Wielka kasa w wielkiej piłce. Kluby to teraz maszynki do...

    Wielka kasa w wielkiej piłce. Kluby to teraz maszynki do robienia pieniędzy

    Tomasz Dębek t.debek@polskatimes.pl

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Sponsor na koszulce, inny od sprzętu i nazwy stadionu, sprzedaż koszulek, tournée po Azji czy USA... Futbol to dziś biznes, na którym można zarobić krocie. Ale polskim klubom do tego daleko, nawet Legii Warszawa
    Manchester United dostał od Adidasa 750 mln funtów za 10 lat noszenia ich sprzętu. Cały klub w 2005 r. kosztował 790 mln

    Manchester United dostał od Adidasa 750 mln funtów za 10 lat noszenia ich sprzętu. Cały klub w 2005 r. kosztował 790 mln ©Fot. Getty Images for adidas

    Przy okazji decyzji Komisji Dyscypliny UEFA o walkowerze w meczu Celtic - Legia, skutkującej wyeliminowaniem warszawskiego klubu z walki o Ligę Mistrzów, często poruszano jej finansowe konsekwencje. Awans do fazy grupowej tych rozgrywek to dla polskiej drużyny zastrzyk finansowy pozwalający na odskoczenie rywalom z krajowego podwórka na kilka lat. 2,1 mln euro za IV rundę kwalifikacji, 8,6 mln euro za awans, wysokie premie (milion euro za każdą wygraną, pół miliona za remis). Do tego wpływy z praw do transmisji, zależne od wartości rynku reklamowego danego kraju - w przypadku Polski powinny wynieść przynajmniej 5 mln euro. Łącznie to kwota większa niż roczny budżet każdego klubu ekstraklasy poza Legią.


    Ekstraklasa zaściankiem Europy

    Dla polskich klubów takie pieniądze pozostają w sferze marzeń. Regularna gra w pucharach, a zwłaszcza w Lidze Mistrzów, to ważny element wpływów wielu zachodnich drużyn. Ma też odbicie w innych źródłach przychodów: buduje markę, przyciąga sponsorów, pomaga w sprzedaży pamiątek. - Konstruując budżet, zakładamy taki sukces sportowy, który zmieniłby naszą finansową sytuację. Chcemy zagrać lepiej niż w poprzednim sezonie. Liga Mistrzów jest naszym marzeniem, ale jeśli trafimy do Ligi Europejskiej, nie będziemy narzekać - przekonywał po ogłoszeniu przez firmę Deloitte raportu "Piłkarska Liga Finansowa" prezes Legii Bogusław Leśnodorski.

    Warszawski klub dystansuje tam rywali. Jego przychody z trzech głównych źródeł: dnia meczowego (m.in. bilety), wpływów komercyjnych (sponsorzy) i praw transmisyjnych wyniosły 94,9 mln zł. Prawie dwa razy więcej niż u drugiego Lecha Poznań (49,3 mln), ponad 11 razy więcej od Podbeskidzia Bielsko-Biała. W porównaniu do europejskiej czołówki nadal jesteśmy jednak zaściankiem. Kluby ekstraklasy w 2013 r. wygenerowały 384 mln zł (91,5 mln euro). 32 razy mniej niż drużyny z Premier League, miliard euro mniej niż najmniejsza z wielkiej piątki (Anglia, Hiszpania, Niemcy, Włochy, Francja) Ligue 1.
    Przepaść między pieniędzmi obecnymi w polskiej i zachodniej piłce obrazują ostatnie, rekordowe umowy sponsorskie z producentami sprzętu. Manchester United związał się na dekadę z Adidasem, za co zainkasował 750 mln funtów (940 mln euro). Rocznie Czerwone Diabły zgarniają więc za to więcej, niż wynoszą zsumowane zarobki całej ekstraklasy. Kwota umowy wzbudziła na Wyspach wielkie emocje - to tylko 40 mln funtów mniej niż w 2005 r. rodzina Glazerów zapłaciła za klub. - W czasie trwania umowy spodziewamy się przychodów w granicach 1,5 mld funtów - zapowiada prezes Adidasa Herbert Hainer.
    Giganci odjeżdżają średniakom

    Należy się spodziewać, że rekordowy kontrakt MU z Adidasem nie był tylko jednorazowym wyskokiem i największe kluby będą podpisywać umowy na podobne kwoty. Obecnie giganci tacy jak Real (Adidas), Arsenal (Puma), Barcelona (Nike) i Liverpool (Warrior) otrzymują od dostarczających im sprzęt firm 30-40 mln euro rocznie. Coraz bardziej lukratywne stają się też umowy ze sponsorami, którzy chcą pokazać swoje logo na koszulce klubu. Tu również przoduje United, które co roku dostaje od Chevroleta 60 mln euro. To prawie dwa razy więcej niż Qatar Foundation płaci Barcelonie (31 mln), Deutsche Telekom Bayernowi, a Fly Emirates Realowi (po 30 mln).

    Daleko z tyłu zostają nie tylko najmniejsi, ale też średniacy. W Premier League poza sześcioma czołowymi klubami sponsorzy na koszulkach wykładają maksymalnie 7,5 mln euro rocznie. Mowa o takich zespołach jak Newcastle czy Everton. Crystal Palace może liczyć na niecały milion. Szanse w wyścigu o najbardziej intratne umowy mają tylko kluby popularne na rynkach azjatyckich, do których chcą dotrzeć potencjalni sponsorzy. Ten kierunek wybierają też kluby wyjeżdżające na przedsezonowe tournée. Sparingi są okazją do pozyskania serc miejscowych fanów, sprzedaży pamiątek, promowania sponsorów. Kiedy szef Fly Emirates podkreśla, że jego firma chce rozwinąć działalność na rynkach azjatyckim i afrykańskim, Arsenal jedzie do Chin i Nigerii. Tego lata głównym kierunkiem były rozkochane w piłce USA. Można było tam zobaczyć m.in. Manchester United, ich rywali City, Arsenal, Liverpool, Real, Bayern, Monaco i Milan. Po co trenować w Austrii, grając z lokalnymi zespołami na bocznych boiskach, skoro amerykańscy kibice zapłacą po 250 dol. za bilet? Naturalnie kompletu publiczności nie zapewnią Getafe czy St. Pauli, potrzebne do tego są marki i gwiazdy. Krok przed szereg wyszli Włosi, którzy od 2009 r. grają o Superpuchar na Stadionie Olimpijskim w... Pekinie.

    Słabsze kluby zwykle nie mają też wiele do powiedzenia przy podziale jednego z najważniejszych źródeł dochodów - praw telewizyjnych. W Hiszpanii prawie doprowadziło to do bojkotu początku sezonu 2012/2013 przez 13 klubów. Giganci, czyli Barcelona i Real, zgarniali po 140 mln euro z kwoty 650 mln. Atletico musiało się zadowolić 50 mln, a np. Granada - 12 mln. Spór został rozwiązany, ale do systemu stosowanego w Premier League mu daleko. Tam połowa pieniędzy (1,5 mld funtów) jest dzielona równo między wszystkie kluby. Po 25 proc. reszty drużyny otrzymują zależnie od miejsca w tabeli i liczby meczów transmitowanych przez telewizje. W poprzednim sezonie najwięcej zarobił Liverpool - 97,5 mln funtów, a najmniej Cardiff - 62 mln.

    Pieniądze dają zwycięstwa

    Twoja pozycja na koniec sezonu zależy głównie od pieniędzy wydanych przez właścicieli klubu - wypalił w zeszłym sezonie Sam Allardyce, trener West Hamu, po porażce z United. Zdarzają się od tej zasady wyjątki, ale co do kierunku, w którym zmierza współczesny futbol, trudno z tą wypowiedzią polemizować. Najwięksi bogacą się w o wiele szybszym tempie niż średniacy. W dwudziestce klubów z największymi przychodami, według raportu Deloitte, są przedstawiciele pięciu lig: hiszpańskiej, angielskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej. Między nimi również panują ogromne rozbieżności finansowe. Trzy najbogatsze kluby (Real, Barcelona i United) generują niemal tyle samo zysków co te z pozycji od 11. do 20. (m.in. Borussia, Inter, Tottenham, Napoli, Lyon, Roma). Wśród siedmiu najdroższych transferów w historii futbolu pięć razy stroną kupującą zawodnika był Real, dwukrotnie Barcelona. Trzy z nich miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat (Gareth Bale, Luis Suárez, James Rodríguez).

    Jak więc możliwe, że biedne Atletico potrafiło pogodzić dwóch gigantów w lidze i walczyć o finał Pucharu Europy? Zespół z Madrytu na tle Realu i Barcy nie należy do krezusów, ale z przychodami rzędu 120 mln euro (raport Deloitte nie uwzględnia kwot ze sprzedanych piłkarzy) zajmuje 20. miejsce na świecie. Od 1996 r. tylko jeden klub niebędący dziś na tej liście wygrał Ligę Mistrzów - było to FC Porto w 2004 r.

    Wielkie transfery, ogromne pensje (Messi i Ronaldo tylko z klubowej kasy dostają miesięcznie po 360 tys. euro, do tego dochodzą kontrakty reklamowe) - wygląda na to, że karuzela z roku na rok będzie kręcić się coraz szybciej, chociaż bilet wstępu dostaną nieliczni. Fakty są takie, że największe kluby stały się maszynkami do robienia pieniędzy, a dzięki mądremu reinwestowaniu wpływów coraz mocniej nakręcają koniunkturę. Stać je na wielkie wydatki. Kluby Bundesligi przeznaczają na pensje dla zawodników średnio 51 proc. przychodów. W Primiera Division - 56, Ligue 1 - 66, Serie A i Premier League - po 71. A w ekstraklasie - 76...

    Niektórzy twierdzą, że jeśli piłka nożna jest religią, rolę Boga przejęły pieniądze. Nie bez racji, bo romantyczne sukcesy pucharowych kopciuszków zdarzają się coraz rzadziej. I nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się w najbliższym czasie zmienić.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama