Nie grajcie w Nangar Khel!

    Nie grajcie w Nangar Khel!

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Polityka, wprowadzona na scenę, bywa dla teatru niebezpieczna. Na szczęście "Bitwa o Nangar Khel", nowa premiera Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, dotyka polityki tylko na poziomie faktów. I to w wymiarze bezwzględnie koniecznym.
    Nie grajcie w Nangar Khel!

    ©mat. teatru

    Autor sztuki - Artur Pałyga i jej reżyser Łukasz Witt-Michałowski wychodzą wprawdzie od dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się w afgańskiej wiosce 16 sierpnia 2007 roku, ale ich nie komentują. I nie próbują widowni na siłę umoralniać, nawet jeśli, tu i ówdzie, przebija się w spektaklu mocno pacyfistyczne przesłanie. "Bitwa o Nangar Khel" nie jest też udramatyzowaną publicystyką, ale samodzielnym dziełem teatralnym. Znalazło się w nim miejsce, i na uniwersalność tematu wojny jako takiej, i na metaforę. To punkt dla inscenizatorów, bo przecież mogło być inaczej...

    Sprawa Nangar Khel to bardzo "bielska sprawa". Uczestnikami autentycznych wydarzeń w tej wiosce byli żołnierze 18.
    Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej. Konsultowali oni przedstawienie, a jeden z nich, chorąży Andrzej "Osa" Osiecki, nawet w nim występuje. Ale nie o raport z akcji w sztuce idzie, a o nasze, Polaków, wyobrażenie wojny w Afganistanie i samego Afganistanu. Tytułowa "Bitwa…" nie jest bowiem prawdziwą bitwą, a jedynie grą terenową, w jaką bawią się młodzi bielszczanie: Bolek, Lolek i Pampalini, brawurowo zagrani przez Rafała Sawickiego, Sławomira Miskę i Tomasza Drabka. Ten pomysł to drugi plus, bo Teatr Polskie brutalnie obnaża naszą powierzchowność w ocenie polskiego udziału w afgańskiej wojnie. A jeszcze bardziej - polską tromtadrację, te krzykliwe parady "z okazji", rekonstrukcje bitew i potyczek, które dla większości przechodniów (i uczestników) są wyłącznie zabawą w "dobij wroga".

    To jeden z motywów bielskiego spektaklu, ale dla mnie najważniejszy. Od lat z przerażeniem patrzę na dzieciaki, które bawią się np. w powstańców warszawskich i strzelają do kolegów, grających Niemców, bez cienia refleksji nad tym, czym jest śmierć. Pojmowanie wojny jako emocjonującej przygody szerzy się w naszym społeczeństwie jak zaraza. Ale gdy uczestnicy "rekonstrukcji" ze sztuki Pałygi wyciągają los z napisem "gracie talibów", ich myślenie diametralnie się zmienia. Zmienia się też sceniczna narracja. W miejsce dynamicznej akcji i aktorskiej ekspresji wchodzi liryczna sekwencja z udziałem trzech, skrytych pod burkami, afgańskich kobiet. Tę część spektaklu, w której grają Magdalena Gera, Marta Gzowska-Sawicka i Maria Suprun, współtworzyła Safia Rabati, mieszkająca w Polsce Afganka. To ona mówi w finale przedstawienia do widowni: "idzie państwo do domu, teatr już się skończył". I zostawia nas z niepokojącym przekonaniem, że za chwilę znów możemy wpaść w pułapkę stereotypu i nie dostrzec w telewizyjnej relacji z frontu, prawdziwej tragedii. Polaków i Afgańczyków, ale także każdej ze stron, w każdej innej wojnie na świecie.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama