Grzegorz Załuski: W exposé gesty premier Kopacz współgrały...

    Grzegorz Załuski: W exposé gesty premier Kopacz współgrały ze słowami

    Jakub Szczepański

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - W exposé nie ma za wielu elementów niewerbalnych, które można uznać za niespójne. A ciało jest zawsze szybsze od słów - twierdzi Grzegorz Załuski, certyfikowany senior instruktor BodyLanguage Institute w Waszyngtonie.
    Ewa Kopacz doskonale wie, że odzyskanie zaufania zmęczonych wyborców wcale nie będzie łatwym zadaniem

    Ewa Kopacz doskonale wie, że odzyskanie zaufania zmęczonych wyborców wcale nie będzie łatwym zadaniem ©Bartek Syta/Polskapresse

    Jak Pan ocenia wystąpienie Ewy Kopacz?
    To było coś zupełnie innego niż prezentacja nowego gabinetu. Podczas pierwszego wystąpienia pani premier często się myliła. A potem wszyscy wskazywali jej pomyłki. Tymczasem środowe exposé z pewnością zostało fachowo ograne. Miałem wrażenie, że szefowa rządu dokładnie je przećwiczyła.

    Dlaczego Pan tak uważa?
    Pewne rzeczy mówiła głośniej, innym razem się zatrzymywała. Zmieniała też ton, kiedy miała zamiar coś podkreślić. Takie elementy charakteryzują osoby dobre przygotowane do wystąpień publicznych czy prezentacji. Gdyby nie ćwiczyła, recytowałaby z pamięci. Tymczasem słuchacz mógł mieć wrażenie, że mówi z sercem.
    Przyznam, że nie ma tu za wielu elementów niewerbalnych, które można uznać za niespójne. Większość wypowiadanych tez podkreślała mową swojego ciała. Tym bardziej że ekspresja niewerbalna często wyprzedzała wypowiedź pani premier. A ciało jest zawsze szybsze od słów. Zdawało się, że wie, co chce powiedzieć.

    Jednak - tak jak Pan przyznał - podczas exposé pojawiły się jakieś niespójne elementy.
    Na pewno zabiegi werbalne. Bo w przemówieniu pojawiały się zwroty zawierające sugestie. W socjotechnikach nazywamy je presupozycjami. To zdania albo pytania z tezą. Kiedy pani premier przedstawia wizję obrony kraju, zwiększenia wydatków na wojsko czy żłobki, mówiła, że to plan długoterminowy. Taki na 2016 r.

    Doskonale wiemy, że za dwa lata będziemy już po kolejnych wyborach. Myśli Pan, że jest pewna reelekcji?
    Oczywiście Ewa Kopacz nie powiedziała tego dosłownie. Podprogowo każdy odebrał komunikat jednoznacznie: jeśli chcesz fantastycznej przyszłości, zagłosuj na obóz rządzący. Z drugiej strony ciężko oczekiwać, że przez rok można dokonać cudu. Plany muszą być długoterminowe, koło zamachowe musi się rozpędzić. Ale jest jeszcze kilka przykładów. W pewnym momencie swojego wystąpienia pani premier mówi: "Jestem lekarzem, to szczególna misja i powołanie. W niej zawiera się szacunek i chęć pomocy innym". A potem kontynuuje. Pozornie to zdanie jak każde inne. W praktyce jedynym faktem jest to, że Ewa Kopacz jest lekarzem. Dodatki sprawiają wrażenie, że wszystko połączone w całość jest prawdą.

    Ewa Kopacz nie jest zbyt ruchliwa podczas swojego wystąpienia. Kiwa głową, a jej gesty są ograniczone do minimum. To utrudnia odczytanie jej właściwych intencji?
    Gestykulacja najczęściej służy do zilustrowania lub podkreślenia tego, co mamy do powiedzenia. Wtedy częściej zaciskamy pięści, zmieniamy ton głosu i tempo mówienia. Można powiedzieć, że Ewa Kopacz była wyjątkowo opanowana, a to, co prezentowała, sprawiało wrażenie dobrze przemyślanego i przećwiczonego. Ograniczenie gestykulacji najczęściej ma miejsce w kilku przypadkach. Jeżeli przemówienie jest dobrze przygotowane i opanowane, to gesty mniej efektownie pokazują przekaz, jaki chcemy wyrazić. No i faktycznie nie za wiele się ruszała. Przestępowała z nogi na nogę, ale to normalne, bo przecież stała przy mównicy sejmowej przez ponad 40 minut. Do tego należy doliczyć jeszcze stres. To naturalna reakcja u człowieka, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że patrzy na niego cała Polska. A potem wszyscy będą to komentować.

    W pewnym momencie pani premier zwraca się bezpośrednio do Donalda Tuska.
    Kiedy mówi, że gratuluje swojemu poprzednikowi, uśmiecha się. Jeśli dokładnie przyjrzeć się mimice Ewy Kopacz, jej twarz okaże się szczera. Bo prawdziwy uśmiech angażuje policzki, a zatem mięsień jarzmowy, który podnosi kąciki ust. Co więcej, aktywny jest mięsień okrężny oka wywołujący kurze łapki. Stąd powiedzenie, że śmiejemy się oczami. Pani premier zdecydowanie to robi. O jej intencjach świadczy także postawa. Kiedy chcemy wyrazić fałszywe uznanie, często na kogoś patrzymy, ale delikatnie odwracamy tułowie. Ewa Kopacz przestawia klatkę piersiową w kierunku Donalda Tuska. Oczywiście to wszystko można przećwiczyć. Ja jednak zakładam, że gratulacje dla premiera były szczere. A na pewno, jeśli chodzi o mowę ciała.

    Jak ustępujący premier zareagował na deklarację swojej następczyni?
    Zaczął się zwyczajnie śmiać. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na apel Kopacz skierowany do Jarosława Kaczyńskiego. Po tym, jak mówiła o pojednaniu, Tusk bił brawo. Jego wyraz twarzy określiłbym jako bezrefleksyjny, bez wiary. Mimo że klaszcze w dłonie, niespecjalnie wierzy, że po tylu latach pojednanie jest możliwe. Ale w końcu to zrozumiałe, skoro tak długo się nie udało.

    Jakie reakcje towarzyszą słowom skierowanym do prezesa PiS?
    W tym przypadku zwróciłbym uwagę na samą treść. Ktoś, kto zna charakter Jarosława Kaczyńskiego i mówi, że znana jest niechęć prezesa do Tuska - tak na marginesie: nikt nie wspomina o niechęci Tuska do Kaczyńskiego - zwraca się do szefa PiS o zakończenie "zapiekłości". Powiedziałbym, że to apel pozorny. Jeżeli prosisz kogoś na takim stanowisku, żeby zakończył swoją osobistą zapiekłość, to automatycznie każesz mu się przyznać do wady. A to byłoby przyznanie się do błędu przez Jarosława Kaczyńskiego.
    Na słowa Ewy Kopacz błyskawicznie zareagował Mariusz Błaszczak.

    Posłanki i posłowie są przygotowani na to, że kamery cały czas ich obserwują. Szczególnie w pierwszych rzędach, gdzie siedział poseł Błaszczak. W każdym razie na nagraniu dokładnie widać, jak patrzy sztywno przed siebie. Kiedy pada nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, nie odwraca się do niego, jednak oczy są silniejsze. Wnikliwy obserwator dostrzeże ruch źrenic i dyskretną obserwację reakcji prezesa. Może spojrzał właśnie po to żeby dobrze zareagować? Zakładam, że jeśli pan Kaczyński zacząłby bić brawo, pierwszy rząd zrobiłby dokładnie to samo.

    Czy są jakieś elementy exposé, które świadczyłyby o negatywnych emocjach, które pani premier próbowała w sobie zdusić?
    Oczywiście. Chociażby wtedy, gdy mówiła o debacie politycznej w Polsce i o milczącej większości, która ma dość kłótni wśród klasy politycznej. Te słowa wyprzedziła mikroekspresja gniewu charakteryzująca się zmarszczeniem brwi, lwią zmarszczką i ściągnięciem warg. Jeżeli ktoś chce sobie wyobrazić złość w wykonaniu pani premier, to właśnie znalazł doskonały przykład. Widać to mniej więcej po pięciu minutach od rozpoczęcia środowego wystąpienia. Taka postawa jednoznacznie pokazuje niechęć. Nie wiem, czy chodzi o samą sytuację, czy o to, że ludzie się złoszczą na kłótliwych polityków.

    Co, idąc tropem mowy ciała, będzie wyzwaniem dla Ewy Kopacz?
    Twarzą zawsze pokazujemy to, co chcemy pokazać, i to, co chcemy ukryć. W początkowej części wystąpienia pani premier mówi o konieczności zdobycia zaufania Polaków. Kiedy kończy wypowiedź, widać, jak skręca głowę, podnosi odrobinę brwi i marszczy usta. Ten gest jest bardzo krótki. Zinterpretowałbym go jako świadomość trudności tego zadania. Ewa Kopacz doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że odzyskanie zaufania nie będzie łatwe. Pokazała to swoją twarzą.

    Odbudowanie zaufania to dość abstrakcyjne pojęcie. Jak sprawa wygląda, jeżeli chodzi o konkretne cele polityczne?
    Przyjmijmy sztuczny podział. Jedna kategoria to żłobki, przedszkola, służba zdrowia. Tu premier porusza się płynnie, lekko. Fizycznie, podczas czytania tekstu, dużo rzadziej się myli. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja kiedy mówi o wojsku i obronności kraju. Częściej czyta, zerka na kartkę, czuje się dużo mniej pewniej. Być może nie jest to podstawowy obszar jej kompetencji. Na pewno zrozumienie mechanizmów i polityki obronnej kraju będzie dla niej jakimś wyzwaniem. Ale dużo o tym mówi.

    Wspomina również o unii energetycznej.
    Wręcz kładzie na nią duży nacisk. Widać, kiedy mówi o wsparciu dla tej inicjatywy. To mniej więcej po kwadransie od rozpoczęcia exposé. Robi wtedy krótki, odruchowy gest. Niemalże uderza pięścią w mównicę. Potwierdza, że to rzeczywiście będzie jej priorytet. Jest zdecydowana.

    Otarliśmy się o obronność. Pani premier sporo obiecała, jeśli chodzi o współpracę z USA.
    "Mój rząd dołoży wszelkich starań, aby USA zwiększyły swoją obecność w Polsce" - deklarowała pani premier po kwadransie od rozpoczęcia swojego wystąpienia. Ale zdemaskowała ją gestykulacja, która pokazuje bezradność lub nawet delikatny brak wiary w to, co mówi. Ewa Kopacz schyla głowę, przesuwa cały korpus w jedną stronę, subtelnie ściąga usta, a jednocześnie podnosi brwi. Z gestykulacją pokrywa się zresztą werbalna treść. Rząd nie zrobi wszystkiego, tylko "dokłada starań". To bardzo rozmyte zdanie, brakuje tu konkretów. W praktyce, żeby Stany Zjednoczone zwiększyły swoją obecność w Polsce, wystarczy jeden żołnierz.

    Interesująca wydaje się obecność pułkownika Leszka Stępnia podczas exposé. Podobnie zagrał Barack Obama podczas swojego wystąpienia w amerykańskim Kongresie.
    Pomijam osobiste podziękowania pani premier i bezpośrednie spojrzenie. Dla większości ludzi oznacza to, że doskonale się orientuje w tematyce wojskowej i osobiście zna polskiego weterana. Oczywiście koalicja rządząca nagradza co bardziej soczyste fragmenty przemówienia brawami. Ale kiedy pada nazwisko pułkownika Stępnia, to cały parlament bije brawa. Od strony formalnej oddają cześć weteranowi. Za to, że narażał zdrowie i życie dla ojczyzny. Z drugiej strony opozycja bije też brawa dla premier Kopacz. Bo to ona przecież mówiła.

    Dodała sobie animuszu?
    Kiedy wszyscy wstają i biją brawo po tym, co powiedziałem, reakcja jest jednoznaczna. W takiej chwili każdy poczułby pewność siebie. Wojsko ma duże zaufanie społeczne. Reakcja parlamentu w pewnym sensie utożsamiła szefową rządu z autorytetem armii. Zresztą ona później mówi o tym, jak wiele zrobi dla wojska. Poza tym to doskonałe wyczucie koniunktury. Kiedy za wschodnimi granicami kraju szaleje wojna, poczucie bezpieczeństwa u zwykłych obywateli spada. Tymczasem pani premier deklaruje, że polskie rodziny nie mają się o co martwić.

    Jaka jest najmocniejsza strona wystąpienia Ewy Kopacz?
    Przede wszystkim doskonałe przygotowanie tego przemówienia. Gesty współgrały z tym, co mówiła pani premier. Jeśli patrzymy na sprawę od strony prezentacji, wystąpienie było bardzo wartościowe.

    Największa wpadka?
    Znalazłbym nawet dwie. Gdybym chciał pojednania z prezesem Kaczyńskim, użyłbym innych słów, bo łatwo można je zamienić. No i na miejscu pani premier zwróciłbym uwagę na pozostałych członków rządu. Przecież kamery ich też pokazują! Za każdym razem, kiedy Kopacz mówiła i był czas na bicie braw, jej ludzie wyglądali jakby siedzieli za karę w kozie. Przynajmniej jeżeli chodzi o większość gabinetu.

    Ministrowie zniszczyli wiarygodność szefowej?
    Mogło tak być. Przecież wszyscy wiedzą, że Prezes Rady Ministrów nie zrobi niczego sama, potrzebuje wsparcia szefów poszczególnych resortów. Być może trzeba było zbriefować podwładnych? Nie chodzi mi o to, żeby wszyscy chodzili w skowronkach i skakali pod sufit. To byłoby infantylne, wręcz nie na miejscu. W każdym razie przez 40 minut mogli być zaangażowani. Słuchać i niewerbalnie potwierdzać słowa pani premier. W ważniejszych momentach się uśmiechać, a nawet bić brawo. Bo zakładam, że jeżeli podejmują takie wyzwanie, to są w jednym zespole razem ze swoją premier.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama