Rajd Dakar: W następnym wyścigu Jakub Przygoński pojedzie...

    Rajd Dakar: W następnym wyścigu Jakub Przygoński pojedzie samochodem

    Tomasz Biliński (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Jakub Przygoński
    1/3
    przejdź do galerii

    Jakub Przygoński ©Piotr Smolinski

    Nie motocyklem, jak we wcześniejszych edycjach, a samochodem pojedzie Jakub Przygoński w najbardziej wymagającym rajdzie na świecie.
    Zmiana spowodowana jest trochę szczęściem, trochę tym, że po ostatnim Dakarze zostałem zaproszony na testy samochodowe. Przekonałem się, że dobrze się czuje w aucie i że sprawia mi wielką frajdę. Dostałem pozytywne opinie, zatem postanowiłem, że skorzystam – tłumaczył 30-letni Przygoński, który tegoroczny rajd skończył na 18. miejscu. W 2014 r. był szósty.

    Na jego decyzję miało też wpływ bezpieczeństwo. Podczas Abu Dhabi Desert Challenge w kwietniu 2014 r.
    miał wypadek i złamał kręgosłup. Wciąż mam w pamięci tamten wypadek, bo jego skutki odczuwam do tej pory. W samochodzie jest bezpieczniej. Ale przede wszystkim czuję, że nadszedł moment, by przenieść się do tej najważniejszej kategorii – dodał.

    W kuluarowych rozmowach podczas konferencji prasowej w ramach Dakar Tour nie chciał zdradzić, jakim autem pojedzie. – W grę wchodzą dwie marki: Mini i Toyota. To dwa najlepsze samochody, jakie ścigają się na Dakarze. Ostateczna decyzja, którym pojadę, powinna zapaść w ciągu kilku dni. Od tego też zależy, kto będzie moim pilotem – wyjaśnił Przygoński, który w ramach przygotowań na pewno wystartuje w Rajdzie Maroka i kilku imprezach typu Baja. – Na nich będę mógł sprawdzić, jak radzę sobie na piasku i na co stać auto – przekonuje.

    – Jeśli chodzi o doświadczenie, to bazę mam dobrą. Na Dakarze byłem sześć razy. W innych rajdach jeździłem samochodem sportowym, brałem udział w imprezach driftingowych. Choć i tak dużo muszę się nauczyć. Chcę dojechać do mety, na tyle szybko, na ile będzie to możliwe. Dobry samochód, moje umiejętności plus trochę szczęścia i powinno być dobrze – przekonywał kierowca zespołu Orlen Team.

    Podczas konferencji dyrektor rajdu Etienne Lavigne zaprezentował trasę nowej edycji, która jest jakby podzielona na trzy. Rozpocznie się 3 stycznia w stolicy Peru – Limie. Meta 16 stycznia w Rosario, w Argentynie. Drugą część to płaskowyż w Boliwii i jazda na wysokości 3800 m n.p.m.

    – Do tej pory jeździliśmy wysoko, ale często zjeżdżaliśmy niżej. Teraz będziemy na niej zostawali nawet przez pięć dni. To wyróżnia tę trasę, która będzie ogromnym wyzwaniem. W tak krótkim czasie nie da się przyzwyczaić organizmu do takiego wysiłku. Mało tlenu będzie nie tylko w płucach, ale i w silnikach – ocenił Rafał Sonik, który wygrał ostatni Dakar jadąc quadem. – Rajd będzie też wyzwaniem dla naszych ekip. W poprzednich latach mieli bezpieczne warunki. Tym razem będzie to dla nich nie mniejsze wyzwaniem, niż dla zawodników – dodał Sonik, który do wyścigu zgłosił się o północy pierwszego dnia zapisów. – W naszym przypadku to standard i satysfakcja – uśmiechał się.

    Decyzji o starcie wciąż nie podjął Krzysztof Hołowczyc, który pojawił się na spotkaniu. – Zrobię wszystko, by wziąć udział w Dakarze, ale mam wiele zobowiązań. Przede wszystkim wobec rodziny – stwierdził kierowca, który ostatni rajd zakończył na trzecim miejscu.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama