Bez adrenaliny nie mogą żyć. Skoczkowie ekstremalni nurkują...

    Bez adrenaliny nie mogą żyć. Skoczkowie ekstremalni nurkują w przestworzach

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Wykonują najbardziej niebezpieczne skoki ze spadochronem, ale rzadko ogłaszają się z tym w mediach czy internecie. To, co robią, jest nielegalne. W Polsce wyzwaniem dla nich - po PKiN - jest wrocławski Sky Tower.
    Przestrzeń dla skoczków ekstremalnych to największy plac zabaw na świecie

    Przestrzeń dla skoczków ekstremalnych to największy plac zabaw na świecie ©Fot. Jacek Heliasz/Freeflycenter

    Dzięki swojemu niebudzącemu podejrzeń przebraniu skoczkowie, których media zdążyły już ogłosić księżmi z Pałacu Kultury i Nauki, nie wzbudzili podejrzeń ochrony budynku. Wyglądali bowiem bardzo wiarygodnie - ot, po prostu czterech młodych duchownych (zakonników?), którzy zachowują się, jakby dostali przepustkę z klasztoru i chcieli zwiedzić przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony architektoniczny symbol Warszawy. Tymczasem oni wjechali windą na 30. piętro Pałacu (w której jeden z nich w sposób "profesjonalny", aby wzmocnić poczucie wiarygodności w obecności windziarki, robi znak krzyża, ale już jego kolega przełamuje tę "świątobliwość", pokazując do kamery znak szatana), w toalecie założyli spadochrony, ze śpiewem na ustach "Chwała na wysokości" przeszli przez kraty zabezpieczające okna, a następnie, na oczach lekko przerażonych turystów rzucili się 114 m w dół.


    Spadochrony otworzyły się, jak trzeba, skoczkowie bez przeszkód wylądowali na parkingu, na placu Defilad, błyskawicznie zwinęli spadochrony, zapakowali się do białego samochodu osobowego i szybko zniknęli. Teraz mają jednak kłopoty - skok był nielegalny - i interesują się nimi policja oraz prokuratura. Według prawa lotniczego popełnili przestępstwo, grozi im grzywna bądź kara do roku więzienia.

    Prawdopodobnie ich skok zamknął też drogę innym tego typu ekstremalnym poszukiwaczom wrażeń - dziś nikt już, jak zapewniają w PKiN, z Pałacu nie skoczy. Na tarasie parę tygodni temu zamontowano dodatkowe kraty w oknach, a ochrona wzmocniła czujność. W tytule filmu pojawił się jednak dla większości przeciętnych obywateli tajemniczy termin "BASE jumping". - Tak, to również skydiving - tłumaczy Jacek Heliasz, znany fotograf i pasjonat sportów ekstremalnych (posiada licencję USPA w skydivingu). I dodaje: - Skok z Pałacu Kultury i Nauki to był medialny psikus.
    Skaczą z przęseł mostów, klifów i górskich szczytów. Najczęściej wybierają kraje takie jak Norwegia czy Szwajcaria
    Wszystko przez to, że skoki BASE w Polsce są zakazane, stąd też (oficjalnie) uprawiającym tę ekstremalną dyscyplinę przyczepiono niezbyt pozytywną łatkę ludzi, którzy mogą stworzyć zagrożenie życia własnego i innych. Wystarczy jednak poczytać komentarze pod filmikiem na YouTube, aby stwierdzić, że dla większości internautów stali się bohaterami i (również zdaniem internautów) wcale nie ma potrzeby ich ścigać.

    Mimo że takie skoki są zabronione, skoczkowie BASE jumping działają w Polsce, choć - jak mówią inni amatorzy skydivingu - zrozumiałe jest, że nie chcą się ujawniać. Są skrytoskoczkami. Skaczą anonimowo, nie zawsze publikują filmiki w internecie, nie rozgłaszają tego w mediach. Bo dopóki nikt ich za rękę nie złapał, nie muszą obawiać się prawnych konsekwencji. - Zapomnij, że uda ci się z nimi porozmawiać - mówi mi jeden ze skoczków. - Nie chcą kłopotów, również dla ciebie, bo musiałabyś się tłumaczyć w prokuraturze.

    Co prawda, jest Polak - Aleksander Domalewski, uznawany za guru skoczków BASE w Polsce - który nie ukrywa, że uprawia ten jeden z najniebezpieczniejszych sportów świata (ale nie w Polsce) i przyznaje w wywiadach, że próbował skoczyć z wieży Eiffla w Paryżu. Został tam zatrzymany. Z marzenia jednak nie zrezygnował i nadal będzie próbować.

    Na świecie jednak BASE jumping jest jak najbardziej legalny, odbywają się zawody, jest walka o mistrzostwa. - U nas wciąż jeszcze wielu rzeczy być nie może, nawet zwykły skoczek ma problemy, aby przejść przez mnóstwo procedur - dodaje Heliasz.

    W ubiegłym roku we Wrocławiu Jacek Heliasz postanowił jednak zawalczyć o legalny BASE jumping i wziął się do załatwiania pozwolenia na skok z iglicy jednej z wrocławskich wież - 98 m wysokości. Skok miał się odbyć na publicznej imprezie, zgodę od właściciela obiektu udało się uzyskać, mimo że wydarzenie to obciążone jest ogromnym stopniem ryzyka. I w momencie, kiedy wszystko było załatwione, a skoczkowie gotowi - załamała się pogoda. Skoczkowie zrezygnowali.
    Skok z iglicy (98 m) wrocławskiej wieży miał się odbyć w ubiegłym roku. Skoczkowie dostali zgodę właściciela. Załamała się pogoda
    - Ale pół roku wcześniej taki skok z tej wieży odbył się, oczywiście nielegalnie, i skoczkowie do dziś są ścigani przez prokuraturę - dowiaduję się.

    Amatorzy skoków BASE nie są, jak można by to sobie wyobrażać, jakąś odrębną, izolującą się grupą wśród tych, którzy uprawiają skydiving. - Mam wielu znajomych wśród amatorów BASE, lubimy się, nie dyskwalifikujemy. Sam mam ochotę tego spróbować - przyznaje Heliasz. Bo, jak tłumaczy, to zupełnie naturalna kolej rzeczy w rozwoju skoczka.

    Chociaż ci ekstremalni poszukiwacze adrenaliny często zaczynają wykonywać skoki BASE już po oddaniu 200 normalnych skoków ze spadochronem, z samolotu. Inni przymierzają się do tego, jak Heliasz, mając za sobą prawie tysiąc oddanych skoków.

    Skoki typu BASE różnią się bowiem od zwyczajnych skoków spadochronowych. Skoczkowie skaczą z niewielkich odległości i do wykonania skoków potrzeba ogromnego doświadczenia oraz umiejętności. Przy skoku z np. 200 m nie ma czasu na nic - na żadną reakcję w przypadku nagłej sytuacji awaryjnej. Dlatego wszystko musi działać na tip-top: wyskok, otwarcie spadochronu, lądowanie. Wtedy nie ma problemu. Gorzej, jeśli spadochron się nie otworzy. Wówczas skok kończy się śmiercią. Zwyczajny skoczek spadochronowy wyskakujący z samolotu nawet na wysokości 6 czy 8 tys. m może zawsze otworzyć spadochron zapasowy. Skoczkowie BASE mają tylko jeden. No, ale mają też (przez to) większy zastrzyk adrenaliny. I uważają, że nie ma w życiu większej jazdy. Wtedy naprawdę czują, że żyją. Chyba że giną.

    Tak było w przypadku doświadczonej polskiej BASE jumperki Wioletty Rosłan (mieszkającej na stałe w Szwecji). 37-letnia kobieta wyjechała do Stechelberg w Szwajcarii, aby oddać tam z 300-metrowej skały Via Ferrata swój ostatni przed urodzeniem dziecka skok. Kobieta była w czwartym miesiącu ciąży. Jej partner (Aleksander Domalewski) mógł tylko w bezsilności patrzeć, jak spadochron Wioletty się nie otwiera i jej ciało rozbija się o skały.

    Polacy jednak nie rezygnują z tych niebezpiecznych wyczynów. Nadal jeżdżą do Francji, Norwegii, Szwajcarii. Interesują ich klify, szczyty, przęsła mostów, opuszczone kominy, rzadziej obiekty publiczne mające właścicieli. W Polsce superwyzwaniem jest dla nich komin w Głogowie, najwyższy taki obiekt na świecie, liczący 222 m. I tam odbywają się skoki nielegalne. Wielu ze skoczków BASE próbuje przebić się też przez mur ochrony w Sky Tower - najwyższy budynek w Polsce w kategoriach wysokość do dachu oraz wysokość do najwyżej położonego piętra. Ten ogromny kompleks mieszkalny, biurowy, handlowy, usługowy i rekreacyjny stoi na osiedlu Południe, a jego właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, przedsiębiorca i bankowiec Leszek Czarnecki. Główny wieżowiec kompleksu mierzy 212 m wysokości i jest dla amatorów BASE największą chyba w Polsce gratką.

    - Próbowałem rozpocząć rozmowy z działem marketingu właściciela budynku - przyznaje jeden ze skoczków. Te podchody do rozmów (bo trudno nazwać je rozmowami) trwają od dwóch lat. Nikt jednak nie chce sobie pozwolić na to, aby w razie nieszczęścia budynek okrył się czarną sławą. Sławę (na razie) budynkowi przynosić ma (bezpieczny) bieg na Sky Tower. Biegacze starują z poziomu ulicy, meta jest na 49. piętrze, na punkcie widokowym, a do pokonania mają 1142 schody.

    - W Nowym Jorku skoczkowie BASE jumping mają ten sam problem - wzdycha jeden z moich rozmówców. - Są zatrzymywani na szczytach najwyższych budynków i karani mandatami. To przypomina - wypisz, wymaluj - kłopoty Alaina Roberta, znanego, pochodzącego z Francji Człowieka Pająka, który adrenaliny dostarcza sobie, wspinając się na najwyższe budynki świata (w Polsce udało mu się zaliczyć hotel Marriott). - Jest dla nas wspólny mianownik - uśmiecha się skoczek. Jednak i wśród "zwyczajnych" skoczków spadochronowych nie brak adrenaliny i wyzwań. O jednym z nich od kilku tygodni pisze prasa. To projekt pięcioosobowej ekipy doświadczonych polskich skoczków nazwany "Misja Polska Stratosfera". Piloci Darek Brzozowski, Włodek Klósek oraz skoczkowie Arek Majewski, Tomek Kozłowski i Tomek Witkowski zaplanowali na początku grudnia, że przekroczą pułap stratosfery - 11 tys. m - i skoczą z 12 tys. m. Pierwsza próba z 10 listopada nie udała się. - Skok jest nietypowy o tyle, że odbędzie się z balonu na ogrzane powietrze, nie gazowego, ale tradycyjnego, znanego od 200 lat, z odkrytym koszem bez specjalnej kapsuły. Podczas gdy na zewnątrz będziemy mieli do czynienia z temperaturą minus 56 st. - mówi "Polsce" Tomasz Kozłowski, z zawodu psycholog, licencjonowany skoczek spadochronowy. I dodaje: - Prawdę mówiąc, to pomysł narodził się już 25 lat temu, ale wtedy w Polsce nie było warunków ani możliwości na jego realizację. Eksploatacja balonu, odpowiedni sprzęt tlenowy, którzy muszą zabrać ze sobą skoczkowie, specjalna, elektryczna bielizna, kombinezony - jeden puchowy i drugi wierzchni, to wszystko oznacza ogromne koszty. Skoczkowie znajdą się w strefie dla człowieka niebezpiecznej, gdzie jest tylko jedna piąta tlenu, jaki jest potrzebny człowiekowi do życia. Przygotowania trwały dwa lata - mówi Kozłowski. Wyskoczą we trzech i trudnością dodatkową będzie to, żeby spadać, trzymając się razem. A przy spadaniu ponad 300 km/godz. nie ma mowy o trzymaniu się za ręce. - Oczywiście, że walka z własnymi lękami będzie miała miejsce - mówi Kozłowski. - Do momentu, kiedy się nie wyskoczy. Wtedy strach znika i jestem w domu. W świecie, który znam i wspaniale się w nim czuję. Jestem w końcu tam, gdzie chcę być. Kocham spadanie. To jedna z najpiękniejszych chwil. A przestrzeń to najwspanialszy plac zabaw we wszechświecie.

    ***

    Komin w Głogowie liczący 222 m wysokości to obiekt, który jest wielkim wyzwaniem dla skoczków uprawiających BASE jumping. I tam odbywają się skoki nielegalne. Innym celem ekstremalnych skoczków jest Sky Tower we Wrocławiu, najwyższy w Polsce budynek. Jego właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, znany przedsiębiorca i bankowiec Leszek Czarnecki. Skoczkom BASE nie udało się dotąd przebić przez ochronę

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama