Film trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć PRL

    Film trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć PRL

    Anna Dziedzic

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Nie jestem krytykiem filmowym. Nie jestem też historykiem. O grudniu 1970 roku na Wybrzeżu słyszałam. Jak chyba każdy. Ale emocje, jakie wywołał we mnie film "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł" Antoniego Krauzego, każą mi wyrazić opinię, że ten film powinni obejrzeć wszyscy Polacy. Zwłaszcza Ci młodsi, którzy tamtych czasów nie pamiętają.
    Śląska premiera odbyła się wczoraj w katowickim  Światowidzie

    Śląska premiera odbyła się wczoraj w katowickim Światowidzie ©Arkadiusz Ławrywianiec

    Wychodząc z kina miałam łzy w oczach. Podobnie jak inni widzowie, którzy przedpremierowy pokaz filmu mieli okazję zobaczyć w sosnowieckim kinie Helios.

    To był film, po którym długo nie mogłam dojść do siebie. Współczucie dla bohaterów mieszało się z obrzydzeniem do ówczesnego "jedynie słusznego" aparatu władzy (wspaniałe kreacje Piotra Fronczewskiego jako Zenona Kliszki czy Wojciecha Pszoniaka w roli Władysława Gomułki). Partyjnych urzędników, dla których ważniejsza od 44 istnień robotników, była opinia Breżniewa o skuteczności PZPR. (45. ofiara Grudnia 1970 roku to milicjant, który zatruł się gazem bojowym).

    W filmie śledzimy przejmującą historię 34-letniego Bruna Drywy, zastrzelonego przez milicję w Gdyni, gdy wysiadał z pociągu, którym przyjechał do pracy w stoczni. Jego żona i trójka dzieci przeszły przez piekło.

    Poraża obłuda, brak informacji o zajściach w ówczesnych mediach i próba zamknięcia ludziom ust (pogrzeby zabitych musiały się odbywać nocą, w ciszy, a rodziny ofiar przesiedlano potem w inne rejony Polski, by nie przypominały sąsiadom o tragedii).

    Opowieść osnuta na kanwie dramatycznych wydarzeń w Gdyni jest przeplatana dokumentalnymi zdjęciami i filmami z tamtych dni. To filmy nakręcone przez milicjantów. U mnie przekaz filmu spotęgowała też prelekcja Łucji Marek z katowickiego Instytutu Pamięci Narodowej przed projekcją. Zwłaszcza gdy usłyszałam, że do spacyfikowania protestów na Wybrzeżu władze użyły łącznie ok. 27 tysięcy żołnierzy oraz 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych i 2100 samochodów. Zaangażowano również 108 samolotów i śmigłowców, a także 40 jednostek pływających Marynarki Wojennej.

    A stoczniowcy? Mieli tylko kamienie...

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Niezłe studium manipulacji

      Niniol (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 63 / 59

      Nakręcić taki fajny film bez Jaruzelskiego, najbardziej "umoczonego" w wydarzenia tamtego czasu.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama