hotelu ówczesny prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, Włodzimierz Reczek. Starał sie nam wjechać na ambicję. Mówił, że w Polsce społeczeństwo czeka na nasz sukces. Oczekuję od nas walki. Nie trzeba było nam o tym przypominać. Mocno skoncentrowaliśmy się przed tym meczem, ale w pierwszej połowie nic to nie dało, bo było 0:0. Dopiero na początku drugiej pękł worek z bramkami. Ostatecznie wygraliśmy 5:1. Potem już było dobrze. Uważam, że mistrzostwa świata dla piłkarza są uniwersytetem na najwyższym poziomie. Tak, jak na przykład początkujący dziennikarze sportowi, pracując w jakiejś mniejszej redakcji, marzą o zatrudnieniu we France Football, tak piłkarz grający w małym, bądź większym klubie, chce uczestniczyć w mundialu.

    Przygotowania do wyjazdu do Hiszpanii przebiegaly też w specyficznych warunkach.
    Zdawaliśmy sobie sprawę, jaka ciążyła na nas odpowiedzialność. Staraliśmy się jak najlepiej wykonywać wszelkie polecenia trenera Antoniego Piechniczka. Biegaliśmy po górach. Zawsze starałem się być pierwszy. Za mną przeważnie biegli Włodek Smolarek i Zbyszek Boniek. Kiedyś tak się zapędziłem, że znalazłem się w Czechosłowacji. Tamtejsi wopiści powiedzieli mi, chłopczyku pomyliłeś sie. Musisz biec w odwrotnym kierunku. Bywało tak, że ostatni przybiegałem do ośrodka, kiedy już wszyscy byli po obiedzie. Musiałem jeśc to, co zostało. Każdy dawał z siebie na treningach wszystko. Trener Piechniczek urządzał nam pojedynki jeden na jeden. Moim rywalem bywał Boniek. Było ostro. Czasami kosiliśmy się równo. W kadrze była grupa młodych zawodników i byli także doświadczeni piłkarze, jak Władek Żmuda, czy Grzesiu Lato. Oni nam bardzo pomagali.

    Obecnie bohaterem Niemiec jest 22-letni Mario Goetze. Pan grając w Hiszpanii miał 21 lat i przypłacil to poważną utratą zdrowia. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło .
    Oprócz mnie 21 lat miał także Piotrek Skrobowski. Ja urodziłem sie 27 wreśnia 1961, a on 16 października tego roku. Harowałem w Hiszpanii jak wół. To się odbiło w meczu z Francją. Schodząc do szatni na przerwę powiedziałem dość. Nie mam siły dalej grać. Boniek przekonywał mnie: musisz być z nami do końca, jesteś najważniejszym zawodnikiem, ale po prostu czułem, że coś we mnie pękło. Zastąpił mnie Romek Wójcicki.

    Patrząc na to, w jakich warunkach obcenie trenują i grają reprezentacji wielu krajów, łezka w oku chyba panu się kręci.
    Co mogę na to odpowiedzieć. W Hiszpanii mieszkaliśmy w hotelu bez klimatyzacji. Temperatura dochodziła do 40 stopni. W nocy chcąc się ochłodzić, przykryliśmy się zmoczonymi wodą prześcieradłami. Dwa razy zostałem wyznaczony do kontroli antydopingowej. Trwała ona zwykle bardzo długo. Kiedy wracałem do hotelu dawno już było po kolacji. Nie było po prostu co zjeść. A nasza dieta obracała się wtedy wokół schabowego i kapusty.

    Mistrzostw świata w Meksyku nie wspomina pan najlepiej. To już nie była tak dobra gra naszej reprezentacji jak w Hiszpanii.
    Nie chcę to tego wracać, bo to już odległe czasy. Najbardziej mi żal było tego, że trener Antoni Piechniczek nie wystawił mnie w meczu 1/8 finału z Brazylią. Każdy piłkarz marzy o tym, aby zagrać z takim rywalem. Mnie to ominęło. Nie mam jednak urazy do trenera.

    Mieszkając w Bonn na co dzień śledzi pan piłkarskie wydarzenia w Niemczech. Ponadto grając kiedyś w HSV Hamburg od kuchni widzial pan organizację futbolu w tym kraju. Dla nas jest ona przynajmniej na dzień dzisiejszy nieosiągalna.
    Trudno o jakiekolwiek porównania. Niemcy postawili na szkolenie młodzieży. Mało tego, tam już prowadzi się zajęcia piłkarskie z przedszkolakami. Każdy wielki klub musi mieć szkółkę piłkarską z internatem. Rozgrywki Bundesligi to istna machina organizacyjna i komercyjna. Telewizja płaci wielkie pieniądze za prawa do transmisji. Na stadiony przychodzi kilkadziesiąt tysięcy widzów i to nie tylko na mecze w Bundeslidze.

    Rozpoznają pana kibice w Niemczech, chociaż od wielu lat już pan nie gra w piłkę? Zresztą co pan teraz porabia?
    Ciągle spotykam sie z sympatią niemieckich kibiców. Jeden z fanów HSV Hamburg zaprosił mnie kiedyś do hotelu, który prowadzi. Zdobyłem uprawnienia trenerskie do V ligi. Prowadzę amatorska drużynę Fortunę Bonn. Przez trzy lata zdobywałem wykształcenie w zakresie fizjoterapii. Pracuję w stacji ewangelickiej. Mam do dyspozycji samochód. Jeżdżę do pacjentów, a także do drużyn dziecięcych. Ćwiczę z chłopakami. Pokazuję im zagrywki, opowiadam o swojej karierze. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że będąc w Polsce, spotykam sie z wielką sympatią. Ludzie mnie rozpoznają mimo, że nie mam już wąsa, jak przed laty. Proszą o autograf. Chcą sobie zrobić ze mną zdjęcie.

    Górnik Zabrze to nadal klub bardzo bliski pana sercu?
    W nim spędziłem najlepsze lata swojej kariery. Wtedy w klubie rządził Jan Szlachta. Mieliśmy wszystko, czego chcieliśmy. Byłem oficjalnie zatrudniony na kopalni ,,Dębieńsko". Piętnastego każdego miesiąca przyjeżdżałem po wypłatę. Trochę było mi głupio, że to robię, ale taka była rzeczywistość. Na bieżąco śledzę to, co dzieje sie teraz w Górniku. Chciałbym, aby jak najszybciej powstał nowy stadion. Może wtedy coś się ruszy w klubie i znajdą się pieniądze na stworzenie silnej drużyny.

    Prezes Zbigniew Boniek pamięta o panu?
    Z satysfakcją muszę odpowiedzieć, że tak. Zaprosił mnie i Andrzeja Buncola do Wrocławia na mecz ze Słowacją, w którym Adam Nawałka zadebiutował jako selekcjoner naszej reprezentacji. Pogadałem sobie ze Zbyszkiem i innymi kolegami. Boniek był nawet zdumiony tym, że teraz dużo mówię. Kiedy razem graliśmy w reprezentacji, to do rozmownych nie należałem.
    Rozmawiał ANDRZEJ AZYAN

    Waldemar Matysik urodził się 27 września 1961 roku w Stanicy. Jest wychowankiem tamtejszego Orła, potem grał w Carbo Gliwice, Górniku Zabrze, Auxerre, Hamburgerze SV i niższych klubach niemieckich.
    W reprezentacji wystąpił 55 razy, debiutując 19 listopada 1980 roku w spotkaniu przeciwko Algierii. Był uważany za specjalistę od "czarnej boiskowej roboty". Jego największym sukcesem było trzecie miejsce na mistrzostwach świata 1982 w Hiszpanii. Ostatnie spotkanie, z Francją, przypłacił poważną chorobą. W przerwie został zmieniony przez Romana Wójcickiego. W biało-czerwonej koszulce wystąpił także na mundialu w 1986.
    Obecnie mieszka i pracuje w Niemczech.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Fortuna Bonn

      szukacz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      http://www.scfortunabonn.de/content/kader

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      poprowcie gibko

      hihotek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      "w.... Hamburgerze SV" :-)

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo