MŚ w Falun. Życie w szwedzkim dobrobycie

    MŚ w Falun. Życie w szwedzkim dobrobycie

    Przemysław Franczak

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Bogaci Szwedzi też liczą pieniądze. Zarzucają władzom rozrzutność przy przebudowie skoczni. Każdy skok na mistrzostwach w Falun będzie kosztował podatnika aż 8000 koron.
    Nowoczesny kompleks sportowy Lugnet w Falun jest użytkowany cały rok. Kontrowersje budzą skocznie - drogie i mało wykorzystywane. Szwedzi nie należą

    Nowoczesny kompleks sportowy Lugnet w Falun jest użytkowany cały rok. Kontrowersje budzą skocznie - drogie i mało wykorzystywane. Szwedzi nie należą do fanów skoków ©Archiwum

    Utoniemy w długach na lata - mówią krytycy. - To inwestycja w przyszłość - odpowiadają zwolennicy. Brzmi znajomo? Tak Szwedzi dyskutują o organizacji mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Falun.

    Pozornie wszystko jest idealne. Mistrzostwa przygotowane zostały perfekcyjnie, kibice bawią się świetnie, przedsiębiorcy i mieszkańcy zarabiają. Święto. Wydawać by się mogło, że w kraju, w którym sportowa gazeta potrafi poświęcić 24 strony narciarstwu klasycznemu, taka impreza żadnych kontrowersji wzbudzać nie powinna. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej szwedzki rząd powstrzymał olimpijskie zapędy Sztokholmu, odmawiając udzielenia mu gwarancji finansowych.
    Stolica Szwecji, tak jak Kraków, musiała zrezygnować z udziału w wyścigu o igrzyska w 2022 roku. No, ale to inna skala przedsięwzięcia, kosmiczne wydatki. Zawody w biegach narciarskich, które Szwedzi uprawiają pasjami, to jednak powinna być inna para kaloszy.

    Skocznia bez skoczków
    Martin Borg, który niedawno wydał w Szwecji książkę "365 sposób na marnowanie publicznych pieniędzy", wyliczył, że w Falun zrealizowano 37 z nich. - To jest zasadniczy problem moralny. Czy rolą państwa jest organizowanie dużych imprez sportowych? Czy jednak pieniądze z podatków powinny iść na opiekę zdrowotną, edukację, politykę socjalną, policję, straż pożarną? - pytał na łamach dziennika "Expressen".

    - Tu chodzi o rozwój i promocję regionu - odpowiadali mu lokalni politycy.

    Organizacja MŚ pochłonęła w sumie 270 milionów koron, trzy razy więcej niż pierwotnie zakładano. Większość nowych inwestycji w kompleksie Lugnet nie budziła jednak kontrowersji; to znak rozpoznawczy Falun, rocznie odbywa się tutaj około 150 imprez. Nie tylko sportowych, ale nawet festiwali muzycznych. Niewątpliwie Lugnet (po szwedzku oznacza to spokój) jest wyjątkowym ośrodkiem - wbija się w rezerwat przyrody, w którym wiją się trasy biegowe, narciarskie, rowerowe, turystyczne, do tego w jednym miejscu skupione są hale sportowe, kluby fitness, siłownie, lodowiska, baseny. Centrum sportowo-rekreacyjne z prawdziwego zdarzenia, rozwijane głównie z myślą o mieszkańcach i turystach.

    To, co było najmocniej krytykowane, to konieczność przebudowy skoczni narciarskich. Inwestycja pochłonęła 180 mln koron, czyli około 22 miliony dolarów.

    Borg nazwał to budową najdroższej góry do jazdy na sankach na świecie (wziął nawet jedne i w ramach hapennigu zjechał spod progu skoczni). Bo przecież nie dla skoczków, których w Szwecji prawie nie ma. W narodzie, który kiedyś podarował światu Jana Boekleva, prekursora stylu V, dziś jest w sumie 50 zawodników na krzyż i żadnego na światowym poziomie. Na pewno skoki narciarskie to nie jest to, co Szwedzi kochają najbardziej.

    - Mieszkańcy Falun będą płacić za tę fanaberię przez wiele lat, żeby politycy mogli pławić się w chwale przez kilka tygodni - uważa Borg.

    Fantastyczna fanaberia
    Jeden z tutejszych blogerów wyliczył, że każdy skok na mistrzostwach będzie kosztował 8000 koron. - W tym wypadku kierowano się sercem, a nie rozumem. To przykład wykorzystania emocjonalnego, pozytywnego stosunku szwedzkich obywateli do sportu - skonstatował. - Sama impreza może jest fantastyczna, ludzie świetnie się bawią. Tylko co potem?

    - To jest jak inwestycja w akcje. Obarczona ryzykiem, ale dająca ogromne możliwości - bronił się w jednej z lokalnych gazet Jonny Gahnshag, polityk z Falun, który był jednym z pomysłodawców organizacji MŚ. - Krytykować można, ale z sensem. Przecież mistrzostwa to nie tylko skocznia. Dla całego regionu Dalarna to może być impuls do rozwoju. Już obserwujemy większe zainteresowanie ludzi, którzy u nas chcą inwestować w ziemię, kupować mieszkania. To po prostu będzie się opłacać - przekonywał.
    Okolica - rzeczywiście ładna. Jeziora, na których zimą jeździ się na łyżwach (akurat nie w tym roku, nie było mrozów), ośrodki narciarstwa zjazdowego, niemal nieograniczone możliwości uprawiania sportu. Cisza, spokój. To nie jest turystyczny kołchoz. Ceny nieruchomości już poszły w górę. Przeciętny koszt zakupu domu w Falun to prawie dwa miliony koron (ok. 900 tysięcy złotych). Taniej można kupić całoroczny domek kempingowy, których tutaj jest zatrzęsienie.

    Inwestować w ludzi
    Gdy teraz codziennie na Lugnet sunie kolorowy, żółto-niebieski korowód, rozterek, czy było warto czy nie, nie słychać.
    Dla niektórych zobaczyć triumf Charlotte Kalli nad Norweżkami w biegu na 10 km techniką dowolną było zapewne warte wszystkich pieniędzy.

    - Nie zaryzykowałbym takiej tezy, choć wiadomo, że wszyscy cieszyli się tego sukcesu - uśmiecha się Mikael Norstrand z lokalnej gazety "Dalarnas Tidningar", która sceptycznie podchodziła do organizacji MŚ. - U nas, jak pewnie wiesz, duży nacisk kładzie się na politykę socjalną. Płacimy wysokie podatki, pieniądz publiczny to świętość. Kwestia wyboru priorytetów budzi więc emocje, zwłaszcza gdy ktoś chce inwestować w imprezę sportową, a nie w ludzi.

    Teraz się bawmy...

    Mieszkańcy, jak mówi, z jednej strony obawiają się spłacania długów po tej imprezie, z drugiej wykorzystali koniunkturę. Wielu na te dwa tygodnie wynajęło turystom z całego świata własne mieszkania. Za niemałe pieniądze. Ceny dochodziły do kilkunastu tysięcy za apartament dla dwóch osób.

    - Większość moich znajomych tak zrobiła, to była świetna okazja, żeby dodatkowo zarobić - mówi Lisa, właścicielka "naszego" mieszkania. Sama na czas mistrzostw pojechała do swojego drugiego domu, 45 minut jazdy samochodem od Falun. Ot, szwedzki dobrobyt.

    Co jednak ciekawe, nawet przeciwnicy organizacji mistrzostw mówią dziś tak: - Teraz jest święto, teraz się bawmy i zapewnijmy gościom z całego świata niezapomniane przeżycia. Ale potem trzeba wrócić do debaty z politykami o zyskach, stratach i wydawaniu publicznych pieniędzy.

    Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
    "Gazeta Krakowska" na Youtube'ie, Twitterze i Google+
    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Szwedzki dobrobyt

      Pw (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

      Ot ,takie krakowskie biadolenie.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wysłać do niech Jagnę

      baca z Poronina (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 1

      U nas jej nie trzeba. Niech teraz w Szwecji trochę napsuje.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama