W archiwum są informacje o Twoich przodkach

    W archiwum są informacje o Twoich przodkach

    Monika Krężel

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Jeden regał z dokumentami w centrali Archiwum Państwowego w Katowicach waży od półtorej do trzech ton. #- Zdarza się, że jedna księga waży nawet 10 kilogramów
    1/7
    przejdź do galerii

    Jeden regał z dokumentami w centrali Archiwum Państwowego w Katowicach waży od półtorej do trzech ton. #- Zdarza się, że jedna księga waży nawet 10 kilogramów - opowiada starszy kustosz Adam Dudek ©Maciej Gapiński

    Zaczynasz poszukiwania? Najpierw sprawdź, gdzie znajdują się księgi metrykalne twojej rodziny. Archiwum Państwowe pomaga pasjonatom genealogii. Ale warto mieć sporą wiedzę o historii
    Nie da się ukryć, że przy szukaniu przodków w archiwalnych dokumentach trzeba być jak detektyw. Czasami kilkugodzinna praca nad opasłymi tomami nie przyniesie żadnego postępu, a czasami znajdziemy coś przez zupełny przypadek. Informacja pojawi się tam, gdzie jej w ogóle się nie spodziewaliśmy. Warto więc być cierpliwym i nie denerwować się, że "w tych papierach nic nie ma".

    - To prawda, trzeba być cierpliwym - przyznaje Danuta Degórska.
    - Bywało że szukałam jakiegoś śladu w archiwalnych dokumentach przez cały dzień, ale się nie udało. Ja jednak nigdy nie denerwowałam się. Gdy wchodziłam do archiwum, wyłączałam komórkę i spoglądałam na te zapiski sprzed ponad stu lat, byłam w innym świecie. A gdy znalazłam informacje o pradziadku z utrwalonym piórem jego podpisem, to byłam przeszczęśliwa. Mogłam wtedy zatańczyć taniec indiański - żartuje. Ma za sobą dziesiątki godzin spędzonych w archiwach kurii gliwickiej czy w Archiwum Państwowym w Katowicach. - W tej ostatniej instytucji czuję się jak u siebie - uśmiecha się pani Danuta. - Robię drzewo genealogiczne, każdy odnaleziony przodek ma u mnie teczkę. O swoim pradziadku wiem chyba więcej niż on o sobie wiedział - żartuje.

    Nastolatek szuka przodków


    Kiedy pojawiła się moda na szukanie przodków i rysowanie drzew genealogicznych? Dopiero lata 90. przyniosły zainteresowanie tym tematem, a prawdziwy boom obserwuje się od kilku lat. Szacuje się, że aż 40 proc. odwiedzających pracownie naukowe Archiwum Państwowego w Katowicach to miłośnicy rodzinnej genealogii. W najlepszej sytuacji są... emeryci, bo mają czas. A "tropienie" metryk jest szalenie czasochłonne.

    - Choć mieliśmy tutaj też gimnazjalistę, który dzielnie po szkole i w wolnym czasie "walczył" z dokumentami szukając przodków - uśmiecha się Elżbieta Matuszek, kierownik oddziału IV udostępniania zasobu archiwalnego i informacji naukowej w Archiwum Państwowym w Katowicach. - Jeśli ktoś pierwszy raz wybiera się do nas, warto, aby się do tej wizyty przygotował. Bo cóż z tego, że - przykładowo - nasza rodzina pochodzi z Siemianowic Śląskich i tam są nasze korzenie. Okazuje się bowiem, że informacji o przodkach trzeba szukać w Czeladzi, bo to w tamtejszym kościele zachowały się metryki urodzeń, ślubów i zgonów mieszkańców części dzisiejszych Siemianowic. Dlatego warto poczytać, kiedy powstała parafia, do której należy nasza rodzina i jak przed 100 laty wyglądała przynależność mieszkańców do poszczególnych parafii. Potrzebne są też podstawowe dane, czyli imiona i nazwiska przodków, ważne daty w ich życiu - nawet przybliżone - miejsce urodzenia, ślubu, zgonu oraz wyznanie. To wszystko przyda się przy poszukiwaniach - podkreśla. Dodaje jeszcze, że dokumenty urzędów stanu cywilnego - po 100 latach od wytworzenia - powinny być przekazane do Archiwum Państwowego.

    Języki to podstawa


    Na stronie internetowej Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych znajdziemy dokładne informacje, które księgi metrykalne znajdują się w poszczególnych instytucjach. To dla wielu rodzinnych archiwistów jest pierwszym krokiem ku przygodzie z odnajdywaniem przodków.

    W wielu przypadkach niezbędna jest także znajomość języków. Dokumenty z terenu Prus i dawnego zaboru pruskiego są pisane w języku niemieckim, a rosyjskiego - cyrylicą. Trzeba też pamiętać, że w miastach na terenie Prus i dawnego zaboru pruskiego już w 1874 roku ustawowo powołano urzędy stanu cywilnego i rejestrację prowadzono bez względu na wyznanie. Z kolei na pozostałych terenach - w zaborze rosyjskim, Galicji i Śląsku Cieszyńskim - rejestracja prowadzona była według wyznań. Stąd tak ważna jest informacja o parafiach znajdujących się na danym terenie. - Co prawda, na terenie zaboru rosyjskiego w 1808 roku powstały urzędy stanu cywilnego, ale w 1826 roku to się zmieniło i ponownie zaczęto prowadzić księgi wyznaniowe - wyjaśnia Joanna Sowa, archiwista. - Od 1808 roku do 1867 księgi prowadzono w języku polskim. Jednak od 1868 roku decyzją cara urzędowe dokumenty były pisane tylko cyrylicą w języku rosyjskim - wyjaśnia.

    22 kilometry akt


    Gdyby nie zabory i nasza skomplikowana historia, poszukiwania genealogiczne byłyby na pewno o wiele prostsze. Dlaczego? Warto przytoczyć tutaj opinię archiwisty Piotra Matuszka, który sporządził inwentarz akt stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Zagórzu, dawniej Niwce. Opisując dzieje parafii i sporządzania dokumentów stanu cywilnego, napisał: "Na terenie gminy stanu cywilnego w Niwce zgodnie z przepisami powołano w 1808 roku urzędnika stanu cywilnego. Funkcję tę sprawował proboszcz parafii Mysłowice. Wytworzyła się dość dziwna sytuacja, urzędnikiem Księstwa Warszawskiego był obywatel Prus urzędujący nawet w okresie, gdy obydwa te państwa były ze sobą w stanie wojny".

    Zanim jednak pojawimy się osobiście w Archiwum Państwowym, sprawdźmy najpierw, czy materiały, które nas interesują, nie są czasami już zdigitalizowane i dostępne w sieci. Na stronie Archiwum Państwowego w Katowicach obejrzymy m.in. akta USC z dzielnic Katowic, Bytomia, Rudy Śląskiej, Świętochłowic. Digitalizacja jest czasochłonna i zanim digitalizowane materiały trafią do internetu, może upłynąć kilka miesięcy.

    Pasjonaci genealogii marzą, żeby wszystkie akta urzędów stanu cywilnego były dostępne w sieci. Taki jest plan, ale żaden z pracowników katowickiego archiwum nie poda jakiejkolwiek daty. Powód? Ogrom materiałów zgromadzonych w tej instytucji, czyli ponad 22 kilometry akt pochodzących z różnych instytucji - administracji państwowej, USC, przedsiębiorstw państwowych itd. Archiwiści szukają informacji wśród dwóch milionów tzw. jednostek aktowych (ksiąg, teczek, poszytów). Jeden regał z dokumentami w centrali archiwum waży od półtorej do trzech ton. - Zdarza się, że jedna księga waży nawet 10 kilogramów - daje przykład starszy kustosz Adam Dudek, pracownik oddziału IV udostępniania akt.

    - Trafiają do nas też prośby, zapytania e-mailem w sprawie informacji, czy metryka urodzenia danego członka rodziny jest w naszych zbiorach. Odpowiadamy, staramy się pomóc, nawet jeśli zainteresowany podaje przybliżony rok urodzin.
    Warto pamiętać, że taka usługa jest płatna, bo archiwista też musi poświęcić czas i znaleźć potrzebne dane. - Zapłaciłam za kwerendę za pierwszym razem, a potem już sama szukałam dokumentów - mówi Danuta Degórska. - To lepszy pomysł niż zlecanie tego pracownikom, bo to wielka przyjemność, gdy szuka się przodków.

    Digitalizacja to przyszłość


    Materiały zgromadzone w Archiwum Państwowym są sukcesywnie digitalizowane - w tej chwili na ukończeniu jest skanowanie dokumentów z USC Katowice. - Praca nad nimi trwała trzy lata - mówi Katarzyna Kwaśniewicz, kierownik oddziału konserwacji i zabezpieczania zasobów w Archiwum Państwowym w Katowicach. Ta pracownia wykonuje rocznie ponad 100 tys. skanów. - W następnej kolejności do digitalizacji czekają dokumenty z okresu międzywojennego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Co ciekawe jednak, cały czas robimy kopie analogowe, mikrofilmujemy akta metrykalne. Klisze wysyłamy do Narodowego Archiwum Cyfrowego, gdzie są one skano-wane, przetwarzane na formę cyfrową. Digitalizacja to młoda dyscyplina, a mikrofilm jest najtrwalszą formą zabezpieczenia archiwów. Nawet najstarsze mikrofilmy z lat 40. można bez problemu obejrzeć - podkreśla.

    Niewiele osób korzystających ze zbiorów katowickiego archiwum wie o tym, że znajduje się tutaj pracownia masowej konserwacji papieru, w której nie tylko konserwuje się dokumenty, ale i... je odkwasza. - Papier produkowany do XVIII wieku był dobrej jakości, nie był kwaśny. Stąd zachowały się dobre wydruki książek czy gazet - wyjaśnia Tamara Domanik, kierownik sekcji masowego odkwaszania papieru. - Natomiast dokumenty XIX- i XX-wieczne - a ich jest najwięcej - były wytwarzane z papieru, w którym było za mało naturalnych składników. Papier był kruchy, rozlatywał się, miał żółty kolor. Taki był wytwarzany aż do lat 90. ubiegłego wieku. Gdyby więc nie nasze działania, odkwaszanie, utrwalanie papieru i tuszu, to rozpadłby się za następne 50 lat - wyjaśnia.

    Materiały na niejedną wystawę


    Przeszukiwanie zasobów archiwum jest gratką nie tylko dla miłośników genealogii, ale i dla naukowców, pracowników miejskich instytucji, jak muzea czy biblioteki. Od czasu do czasu w archiwum pracuje dr hab. Anna Glimos-Nadgórska, pracownik Uniwersytetu Śląskiego. - Do monografii Dąbrowy Górniczej opracowuję dział poświęcony szkolnictwu i oświacie w 20-leciu międzywojennym - mówi pani profesor Uniwersytetu Śląskiego. - W archiwum znajdziemy sporo materiałów, które nigdy nie były przeglądane. A jeśli ktoś ma czas, to i przy okazji znajdzie metryki urodzeń, swoich pradziadków.
    Z kolei nad dokumentami dotyczącymi Sosnowca pochylają się Małgorzata Śmiałek i Daria Chudoba z Muzeum w Sosnowcu, które przygotowuje wystawę "Marka Sosnowiec". Na biurku obu pań leży słownik polsko-niemiecki. - Badamy wytwórczość sosnowiecką od końca XIX wieku do połowy XX wieku, interesuje nas handel, usługi, wydawnictwa - mówią. - W Sosnowcu działało bardzo wielu drobnych przedsiębiorców, część ich historii spróbujemy pokazać na wystawie. Przeglądamy też akta miasta Sosnowca, prasę, dokumenty gwarectwa hrabiego Renarda. Na niektóre informacje natknęłyśmy się pierwszy raz - przyznają.

    Danuta Degórska nie zamierza poprzestać na szukaniu informacji o przodkach. - Teraz nastawiona jestem na Bojszowy, bo stamtąd pochodziła jedna z moich prababek. Ciekawe, czym tym razem zaskoczą mnie dokumenty... - zastanawia się.


    *Najpiękniej oświetlone miasto na święta. Które? ZOBACZ TUTAJ
    *Niesamowite zdjęcia nocne Katowic. Tomasz Kozioł pokazał Katowice, jakich nie widzieliście [ZDJĘCIA]
    *Morderstwo w Katowicach na Tysiąclecia: Marta wołała o pomoc. Przed kim uciekał Dawid?
    * Szalony kierowca toyoty yaris z Będzina zajeżdża drogę i strzela! [FILM Z KAMERKI, ZDJĘCIA]
    *Śląsk Plus - pierwsza rejestracja za darmo. Zobacz nowy interaktywny tygodnik o Śląsku

    Czytaj także

      Komentarze (6)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A czy zydowskie (Slazaków-Zydów) z G.Sl. tez tam macie ?

      Ruuudi (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      jw.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      kogelmogel

      Silesianus (Silez-Janusz) (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Co robia ruskie dokumenty z zachodniej Rosji w slaskim archiwum w Katowicach ?

      Zdjęcie autora komentarza
      @Erwin Pikelhauba

      Deutsch-Oberschlesier

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      jaki pruski zabór jakich polskich ziem?
      czy Malbork (Marienburg) Elbląg? (Elbing) czy Allenstein zrabowane w pokoju toruńskim w 1466 założyli Polacy?

      Zdjęcie autora komentarza
      BYŁEM

      fajla11

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

      WIEM ŻE JESTEM POLAKIEM

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Brawo - "w miastach na terenie Prus i dawnego zaboru pruskiego"

      schlesier (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6

      Brawo za precyzję i uczciwość w wypowiedzi, dzięki której stopowane jest rozprzestrzenianie kłamstwa o tym, że Śląsk był pod zaborem pruskim. Tylko dzięki konsekwencji i rzetelności można zwalczyć...rozwiń całość

      Brawo za precyzję i uczciwość w wypowiedzi, dzięki której stopowane jest rozprzestrzenianie kłamstwa o tym, że Śląsk był pod zaborem pruskim. Tylko dzięki konsekwencji i rzetelności można zwalczyć politykę historyczną i fałszywą propagandę od lat sianą o "powrocie do macierzy". Bardzo dziękuję.
      Sam artykuł bardzo ciekawy.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pruski zaborca

      Erwin Pikielhauba (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      O tym, że Śląsk był pod zaborem Pruskim to ględzą na forach najczęściej zwichnięte szlyzjery. Polacy mówią, że Prusy były zaborcą ziem polskich i przez całe lata fałszowały polską historię.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama