Głos "Trójki" kocha Bryana Adamsa. Czekamy na koncert w...

    Głos "Trójki" kocha Bryana Adamsa. Czekamy na koncert w Rybniku

    Ola Szatan

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Głos "Trójki" kocha Bryana Adamsa. Czekamy na koncert w Rybniku

    ©M.Włodarski/REPORTER/EN

    Bryan gra koncerty, które niosą zrozumiały dla każdego przekaz. To nie jest komercha na siłę - z Piotrem Baronem, dziennikarzem radiowej "Trójki", który dwukrotnie był już na koncercie Bryana Adamsa rozmawia Ola Szatan.
    Głos "Trójki" kocha Bryana Adamsa. Czekamy na koncert w Rybniku

    ©M.Włodarski/REPORTER/EN

    Ile razy był pan już na koncercie Bryana Adamsa?
    Byłem na jego koncercie dwa razy. Pierwszy z nich odbył się w katowickim Spodku, a drugi raz widziałem go za granicą, zresztą bardzo daleko. Oba te występy były w zasadzie takie same. To znaczy tak samo dobre. Ten polski koncert był o tyle ciekawszy dla mnie, że miałem okazję do spotkania się z Bryanem twarzą w twarz. Pamiętam, że wtedy popełniłem straszne faux pas, powiedziałem mu, że ma fajną koszulę, na co on stwierdził, że ma ją z lumpeksu. Kupił ją podobno w second handzie w Londynie. Ale koszula rzeczywiście była świetna (śmiech).

    Koncerty Bryana nie są jakimś spektakularnym widowiskiem w stylu chociażby Madonny. A mimo to Adams od ponad dwudziestu lat jest w gronie najpopularniejszych artystów.

    Bryan gra koncerty, które niosą dość prosty, ale zrozumiały dla każdego przekaz. To jest wspólna znakomita zabawa, w tym dobrym tego słowa znaczeniu. To nie jest komercha na siłę. Nie jest to koncert, gdzie wszyscy wyrywani są do góry, by skakać i jakoś tak wyjątkowo się bawić. Bo to przychodzi z czasem, gdy impreza się rozgrzewa. Bryan jest człowiekiem dosyć bezpośrednim, a i wydaje mi się, bardzo skromnym. Rozmawiając z nim nie wyczułem żadnych oznak gwiazdorstwa czy takiego zbędnego szpanu. On jest człowiekiem, który zna swoją wartość, bo zaśpiewał z wieloma wielkimi tego świata. Zresztą sam jest wielki... Dlatego jestem przekonany, że koncert, który w czerwcu odbędzie się w Rybniku, będzie też wyjątkowy. Rybnik jeszcze nie miał na swoim koncie takiego doświadczenia, że na stadion przyjeżdża taka grupa doskonałych muzyków, a jednocześnie przybywa tak olbrzymia ilość publiczności z całego kraju. Byłem na rybnickim stadionie i moim zdaniem ten obiekt jest przygotowany na przyjęcie gości. Prezydent miasta jest bardzo rockandrollowym człowiekiem, też się nie spodziewałem, bo poznałem go niespełna 4 miesiące temu. Mam też nadzieję, że Bryan jest ciągle w takiej formie wokalnej, w jakiej był kilka lat temu, gdy ostatni raz go widziałem.

    Bryan Adams jest przykładem artysty, który równie dobrze brzmi nie tylko w wersji studyjnej, ale też na żywo.

    Ja nawet myślę, że na żywo ma jeszcze więcej atutów niż studyjnie. To znaczy w studiu, w którym Bryan czasem nagrywa w Vancouver - w którym zresztą byłem - jest człowiekiem jak każdy profesjonalista. Do cna zawodowym. Takim dbającym o każdy szczegół. Natomiast każdy koncert ma swoją odrębną reżyserię, swoją specjalną narrację. I ten rybnicki na pewno takową będzie miał. A jaka ona będzie? W dużej mierze zależy to od publiczności, jak zostanie przyjęty. Sądząc jednak z listów, które dostajemy do radia, to grupa fanów Bryana w Polsce jest bardzo duża i naprawdę wiele osób na niego czeka.

    Sądzi pan, że Bryan Adams swoim zwyczajem wyciągnie na scenie podręczną kamerkę i zacznie filmować rybnicką publiczność?

    Nie wiem, co on wymyśli (śmiech). On lubi nagrywać, dobrze, że pani zwróciła na to uwagę... Może zastosuje coś takiego, że to będzie ukryta kamera, nikt nie będzie o niej wiedział i dopiero na końcu koncertu okaże się kto z nas został sfilmowany i będzie wykorzystywany w klipach promocyjnych jego koncertów?!

    Bryan lubi też wyciągać na scenę dziewczyny z publiczności, z którymi śpiewa.

    On jest dosyć atrakcyjnym mężczyzną i podejrzewam, że kobiety lgną do niego. Bo mimo tego, że jego głos jest dosyć chropawy, choć może nie jak Chrisa Rea... ale jednak - to Bryan wzbudza takie delikatne wibrato w niewieścich sercach. I dlatego kobiety chcą z nim śpiewać. Natomiast Bryan doskonale wypada w każdym duecie. Myślę, że wszyscy fani pamiętają jego świetny duet z Luciano Pavarottim. To było coś zupełnie nieprawdopodobnego. Czuję mrowienie na plecach jak teraz to oglądam.

    A kiedy po raz pierwszy sięgnął pan po Bryana i jak to była płyta?

    Matko święta, już tyle lat żyję, że nie pamiętam (śmiech)... moim zdaniem to musiał być rok 1991. I to nie była płyta, tylko numer jeden "Listy Przebojów" Programu Trzeciego - pierwsza lista, jaką prowadziłem wtedy w zastępstwie za Marka Niedźwieckego. I to na pewno był utwór "Everything I do, I do It For You"!

    Brawo, czyli z pamięcią nie jest tak źle. A co pana najbardziej ujęło w Bryanie Adamsie?
    Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem takim ortodoksyjnym fanem Bryana Adamsa. Mam jego płyty, byłem na jego koncertach... Przede wszystkim uważam, że jest on artystą prawdziwym. To, że on niczego specjalnie nie udaje, nie staje się bohaterem plotek czy sensacji jest dużym atutem. To po prostu chłop, który od wielu lat robi swoje. To są piosenki najczęściej o miłości, ale pięknie zaaranżowane i pięknie zaśpiewane. On fajnie gra na gitarze. Podoba mi się!

    Spotkacie się znowu oko w oko w Rybniku?
    Jeszcze tego nie wiem. My planujemy, że zjedziemy do Rybnika z przedpołudniową audycją radiowej "Trójki" i mamy taki zamiar, żeby zaprosić go na rynek na spotkanie. Ale czy to będzie możliwe? Nie wiem... Zresztą im dłużej pracuję w radiu, tym mam więcej takiej pokory wobec artystów. Ktoś może sobie wyobrażać, że Bryan wejdzie po prostu na scenę w Rybniku i zaśpiewa... A to dla wykonawców jest zawsze duży stres. To ciągle nowe terytorium, Bryan w Polsce był tylko dwa razy. Tu się wszystko dynamicznie zmienia. Dlatego być może w dniu koncertu Bryan Adams będzie chciał mieć po prostu święty spokój, by pobyć samotnie i na chwilę się wyłączyć. Po to, aby wieczorem emanować dla nas energią i pokazać się z jak najlepszej strony. W związku z tym, jeśli się nie zgodzi na nasze spotkanie, to nic się nie stanie. A być może kiedyś wybierzemy się z Markiem do jakiegoś miejsca, gdzie się zatrzyma w Warszawie i spytamy, co u niego słychać.

    Czy przy okazji wizyty w Rybniku odwiedzi pan inne miasto na literkę R, czyli Rudę Śląską? W końcu to pana miasto.

    Muszę się przyznać, że nie byłem tam 15 lat. I słyszałem, że wszystko się zmieniło. Pochodzę z dzielnicy, która nazywa się Wirek. Słynne targowisko czy kąpielisko Zdebel... To był wtedy taki mój mały świat, w zasadzie wioska, gdzieś przy torach kolejowych, dom mojej babci... Tego świata już nie ma.

    Drugim z ważnych miejsc był Chorzów.

    To był czas, gdy chodziłem do szkoły. Ale mam piękne wspomnienia związane z IV Liceum im. Marii Curie-Skłodowskiej. Właściwie tam się zaczęło moje myślenie o radiu, to znaczy w liceum założyłem pierwsze radio. I od tego momentu konsekwentnie robiłem wszystko, żeby pracować w radiowej "Trójce".

    A należy pan do osób, które twierdzą, że najlepsze koncerty odbywają się na Śląsku?
    Serce mi mówi tak. Ale widziałem kilka koncertów w różnych miejscach na świecie i one udają się równie dobrze... w Nowym Jorku. Widziałem Budkę Suflera w Carnegie Hall. To był świetny występ. Kolejne miejsce to Royal Albert Hall, tam też się świetnie słucha koncertów, dalej Central Park w Nowym Jorku - też znakomite miejsce, szczególnie latem. Ale na Śląsku jest bardzo dobrze. Było tu kilka takich imprez, które zapamiętam do końca życia, m.in. Metallica w Spodku, Deep Purple w Zabrzu.. Mógłbym długo wymieniać. Ludzie na Śląsku mają gorące serca, te koncerty mają rzeczywiście duży ogień.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama