Helena Vondráčkova - jak ona to robi, że tak dobrze wygląda?

    Helena Vondráčkova - jak ona to robi, że tak dobrze wygląda?

    Maria Zawała

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Podczas naszego spotkania w Pradze - uśmiechnięta i zadowolona z życia
    1/4
    przejdź do galerii

    Podczas naszego spotkania w Pradze - uśmiechnięta i zadowolona z życia ©Maria Zawała

    24 czerwca Helena Vondráčková skończy 64 lata. Wygląda fantastycznie i od 46 występuje na scenie przy pełnych salach. Choć jako jedna z niewielu śpiewała w nowojorskiej Carnegie Hall czy paryskiej Olimpii, nie znosi, gdy nazywa się ją gwiazdą. Jest normalną kobietą, której sława nie uderzyła do głowy.
    22 maja Helena powróci do Polski, by znów dać w Zabrzu kolejny wielki koncert. W Pradze odwiedziła ją Maria Zawała

    Pani Heleno, co tam "U Fleku". Piwo nadal dobre?

    Oj, tak. To co prawda knajpa dla turystów, ale ja ją bardzo lubię i zapewniam, że zarówno piwo, jak i jedzenie jest tam cały czas znakomite. Jak ktoś przyjedzie do Pragi, to koniecznie powinien tam pójść.
    Wie pani, dlaczego o to pytam? Śpiewała pani taką piosenkę, w której miała za złe dziennikarzom, że zamiast o smak czeskiego piwa, pytają panią o wiek.
    Ach..., pamiętam, nosiła tytuł "Śmiej się z tych lat" i polskie słowa napisał do niej Jacek Cygan.

    Proszę wybaczyć, ale ośmieliła mnie pani tą piosenką. Co pani robi, żeby w wieku prawie 64 lat tak wspaniale wyglądać.
    Nic. Kocham życie - ludzi, zwierzęta. Robię co mogę, by jak najlepiej wykorzystać każdą sekundę. To klucz do mojego dobrego samopoczucia.
    To z tej miłości ta nienaganna figura - 62 kilogramy przy 173 centymetrach wzrostu?
    Tak. Lubię pływać, codziennie się gimnastykuję, chodzę na spacery z psem, gram w tenisa. No i jestem urodzoną optymistką.
    A dieta? Jest pani jej niewolnikiem?
    W moim zawodzie wygląd jest bardzo ważny, ale nie dbam o siebie przesadnie. Liczenie kalorii odbiera przyjemność smakowania. Codziennie gotuję normalny obiad - zupę, dużo warzyw, sałatki, czasami zjem kawałek mięsa. Nie, żadnej diety nie trzymam. Jem wszystko, ale w małych ilościach. Jak się trochę zaokrąglę tu i ówdzie i chcę schudnąć, to rezygnuję ze słodyczy i kończę posiłki o godzinie 17. Potem tylko woda lub owoce. Najgorzej, gdy jestem wtedy na wakacjach nad morzem. Urocze kolacje odbywają się zwykle koło 22. Nie jest wówczas łatwo dbać o figurę, ale się staram.
    Oj, stara się pani, stara. Zauważyłam nawet teraz na ulicach Pragi wielkie plakaty z pani podobizną, reklamujące pewien klub fitness.
    Tak, dałam im swoją twarz do reklamy, ale chcę powiedzieć, że ja też codziennie ćwiczę w swojej prywatnej domowej siłowni.
    Jadąc na spotkanie z panią, przeczytałam pani autobiografię pod tytułem "Wspominam i niczego nie żałuję". Nie wierzę pani, nie można przeżyć życia i nie mieć do siebie o nic pretensji. Na pewno jest coś, czego pani żałuje.
    12 komnat mojego życia zawsze szczerze otwieram, ale 13 niechętnie komukolwiek pokazuję. Trzymam w niej rzeczy, których nikt, a tym bardziej dziennikarze, nie powinni nigdy oglądać. Ale ma pani rację, były w moim życiu momenty trudne i decyzje, których żałuję.
    W 2003 roku po rozstaniu z niemieckim basistą Hellmutem Sickelem, którego zresztą poznała pani na festiwalu w Sopocie w 1977 roku, zdecydowała się pani na związek z siedem lat młodszym biznesmenem Martinem Michalem. Napisała pani w książce: "Bardzo mi żal, że nie mogłam być z matką w jej ostatnich chwilach. I że moje relacje z bratem tak się skomplikowały. I że nie mam trójki dzieci, jak to sobie kiedyś wyobrażałam."
    Na pewno leży mi na sercu moja rodzina, która kiedyś była jednością, a dziś podzieliła się na dwie części. Mój brat nie zaakceptował bowiem mojego drugiego męża, uważając, że on mnie krzywdzi, co nie jest prawdą. I z tego powodu odsunęliśmy się od siebie. Żałuję, że tak się stało.
    A nie żal pani, że w czasach komuny, kiedy będąc gwiazdą światowego formatu, mogła bez problemów wszędzie podróżować, nie została pani na Zachodzie?
    Tego akurat absolutnie nie żałuję, choć szkoda mi, że nie miałam wtedy więcej możliwości rozwoju. Nie mogłam na przykład dostać dużego kontraktu na Broadwayu i grać tam w musicalach, ani w paryskiej Olimpii, gdzie śpiewałam. Tego mi szkoda, bo myślę, że gdyby czasy były inne, to moje życie potoczyłoby się inaczej. Gdybym tylko mogła wracać do Pragi, jak dziś, mogłabym intensywniej pracować w Ameryce, Londynie czy Paryżu.
    Jeździłaby pani wtedy ze swoją słynną czarną walizką? W świecie muzycznym krążyły o niej legendy. Ponoć zawsze miała tam pani konserwy, zapas zup w proszku i coś do picia. Ma ją pani jeszcze?
    O rety, prawie o niej zapomniałam. Nie mam jej już, była wielka, z ciężkiej tektury. Poza tym zabierałam ją tylko na koncerty do Związku Radzieckiego, bo tam często... nie było co jeść.
    Byliście z Karelem Gottem absolutnym symbolem kultury dawnej Czechosłowacji. Ale po aksamitnej rewolucji, media dobrały się do skóry zwłaszcza pani. Głównie za to, że podpisała pani Antykartę, czyli prorządowy dokument broniący komunistów.
    Media mnie zaatakowały, fakt, ale ja niczego nigdy nie podpisałam. Byłam wtedy na koncertach w Polsce. Nawet nie miałam możliwości złożenia autografu pod tym dokumentem, sfałszowano mój podpis.
    Najpierw historia z Martą Kubiśową (Helena Vondráčková, Marta Kubišová i Václav Neckář tworzyli razem zespół Golden Kids, który szybko zakończył swoją karierę przez fałszywe oskarżenia wzniesione przeciwko Marcie, która na 20 lat otrzymała zakaz występów. W tym czasie Vondráčková stała się gwiazdą - przyp. autorki), potem posądzono panią o romans z premierem Czechosłowacji Lubomirem Strougalem. W końcu wyciągnięto sprawę rzekomych problemów pani drugiego męża z prawem, pobytu w więzieniu. Jak się żyje na łamach brukowców?
    To nic miłego, ale nie odpuszczam. Kieruję sprawy do sądu. Wszystko, o co mnie posądzano, okazało się kłamstwem.
    W wypadku np. Strougala wyszło na jaw, że to jego córka, z którą często przebywał, była łudząco do pani podobna, nawet powiedziałabym, "robiła się" na Vondráčkovą. Ale zanim wygra się w sądzie, ileś ludzi uwierzy...
    Niestety, i to najbardziej boli, bo część fanów czyta i ufa brukowcom. Na szczęście, bardzo mi to nie zaszkodziło. Ludzie nadal kupują moje płyty, a koncerty gram przy pełnych salach. To znaczy, że ludzie chcą mnie słuchać. Prawda?
    Prawda. Nagrała pani około 1700 piosenek, wydała ponad 50 płyt, które sprzedały się w ponad 200 mln egzemplarzy. Dla nas Polaków zawsze będzie pani Heleną od "Malowanego dzbanka". Lubi pani śpiewać w Polsce?
    Kocham Polaków bardzo. Jesteście wspaniałą, spontanicznie reagującą publicznością. Zawsze najbardziej lubiłam dawać koncerty w Polsce. Pamiętam warszawską Salę Kongresową, koncerty w Poznaniu, Wrocławiu, Bielsku-Białej, Zabrzu i Katowicach. Ale najbardziej sopocki amfiteatr. Tam poznałam wspaniałych artystów. Z Marylą Rodowicz przyjaźnimy się do dziś. Miesiąc temu śpiewałyśmy razem w sali Lucerna w Pradze. Normalnie przychodzi tam dwa, czy dwa i pół tysiąca ludzi. Na nasz koncert przyszły 4 tysiące osób. Była absolutna bomba. Maryla jak zawsze miała niesamowity kostium i wniosła na scenę skrzynkę po piwie, żeby na niej stać. Pytam, po co ci to, a ona, żeby raz w życiu patrzeć na mnie z góry. Publiczność szalała.
    Wybiera się pani w najbliższym czasie do Polski?
    O tak. Wracam do was z koncertami i już bardzo się na to cieszę. Przede wszystkim z tego, że zaśpiewam na Gali Piosenki Śląskiej 22 maja w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca. Przypomnę największe przeboje, a do tego piosenki z mojej nowej płyty "Zostajesz tu ze mną". Lubię śpiewać na Śląsku. Pamiętam jak dawno temu na mistrzostwach świata w hokeju w katowickim Spodku śpiewałam wożona przez sportowców na łyżwach po lodowisku.
    Będzie w Zabrzu "Malowany dzbanek"?
    Oczywiście. Nie ruszam się do Polski bez tej piosenki. Nieprędko was też opuszczę.
    Latem planujemy z Marylą trasę wzdłuż waszego wybrzeża.
    Ma pani jeszcze jakieś niespełnione artystyczne marzenia?
    Chciałabym jeszcze kiedyś zgrać główną rolę w musicalu.
    Na Broadwayu? A niech będzie i w Pradze.

    Rozmawiała Maria Zawała

    Śmiej się ze swych lat, to nie boli...
    "Człowiek tego nie wymyśli, a już blondynka jest bez szans, Co dziennikarz sobie wyśni, gdy ze mną wywiad zacząć ma, Zamiast zapytać co "U Fleku", czy dobre piwo wciąż tam jest. On wiedzieć chce o moim wieku i o metrykę pyta mnie." Fragment piosenki Heleny Vondráčkowej.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Helena Vondrackova jak ona to robí že tak dobre wyglada

      Pavol (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Pani Helenka je stále nádherná a pôvabná dáma je to pani do koča aj do voza okrem svojej profesie ktorá sa stála jej celoživotným poslaním je neustále v pohybe venuje sa športu-pláva hrá tenis...rozwiń całość

      Pani Helenka je stále nádherná a pôvabná dáma je to pani do koča aj do voza okrem svojej profesie ktorá sa stála jej celoživotným poslaním je neustále v pohybe venuje sa športu-pláva hrá tenis jazdí na kajaku pracuje na záhrade a má to zrejme aj v génoch vždy z nej sála pozitívna energiazwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Ano botoks i skalpel:)

      Anna (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 59 / 62

      Jak to robi, że tak wygląd??? To zasługa skalpela i botoksu, sama się do tego zresztą przyznała, więc, proszę, nie stresujcie normalnie wyglądających kobiet w jej wieku:)

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama