Anda Rottenberg: Bycie artystą jest darem. Niektórzy z niego...

    Anda Rottenberg: Bycie artystą jest darem. Niektórzy z niego umieją skorzystać, inni nie

    Ewelina Nowakowska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Dziś sztuką może być wszystko. Ale to nie znaczy, że każdy może sztukę tworzyć. Ważne są nie tylko forma, ale także tekst i kontekst - podkreśla Anda Rottenberg, historyk sztuki.
    Anda Rottenberg: Bycie artystą jest darem. Niektórzy z niego umieją skorzystać, inni nie

    ©fot. Bartek Syta

    Co mózg Marszałka ma wspólnego ze sztuką współczesną?
    To pani powinna zadać sobie to pytanie.

    Zadaję i trudno mi uzyskać odpowiedź. Mowa o tablicach z fotografiami mózgu Józefa Piłsudskiego, które możemy zobaczyć w Zachęcie przy okazji wystawy "Postęp i higiena".
    To wystawa, która jest w dużym stopniu poświęcona eugenice i badaniom nad człowiekiem. Mózg Marszałka został zapisany naukowcom i zbadany w laboratorium w Wilnie w 1938 r. Plansze z mózgiem Józefa Piłsudskiego nie są dziełem sztuki. Są zapisem badań medycznych. Wiążą się silnie z obiektem, który znajduje się obok, czyli tzw. kartą frenologiczną, na której wyszczególnione zostały różne obszary mózgu odpowiedzialne za nasze cechy, talenty, humory, temperament, inteligencję czy zdolność uczenia się.

    Wspomina Pani o karcie frenologicznej. Czym jest frenologia?
    Frenologia była nauką bardzo popularną przed wojną. Ludzie byli głęboko przekonani, że w zależności od tego, jak mocno rozwinięty jest określony ośrodek mózgu, taki będzie człowiek. Moim celem nie było jednak pokazanie eksponatów medycznych. Wystawa nie jest wykładem, ale dyskursem dziejącym się w trzech wymiarach. Kontekst, jaki tworzą dla siebie poszczególne obiekty, buduje dukt narracyjny ekspozycji. Nazywam to wartością dodaną, czyli takim naddatkiem, który pojawia się "pomiędzy" znaczeniami poszczególnych przedmiotów i dzieł.

    O czym traktuje wystawa?
    Wystawa nie jest poświęcona tylko eugenice i sposobom badania mózgu. Ekspozycja dotyczy tego, w jaki sposób odkrycia naukowe, m.in. z dziedziny medycyny i antropologii, w powiązaniu z myślą społeczną XIX w. zostały wykorzystane w XX w. pod hasłami postępu. Wystawa wiąże się z definicją rasy, teorią dziedziczenia cech i postrzeganiem źródeł chorób.
    W ten sposób ujawnia się relacja sztuki do rzeczywistości?
    Pojęcie "postępu" wyznaczało kierunek życia społecznego. Było ono też naczelną zasadą modernizmu. Mnie w tej wystawie interesuje to, jak oddzielne gałęzie nauki i wiedzy przeplatały się między sobą i jakie istniały między nimi współzależności. Również moment, w którym uwaga społeczna przesunęła się z jednostki na zbiorowość. Wówczas bowiem idea postępu spożytkowana została w procesach dehumanizacyjnych.

    Mówi Pani, że ważne w odbiorze tej wystawy jest dostrzeżenie zależności między ideami modernizmu i postępu a procesami poznawczymi człowieka. Odbiór wystawy może być jednak trudny. Jak zatem ją interpretować?
    Jak państwo chcą.

    To nie jest takie proste. Oglądamy i nie rozumiemy.
    Sztuka to język. Z kolei język wymaga poznania. Nie jest tak, że jest on nam dany razem z narodzinami. Niestety, problem polega na tym, że większość populacji świata nie rozumie nawet swojego języka ojczystego. Czytanie ze zrozumieniem sprawia ogromne trudności. Osoby, które znają alfabet i umieją czytać, nie potrafią często zrozumieć prostych komunikatów. Jak zatem te osoby mogą rozumieć dzieło sztuki? Dzieło sztuki to jest przecież tak samo zakodowane jak język.

    Co jest gwarantem zrozumienia?
    Ważne, aby odbiorca zrozumiał komunikat. Musi poznać język, którym ten komunikat został zapisany. Każdy przekaz kulturowy potrzebuje przygotowania. Musimy poznać kod, który pozwala odczytać przekaz.

    Nie wystarczy zatrzymać się na poziomie formy?
    Forma jest funkcją treści. Do określonej treści musi być zastosowana konkretna forma - bez tego dzieło nie istnieje. Nie ma formy dla formy. Owszem był taki moment w sztuce, kiedy mówiono o tym, że musi ona mówić sama za siebie. Takie były założenia modernizmu. W rzeczywistości była jednak zakorzeniona w określonej filozofii i ideologii. Nie była pusta, ale była znakiem czegoś.

    To znaczy, że ideologia i kontekst znaczeń budują interpretację sztuki?
    Budują znaczenie. Gdy znamy znaczenie, to znamy komunikat.

    Gdy poznamy komunikat, będziemy wstanie określić, co jest sztuką, a co nie?
    Dziś sztuką może być wszystko. Ale znając komunikat, dotrzemy do tego, co artysta chciał nam powiedzieć. Tak jak czytając książkę, zrozumiemy, co pisarz chciał nam przekazać w swoim dziele. Sztuka jest bliższa poezji. Artyści poruszają się na poziomie alegorii, czyli w przestrzeni większej umowności.
    Pytanie, jak dotrzeć do wizji artysty?
    Ważne, aby obudzić w sobie wrażliwość. Nie podchodzić do sztuki z siatką już rozpoznanych schematów kulturowych i spojrzeć na dzieło bez uprzedzeń, uruchomić wyobraźnię.

    To od czego zależy, co dziś nazwiemy sztuką, a czego nie?
    Nie ma stałych reguł i kanonów. Próbowano je tworzyć już kilka tysięcy lat temu. W starożytnym Egipcie na przykład istniała recepta, jak należy przedstawiać sylwetkę człowieka. Tak, aby przeciętny Egipcjanin wiedział, co znajduje się na obrazku. Był to pewien kanon, bardzo umowny. W ten sposób kształtowane były kolejne kanony w sztuce - nazywamy je stylami. Wraz ze zmianą paradygmatu przekształceniu ulegał również sposób tworzenia sztuki. Dlatego możemy wyróżnić sztukę egipską, mezopotamską, mykeńską, ateńską. Właściwie stosowanie tego typu rozróżnień możliwe było do końca XIX w., bo w XX w. wszystkie modele sztuki zostały rozerwane.

    No właśnie. I czy przypadkiem nie nastąpiło pewne uproszczenie? Joseph Beuys, znany niemiecki artysta, teoretyk sztuki i reformator społeczny, twierdził, że każdy może być artystą.
    To tak, jak każdy może być poetą. Poetą się bywa. I artystą też się bywa. Zdarza się, że ktoś, pisząc coś na płocie sprayem, jest poetą, ale może być również tak, że ktoś kto pisze złotą stalówką poetą nie jest.
    Zatem kto dziś jest artystą? Kim jest ten, którego nazywamy artystą?
    W myśl tego, co powiedział Beuys, można być poetą, ale tylko jednego wiersza. Bycie artystą jest darem. Jedni umieją z tego daru skorzystać, inni nie.

    Skoro dziś nie ma kanonu, to czy kontakt z dziełem nie jest pewnego rodzaju problemem dla odbiorcy?
    Dlaczego miałby być problemem?
    Mam na myśli osoby, które nie rozumieją sztuki współczesnej - nie potrafią jej interpretować. Kanon narzucał ramy interpretacyjne i dawał pewne wskazówki. Także jak definiować artystę. Bez z nich może być trudno zrozumieć i interpretować, co artysta miał na myśli.
    Pytanie, czy odbiorcy muszą interpretować sztukę współczesną? To krytyk lub analityk sztuki mają za zadanie interpretować dzieło. Odbiorca powinien obcować ze sztuką poprzez emocje, jakie wyzwala w nim widziany obiekt.
    Możliwe jest odrzucenie interpretacji?
    To przychodzi samo. Im więcej się wie, tym więcej się widzi. Potrzebna jest edukacja artystyczna. Analfabeta nic nie zobaczy, tak jak i nie przeczyta. Będzie miał kłopot ze zrozumieniem najprostszego tekstu.
    Roman Ingarden, polski filozof, pisał o miejscach niedookreślonych w dziele. To, czego artysta nie przedstawi odbiorcy, musi on sam sobie dopowiedzieć. Na treść dopowiedzeń mają wpływ nasze doświadczenia życiowe. Sens przekazu rodzi się w wyniku dialogu dzieła z odbiorcą?
    Tak. Każdy widzi to, co wie.
    Zatem aby zrozumieć sztukę współczesną, nie musimy wpisywać się w kanony, na siłę upychać dzieło w konkretne ramy - wystarczy użyć wyobraźni?
    Każda wystawa tego wymaga. O tym, czy dany przedmiot ma funkcjonować jako dzieło sztuki, rozstrzyga w pewnym sensie odbiorca. Powinien on poddać się wymowie dzieła. Ważne, aby dać się wciągnąć w grę i uruchomić w sobie jakieś odczucia.

    Czytaj także

      Komentarze (6)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Artyści jeszcze muszą uprawiać odpowiednią sztukę

      Asica (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

      Najlepiej coś o złej katolickiej religii albo złych Polakach gnębiących dobrych Żydów (zakaz wspominania o żydach-bolszewikach). W Galeriach odbywają się także wykłady o Marksie itp podobnych...rozwiń całość

      Najlepiej coś o złej katolickiej religii albo złych Polakach gnębiących dobrych Żydów (zakaz wspominania o żydach-bolszewikach). W Galeriach odbywają się także wykłady o Marksie itp podobnych "artystach". Można powiedzieć, że galerie służą do tajnych kompletów dla bolszewikówzwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ???

      Agnieszka MALARKA (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Podobnych BREDNI jeszcze nie czytałam… Czy Ci nie wstyd???? wstrętne homofobiczne, rasistowskie brednie. Pewnie PiS.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Żenujące

      bella (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 5

      Czy ta Pani sama rozumie co mówi?


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nie wiem w czym problem.

      DK (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

      Ja wszystko zrozumiałam.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      o tym kto umie a kto nie umie?

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 22 / 30

      „Bycie artystą jest darem. Niektórzy z niego umieją skorzystać, inni nie”.
      Niech zgadnę: o tym kto umie a kto nie umie decyduje pani Rottenberg?


      Zdjęcie autora komentarza
      hm…

      Zgłoś naruszenie treści / 23 / 2

      Dziwnie się wczytałeś w ten tekst skoro nie zauważyłeś ile razy wspomniane jest o braku jednej ostatecznej wykładni co jest dobre, a co nie. Nawet w ostatnim zdaniu wyraźnie pada, że "rozstrzyga...rozwiń całość

      Dziwnie się wczytałeś w ten tekst skoro nie zauważyłeś ile razy wspomniane jest o braku jednej ostatecznej wykładni co jest dobre, a co nie. Nawet w ostatnim zdaniu wyraźnie pada, że "rozstrzyga odbiorca".zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama