Milioner z baniek mydlanych. Jakub Bochenek podbija świat

    Milioner z baniek mydlanych. Jakub Bochenek podbija świat

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Kilka lat temu zbierał pieniądze na krakowskim Rynku. Potem powiedział: zakładam biznes, będę sprzedawał płyn do... baniek mydlanych. Wszyscy znajomi pukali się po głowie. A teraz Jakub Bochenek podbija świat.
    Jakub Bochenek, szef firmy Tuban, jedynego w Europie producenta płynu do dużych baniek mydlanych

    Jakub Bochenek, szef firmy Tuban, jedynego w Europie producenta płynu do dużych baniek mydlanych ©Andrzej Banaś

    Kilka lat temu byłeś biednym studentem puszczającym na krakowskim Rynku bańki mydlane i zbierającym do kapelusza pieniądze...
    A teraz mój płyn o baniek można kupić w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Japonii, Nowej Zelandii, Korei Południowej, Kuwejcie, w większości krajów Europy. Trochę się pozmieniało przez ten czas.

    Kariera od żebraka do milionera.
    Można tak powiedzieć, choć z tym "milionerem" to trochę przesada. Po prostu udało mi się znaleźć niszę i założyć nieźle prosperujący biznes.

    Czemu bańki?
    U mnie w rodzinie kokosów nie było. Kiedy przyjechałem z rodzinnego Jaworzna na studia do Krakowa, musiałem sam zarobić na swoje wydatki, podróże.
    Raz pojechałem z kolegą stopem do Chorwacji mając w kieszeni grosze. Szukaliśmy sposobu, jak zarobić. Gdzieś podpatrzyliśmy bańki. Ludzie je kochają. Zrobiliśmy więc płyn i zaczęliśmy je puszczać. Na początku wcale nie wychodziło.

    Bo?
    Bo nie wiedziałem, jak zrobić odpowiedni płyn. Dopiero po powrocie do Polski zacząłem go modyfikować i puszczać z niego bańki na Rynku. Pewnie pomogło, że studiowałem wiertnictwo ropy i gazu na AGH, trochę więc znam się na chemii. Próbowałem i próbowałem i wymyśliłem w końcu świetną recepturę.

    Co w niej jest?
    Byłbym wariatem, gdym ją zdradził. Niejedna osoba w Polsce i za granicą próbowała ją skopiować. Jestem jedynymw Europie producentem płynu, z którego da się zrobić tak duże bańki.

    Jak duże?
    Bardzo duże. Dwukrotnie używając tego płynu pobiłem rekord Guinnessa w liczbie osób zamkniętych w bańce. Za pierwszym razem to było 125 osób, za drugim - 193. Ostatnio mój rekord pobił Czech, zamykając w mydlanej bańce 212 osób. Ale zrobił to używając mojego płynu. Potem stworzyłem też płyn "hophop bańki": mydlane zrobione z tego płynu można podbijać ręką jak piłeczkę. I mam na koncie kolejny rekord Guinnessa: 311 takich podbić.

    Z tego "żebrania" na Rynku dało się wyżyć?
    Dało się. Dla studenta to był całkiem fajny zarobek.

    W końcu zacząłeś sprzedawać ten swój sekretny płyn?
    Tak, bo kiedy stałem na Rynku, ludzie podchodzili, pytali, co to za płyn, jaka receptura, czy gdzieś można kupić. Zapaliła mi się więc lampka, że można zrobić biznes.

    Jak na ten pomysł zareagowali znajomi, rodzina?
    Pukali się po głowie. Nikt nie wierzył, że wyżyję z takiego interesu. A rozkręciłem firmę praktycznie bez kapitału. Pracowałem od 6 do 22. Wszystko robiłem sam: zajmowałem się produkcją, sprzedażą, pakowaniem tych płynów i wysyłaniem, marketingiem i ładowaniem palet z płynem.

    Teraz ile pracujesz?
    Zatrudniłem ludzi. Na początku nie przychodziło mi łatwo podzielić się z nimi pracą. Myślałem, że nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja. Ale żeby biznes się rozwijał, trzeba nauczyć się oddać część odpowiedzialności w ręce innych. I rozwijam się dalej. Teraz trwają negocjacje, by płyn Tuban był sprzedawany w Brazylii i USA.

    Na początku pomogło zamieszanie medialne wokół Twojej osoby?
    Zdecydowanie. Napisała jedna gazeta, potem pojawiałem się w telewizjach śniadaniowych, w serialu "Majka", w radiu. Moje bańki wystąpiły w reklamie T-mobile. Ale prawdziwy szał zrobił się, jak otworzyłem w Krakowie, w rejonie Starego Miasta, pięć sklepów sprzedających bańki.

    Przed nimi puszczałeś ze specjalnej wytwornicy bańki. Niektórych to denerwowało.
    Mam wrażenie, że najbardziej denerwowało straż miejską. Od początku kręcili nosem. Te sklepy może były trochę kiczowate, ale ludzie, a w szczególności dzieciaki, je uwielbiały. O tych sklepach można było przeczytać w przewodnikach po Krakowie.

    Ale sklepy pozamykałeś.
    Nie dlatego, że interes nie szedł. Mimo swojej sezonowości - bo w zimie o takiej rozrywce mało kto myśli - przynosiły spore zyski. Ale w życie weszła ustawa o Parku Kulturowym w obrębie krakowskiego Starego Miasta. Raz, drugi, trzeci zjawiła się u mnie straż miejska, nasłana przez urzędników magistratu. Mimo że dostosowałem się do wszystkich przepisów, im nie podobały się te latające pod sklepem bańki. Przegrałem. Musiałem wprawdzie zwolnić dziesięć osób zatrudnionych w sklepach, ale większe zyski i tak przynosiła mi sprzedaż wysyłkowa. Machnąłem więc ręką na te sklepy. Trudno. Boli mnie w tej sytuacji tylko hipokryzja władz miasta.

    Czemu hipokryzja?
    Pani sędzia stwierdziła, że nie mogę puszczać też baniek z wytwornicy umieszczonej na zaparkowanym pod sklepem rowerze. Bo na poruszających się w Parku Kulturowym pojazdach reklam nie można umieszczać. Zabroniono tego np. jednej z sieci taksówek. Rozumiem, ale działanie urzędników nie jest konsekwentne. Bo przecież przez pl. Wszystkich Świętych przejeżdżają tramwaje z reklamami. Ich prawo nie dotyczy.

    Zwracałeś na uwagę urzędnikom?
    Nieraz. W MPK odsyłano mnie do Urzędu Miasta, a w Urzędzie do MPK. Każdy zwalał winę na drugiego. Urzędniczka z magistratu, zajmująca się Parkiem Kulturowym, powiedziała: ma pan rację, ale reklamy z tramwajów nie znikną, bo tu chodzi o pieniądze.

    Masz też nietypowe hobby. Walkę w sądzie ze Strażą Miejską.
    To nie hobby, a domaganie się sprawiedliwości. Jeśli "zwykli ludzie" - przedsiębiorcy czy mieszkańcy, nie będą tego robić, to urzędnicy staną się bezkarni. Dwa razy, prawomocnym wyrokiem, wygrałem ze strażą miejską. Raz dlatego, że stałem na miejscu dla zaopatrzenia ponad 15 minut. Strażnik twierdził, że można tylko kwadrans. Ale nigdzie nie było to napisane. Sędzia sam przyznał, że straż miejska bywa nadgorliwa i że to jeden z przypadków tej nadgorliwości.

    A druga sprawa?
    Pojazdy zaopatrzenia mogą wjeżdżać do strefy w obrębie Rynku między godz. 13 a 14. Raz złapała mnie straż miejska. Na zegarku miałem 13.01, ale strażnik upierał się, że jest dopiero za pięć. Potem stwierdził, że nawet jeśli mam rację z godziną, to i tak od momentu, kiedy wjechałem do strefy, do miejsca, w którym mnie złapał - na ul. Sławkowskiej - musiało minąć więcej niż jedna minuta. Więc nagrałem film i udowodniłem przed sądem, że jestem w stanie pokonać tę trasę w 40 sekund. I znów wygrałem.

    Umówmy się: stać Cię, by zapłacić ten mandat. Po co więc to robisz?
    To nie chodzi o mandat, a o zasadę. Ludzie się sądów boją, nie chcą narażać się na nieprzyjemności, wydatki. Tymczasem koszty procesów sądowych w tak drobnych sprawach nie są wysokie. Ja te sprawy wygrałem bez żadnej pomocy prawnej. Jestem za tym, by tropić urzędnicze absurdy, złośliwość służb. Jeśli obywatele tego nie będą robić, urzędnicy będą coraz bardziej bezczelni.

    Ludzie narzekają, że dobre czasy dla biznesu minęły...
    Polacy lubią narzekać. Nie wiem, jak było na początku lat 90., kiedy dorabiali się najpotężniejsi dziś biznesmeni w kraju, bo miałem wtedy kilka lat. Zakładam, że pewnie było trochę łatwiej, bo rynek był bardziej chłonny. Ale i dzisiaj można znaleźć swoją niszę. Ludzie jednak nie wierzą w siebie. Nawet nie chcą spróbować, z góry zakładając, że nie dadzą rady prowadzić biznesu. Bo po prostu boją się zaryzykować. Polacy są pracowitym, sprytnym narodem. Ale przez brak wiary w siebie, skłonność do zawiści i to, że wzajemnie się nie wspierają, hamują rozwój swój i kraju.

    Dlaczego się nie wspierają?
    Pewnie kwestia mentalności. Odczuwam to też na swoim przykładzie. 80 proc. mojej produkcji eksportuję za granicę. Mój płyn można kupić w największych sklepach zabawkowych na drugim końcu świata. A rodzime sieci sklepów zabawkowych wolą kupić coś chińskiego.

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      państwo bezprawiem stoi

      inik (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Ten króciutki artykuł w NORMALNYM państwie powinien zaowocować wieloletnimi wyrokami bezwzględnego więzienia dla kilku urzędników. Ale ponieważ Polska jest krajem BEZPRAWIA jest tak jak jest.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Brawo

      Bodzio (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Az czytam ziedowierzaniem -brawo brawo -za walkę z zasadami bo tak powinno być ludzie nie barany by tylko płacić kary(bo czasem kontrolujący nie znają prawa)- Gratuluje pomysłu z bańkami sam bym...rozwiń całość

      Az czytam ziedowierzaniem -brawo brawo -za walkę z zasadami bo tak powinno być ludzie nie barany by tylko płacić kary(bo czasem kontrolujący nie znają prawa)- Gratuluje pomysłu z bańkami sam bym chętnie kupił-pozdrawiam z Mysleniczwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Brawo

      Bodzio (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Az czytam ziedowierzaniem -brawo brawo -za walkę z zasadami bo tak powinno być ludzie nie barany by tylko płacić kary(bo czasem kontrolujący nie znają prawa)- Gratuluje pomysłu z bańkami sam bym...rozwiń całość

      Az czytam ziedowierzaniem -brawo brawo -za walkę z zasadami bo tak powinno być ludzie nie barany by tylko płacić kary(bo czasem kontrolujący nie znają prawa)- Gratuluje pomysłu z bańkami sam bym chętnie kupił-pozdrawiam z Mysleniczwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      fajny pasek

      gosia (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      wyglada jak prawdziwy kowboj. moze zainwestuje w ranczo?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Lipa

      Miodek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

      Bez sensu to Piano...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama