Szaleństwa pułkownika

    Szaleństwa pułkownika

    Marek S. Szczepański

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Szaleństwa pułkownika
    Beata Kozidrak, wokalistka zespołu Bajm, zaśpiewała kiedyś brawurowo piosenkę Nie ma wody na pustyni. Pozornie miała rację.
    Szaleństwa pułkownika
    Życiodajnego płynu nie ma, bo skąd miałby się tam znaleźć. Jest za to ocean piasków, bezruch, martwa cisza, przerywana niekiedy przez ghibli, czyli pustynny burzowy wiatr. Wtenczas roztropni tubylcy pieczołowite okładają swoje auta grubą warstwą smaru, aby smagający piasek nie zniszczył lakieru i karoserii.

    A jednak piosenkarka popełniła błąd. Uzmysłowiłem go sobie, kiedy za zgodą władz, a jakże by inaczej, zwiedzałem libijskie instalacje wodne ulokowane na Saharze.
    Woda jest, albowiem tak chciał pułkownik Muammar al-Kaddafi, syn hodowcy wielbłądów, przywódca 6-milionowego kraju nadzwyczaj zasobnego w naftę. Dyktator rządzi żelazną ręką od 1 września 1969 r.; wtedy, w wyniku przewrotu wojskowego, obalił króla Idrisa I. I rządzi skutecznie, tak przynajmniej do niedawna się wydawało. Do chwili, kiedy w policyjnym na wskroś państwie na ulice miast wyszli niezadowoleni uczestnicy najlepszej demokracji świata, jak określa swoje rządy pułkownik, który jest mistrzem manipulacji. Chronią go np. kobiety-strażniczki, a gwarancją wierności pozostaje życie ich najbliższych - poczynając od osesków, a na starcach kończąc.

    Dyktator, jak wielu mu podobnych, ujarzmiwszy, jak się mu wydawało, ziomków zapragnął zapanować nad nieokiełznaną przyrodą. Przez dziesięciolecia nie ludzie, ale ona stanowiła prawdziwe wyzwanie dla satrapy. 28 sierpnia 1991 roku uruchomił z wielką pompą pierwszy odcinek Wielkiej Rzeki Stworzonej przez Człowieka (The Great Manmade River), czyli przez niego samego. Cztery monstrualne rury o średnicy 4 metrów każda biegną przez dwa tysiące kilometrów, ułożone na bezludnych terytoriach, pustynnych piachach i bezdrożach. Wyrwana spod Sahary woda miała irygować 180 tysięcy hektarów dotychczasowych nieużytków. Miała w zamyśle, ale nie w rzeczywistości. Po rozmowach z hydrologami nie mam wątpliwości, że wystarczyłaby jedna rura o mniejszym przekroju.

    Uczeni rozmówcy nie rozumieją jednak, że pułkownikowi wcale nie chodziło o rozkwit libijskiego rolnictwa. Walczył o pomnik wzniesiony sobie, o świadectwo oświeceniowego bez mała rozumu i beduińskiej przenikliwości. Patrzyłem na rury wśród saharyjskich piachów i myślałem, jak wiele dobrego zrobiłaby inwestycja w libijskie szkolnictwo wyższe, w zwykłą, nie pomnikową, edukację. Ale kształcenie nie przyniesie splendoru przywódcy i nie wzmocni jego pychy.

    Przed laty z wielkim przejęciem oglądałem w podręcznikach geografii zdjęcia i opisy z saharyjskich oaz. Pełno tam było zieleni, krystalicznej wody i radosnych ludzi dyskutujących o dobrym losie, jaki ich spotkał. Pomyślałem, że w libijskiej Jalo, dumie pułkownika, oazie słynącej z sadów daktylowych i piaskowego meczetu też tak będzie. I srogo się zawiodłem. Bezład, brud, domki jak łupina orzecha, przestrzenny chaos i czekający nie wiadomo na co mieszkańcy.

    Siadam na chybotliwym plastikowym krześle i proszę o herbatę. Libijską herbatę, a raczej cukrowy ulepek z miętą. Właściciel jedynego baru z radością przynosi plastikowy kubek, a w nim torebkę herbaty Lipton, chyba nie całkiem lokalnej. Ale tutaj to rzecz normalna. Sery ze Szwajcarii, Węgier i Francji, mleko i mięso z Egiptu, owoce z Tunezji, samochody i elektronika z Dubaju. Pamiętam zakłopotanie subiekta w wielobranżowym sklepie proszonego o rodzime artykuły spożywcze. Po dłuższym namyśle wskazał jeden gatunek sera, diabelską harrisę z maleńkich papryczek i miód z orzechami. Ten skromny asortyment wyraźnie nie kontentował pułkownika, który zarządził, a może nawet rozkazał - jak to ma w zwyczaju - wzmożenie rodzimej produkcji spożywczej. Z ograniczonym, jak widać, rezultatem.

    Trzeba przyznać, że Muammar al-Kaddafi jest nieco bardziej sprawiedliwy w rozdziale narodowych bogactw, przeliczanych tutaj na petrodolary, niż dyktatorzy w sąsiednich krajach. Różnice w zamożności Libijczyków są ogromne, ale skrajnej biedy, niedożywienia raczej nie ma. Ale czy ten szczególny rodzaj sprawiedliwości i podwyżki pensji najświeższej daty uchronią satrapę przed obywatelskim gniewem i rebelią. Czy libijskie mury runą? Publiczne wystąpienia satrapy, jego niezrównoważenie, brutalizm i bezwzględność niczego dobrego nie wróżą.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama