Dieta 5:2 wg Sarah Schenker. Ta kobieta potrafi przyrządzić...

    Dieta 5:2 wg Sarah Schenker. Ta kobieta potrafi przyrządzić ucztę o wartości 300 kalorii

    Lydia Slater

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Metody Sarah Schenker sprawdziły się już doskonale w przypadku pięściarzy, piłkarzy, dżokejów i innych sportowców. Teraz napisała książkę, w której - jak zapewnia - każdy z nas powinien znaleźć kulinarne porady dla siebie.
    Dieta 5:2 wg Sarah Schenker. Ta kobieta potrafi przyrządzić ucztę o wartości 300 kalorii

    ©Fot. materiały promocyjne

    Dietetyczka Sarah Schenker najwyraźniej dziś nie pości. Gdy spotykamy się w restauracji w eleganckim hotelu, zamawia kawę, porcję grubych, puszystych naleśników z jagodami i cukrem oraz smoothie. - Hm, trochę zbyt zdrowe - śmieje się, gdy przynoszą jej smoothie (brązowy muł w szklance). - Mam nadzieję, że smakuje lepiej, niż wygląda.

    Nie powinno mnie to dziwić, w końcu Schenker jest ekspertem od diety, która podbiła Wielką Brytanię. O diecie 5:2 (znanej też jako "fast diet") zrobiło się głośno po tym, jak dr Michael Mosley udowodnił w programie BBC Horizon, że wystarczy dwa razy w tygodniu radykalnie ograniczyć liczbę przyjmowanych kalorii, by skutecznie zrzucić zbędne kilogramy i poprawić stan zdrowia.


    Teoretycznie nie powinno mieć znaczenia, co jemy w ciągu tych dwóch dni postu, byle zmniejszyć wartość kaloryczną posiłków do jednej czwartej tego, co spożywamy zazwyczaj. Niestety, szybko okazuje się, że jadłospis jest nudny, powtarzalny i ogranicza się do jaj na twardo i marchewki. Dlatego Schenker napisała książkę "The Fast Diet Recipe Book". Posiłki oparte głównie na warzywach i białku skomponowane są tak, by mimo niskiej kaloryczności zaspokoić głód. A przy tym wyglądają apetycznie: można np. rozpocząć dzień od wędzonego łososia, miseczki truskawek z serkiem ricotta, a nawet śledzia z grzybami, a zakończyć białym serem, nie przekraczając przy tym limitu 500 kalorii (600 w przypadku mężczyzn). Ulubionym daniem Schenker jest rosół wołowy. - Nawet nie wiecie, jak mało ma kalorii - zapewnia. Jej zainteresowanie dietetyką wzięło się z miłości do jedzenia - jej mama była nauczycielką zajęć praktyczno-technicznych, a Schenker zawsze lubiła gotować. Wierzy w dietę 5:2. - Wiele osób, z którymi rozmawiam, stosuje tę dietę - mówi. - Jest prosta, nie wymaga uciążliwych ograniczeń i jest wykonalna. Wystarczy stosować ją przez dwa dni w tygodniu. Oprócz utraty wagi dieta ma też inne zalety, np. pozwala organizmowi odetchnąć od ciągłego jedzenia. 40-letnia Schenker nosi ubrania w rozmiarze 38-40 i ma na tyle sprężyste i opalone ciało, że może eksponować ramiona w koszulce na ramiączkach. Czy jest na diecie 5:2? - Nie, ale jeśli przybiorę na wadze, na pewno będę próbować - mówi.

    - Wydaje mi się, że ludzie, których uważamy za naturalnie szczupłych, nieświadomie ją stosują. Sama zawsze równoważę w głowie posiłki: gdy wiem, że czeka mnie większy posiłek, jem mniej. Ale w przypadku osób, które nie mają takiego nawyku, przydaje się taki gotowy zestaw zasad.

    Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, dodaje. Ciekawe, że większość mężczyzn zazwyczaj nie przyznaje się do stosowania diet, ale po tych, którzy są na tej diecie, od razu to widać. Pewnie dlatego, że dieta 5:2 poprawia nie tylko zdrowie i sprawność mentalną, ale też sylwetkę. Schenker uważa, że to także kwestia wizerunku. - Jeśli ktoś szuka zasad, to ta dieta będzie dla niego odpowiednia, ale równie dobrze sprawdzi się dieta Slimming World - podkreśla. - W tym trudzie i dyscyplinie jest coś macho.

    - Zauważyłam, że mężczyźni dobrze funkcjonują na diecie. Są bardzo zdeterminowani: w dzień postu cały świat musi kręcić się wokół nich - mówi. - Siebie stawiają na pierwszym miejscu. I nie mają poczucia winy z powodu jedzenia. Czy to dieta sportowa, czy odchudzająca, mężczyźni radzą sobie lepiej, bo robią to, co się im mówi, a poza tym ich stosunek do jedzenia jest mniej skomplikowany. Rzadziej kapryszą i nie szukają tylu usprawiedliwień.

    Schenker wie, o czym mówi: przez większość kariery doradzała mężczyznom, co powinni jeść. Po ukończeniu dietetyki na Uniwersytecie Surrey została zatrudniona przez klub piłkarski Norwich City FC jako dietetyk drużyny. Angielski bramkarz Rob Green i walijski napastnik Craig Bellamy to jej podopieczni. - Tłumaczyłam zawodnikom, dlaczego i kiedy muszą pić, co jeść, jak przygotować się do meczu i jak potem odzyskać siły - mówi. - W tamtych czasach to było coś niezwykłego - większość klubów nie miała żadnej strategii odżywiania.

    Wkrótce zgłosił się do niej Kevin Mitchell, pięściarz wagi lekkiej. - Bokserzy są najbardziej zdyscyplinowani, bo nie mają się za kim schować - tłumaczy. - Chodzi o to, by być najlepszym. Nie ma miejsca na negocjacje, żadnego: Nie będę jadł brązowego ryżu. Chciał po prostu, żebym mówiła mu, co ma jeść. Zależało mu na zwiększeniu masy mięśniowej, dlatego trenował trzy razy dziennie. Zasugerowałam mu trzy rodzaje posiłków. W dni lekkiego treningu dodałam element wyboru - gdyby miał ochotę na coś na wynos, mógł zamówić taki posiłek raz w miesiącu. Ale on był tak zdyscyplinowany, że nie chciał. Tacy ludzie są niesamowici.

    Schenker doradzała też dżokejom, jak kontrolować wagę, wybierając posiłki o wysokiej wartości odżywczej, ale niskiej wartości energetycznej. - Dżokeje często mają złe nawyki żywieniowe, próbują wypocić kilogramy w saunie, stosują środki moczopędne albo używki typu speed mające przyspieszyć metabolizm - mówi.
    Porady Sarah Schenker podbiły Wyspy. Wymyśliła dietę z radykalnym ograniczaniem jedzenia dwa razy w tygodniu
    Obecnie od czasu do czasu doradza Tottenham Hotspur, np. gdy badanie krwi wykaże u zawodnika brak równowagi biochemicznej. Schenker przekonuje, że zdrowe odżywianie ma ogromne znaczenie, zwłaszcza dla sportowców. Może godzinami dyskutować o koktajlach proteinowych, napojach izotonicznych i o tym, kiedy je przyjmować, by zwiększyć przyswajanie białka i zbudować masę mięśniową. W przypadku pozostałych śmiertelników zasady są znacznie prostsze. - To w zasadzie pierwsza zasada termodynamiki w praktyce: energii nie można stworzyć ani zniszczyć, ona tylko zmienia formę. Mówiąc prościej, albo ją spalamy w postaci ciepła, albo odkładamy w postaci tłuszczu. Pozostaje zadać sobie pytanie: czy więcej kalorii spaliłeś, czy przyjąłeś w pożywieniu?

    Chętnie obala dietetyczne mity: opuszczenie posiłku od czasu do czasu nie ma żadnego znaczenia, sama to robi. - Choć badania wskazują, że osoby, które jadają śniadania, później w ciągu dnia dokonują zdrowszych wyborów. Jeśli nie masz ochoty na śniadanie i wolisz zacząć później od rozsądnego lunchu, nie ma problemu. W cyklu 24-godzinnym nie ma znaczenia, kiedy dostarczasz organizmowi kalorii - wyjaśnia. - Wbrew powszechnemu przekonaniu wcale nie musimy jadać wielkich śniadań.

    Nie krytykuje modnych diet. - Modne diety mają to do siebie, że nie da się stosować ich zbyt długo. Pewnie dlatego nie czynią wielu szkód - zauważa. - Po dokładniejszym sprawdzeniu okazuje się, że większość z nich to po prostu diety niskokaloryczne. Jeśli jakaś dieta pomaga komuś w utrzymaniu prawidłowej wagi i nie jest zbyt dziwaczna, to czemu jej nie stosować? Może ktoś potrzebuje takiej inspiracji, by przejść na dietę. Otyłość to ogromny problem, dlatego należy ze zrozumieniem podchodzić do osób, które mimo dobrych chęci mają problem z utrzymaniem diety.

    Schenker mieszka w Wanstead w Londynie z mężem prawnikiem i dwoma synami: 6-letnim Danielem i 4-letnim Jacobem. Jak na ironię, Daniel bardzo kaprysi przy jedzeniu, co jest prawdziwym testem dla jej zasad. - Wymaga to wielu kompromisów i zdrowego jedzenia z zaskoczenia - przyznaje. - Muszę kroić warzywa bardzo drobno. Lubi owoce, ale musimy długo dyskutować nad każdym kęsem brokułów.

    Nie popiera jednak diety promowanej przez Gwyneth Paltrow, która nie pozwala swoim dzieciom jeść węglowodanów rafinowanych. - Lepiej być ostrożnym, bo nie wiadomo, czy to się nie odbije później na ich zdrowiu - mówi. - My w domu pozwalamy sobie na paluszki rybne z frytkami. Dzieci będą miały w życiu do czynienia z różnymi typami jedzenia, dlatego wolę, by były otwarte na nowe smaki, lecz także te, które już znają.

    Największą uwagę przywiązuje do przestrzegania pór posiłków. - Nie jemy przed telewizorem. Nie znoszę podjadania, bo prowadzi do bezmyślnego napychania się, a poza tym telewizyjne przekąski zwykle nie są zbyt zdrowe. Gdy chłopcy są głodni, przychodzą do kuchni, siadają przy stole, a ja przygotowuję im coś do jedzenia. Gdy mają ochotę na czipsy, podaję je w misce na stole. Nigdy nie jedzą z torebki.

    - Najbardziej oburza mnie widok dziecka w wózku z paczką czipsów, a to częsty widok. Uważam, że dwuipółletnie dzieci powinny pożegnać się z wózkiem i zacząć samodzielnie chodzić. To nie do uwierzenia, jak wiele osób potrafi przesiedzieć całe życie - narzeka.

    Schenker nie można tego zarzucić. Przyznaje, że lubi ostry trening i zdradza, że kilka dni przed naszą rozmową wystartowała w londyńskim maratonie. - To dlatego pozwoliłam sobie na naleśniki.

    Wiedziałam, że to zbyt piękne, by było prawdziwe.

    Tłumaczenie: Lidia Rafa

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama