Ktokolwiek zna historię tych Ślązaków, niech mówi

    Ktokolwiek zna historię tych Ślązaków, niech mówi

    Teresa Semik, Bogdan Ścibut

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Może ktoś rozpozna siebie lub osoby sportretowane i wskaże nam Witolda Domiczka
    1/3
    przejdź do galerii

    Może ktoś rozpozna siebie lub osoby sportretowane i wskaże nam Witolda Domiczka ©NAC

    Uwaga, Czytelnicy! Mamy dla Was zadanie. Chcemy poznać biografie dwóch Ślązaków, którzy zginęli w Katyniu. Razem uczyli polskie dzieci w Wielkich Hajdukach. Po kampanii wrześniowej trafili do obozu w Kozielsku, a potem do mogił w lesie katyńskim. Chcemy dotrzeć do nieznanych faktów z ich życia. Piszą Teresa Semik i Bogdan Ścibut.
    Biogramy żołnierzy - Witolda Domiczka oraz Roberta Buchcika, zamieszczone w księdze cmentarnej Polskiego Cmentarza Wojskowego w Katyniu, są lakoniczne, w dodatku bez wizerunku. Jakby świat nigdy nie znał nauczycieli z Wielkich Hajduk, dziś części Chorzowa, i nikt nigdy nie upomniał się o ich pamięć. Ich losem zainteresował się pan Bogdan Ścibut, który zwrócił się do naszej redakcji z prośbą o pomoc w odtworzeniu ich losów. Może ktoś z Państwa ich znał. Może ktoś rozpozna ich na zdjęciu obok. Razem możemy ocalić ich od zapomnienia.

    Krakus, który chciał śląskie dzieci uczyć


    Jak do tej pory ustalił Bogdan Ścibut, Witold Domiczek pożegnał żonę i trzymiesięcznego syna 24 sierpnia 1939 r. w mieszkaniu przy ul. Jagiellońskiej 3 w Chorzowie. Jako podporucznik rezerwy przydzielony został do 75. Pułku Piechoty w tym mieście. Uśmiechnął się na wspomnienie swojej ochotniczej służby w Wojsku Polskim w Kolumnie Samochodowej nr 5 pod Krakowem latem 1920 r. Teraz jest inaczej. Rok temu ożenił się z Jadwigą Gdulą. Pochodziła z Leżajska i podobnie jak on - Krakus, ponad dekadę temu przyjechała na Górny Śląsk, aby uczyć polskie dzieci. Ojciec, urzędnik sądowy w Krakowie, zmarł, zanim Witold skończył 4 lata. Dla swojego syna nie chciał losu sieroty.
    W 3. batalionie 75. pp w Wielkich Hajdukach bywał jako prelegent Polskiego Białego Krzyża założonego w 1918 r. przez Helenę Paderewską. Ta instytucja cywilna o charakterze paramilitarnym zasłużyła się w upowszechnianiu oświaty i kultury wśród żołnierzy służby zasadniczej. Patriotyczne i społeczne pasje związały też Domiczka ze Związkiem Obrony Kresów Zachodnich, Ligą Morską, Ligą Obrony Państwa i Towarzystwem Czytelni Ludowych. Niezależnie od tego prowadził bibliotekę szkolną. Uczył w tej samej Państwowej Szkole Powszechnej nr 6 w Wielkich Hajdukach, a żona w Szkole Powszechnej nr 7. Obie mieściły się przy Ratuszowej 20. Uczył wszystkich przedmiotów, głównie w klasach od II do VII.

    ZOBACZ ZDJĘCIA ŚLĄZAKÓW - KLIKNIJ TUTAJ

    Po północy 1 września 1939 r. jego oddziały stoczyły pierwsze walki z dywersantami niemieckimi. Od tego momentu los na ponad 50 lat zakrył ślady Witolda Domiczka. Jego matka Zofia czekała na wieści o synu do ostatnich swoich dni w 1964 r., żona Jadwiga - do 1990 r.

    Zakochany w sporcie

    Z Domiczkiem uczył w Szkole Powszechnej nr 1 i nr 6 w Wielkich Hajdukach młody nauczyciel ze Śląska Cieszyńskiego - Robert Buchcik. Wynajmował pokój w kamienicy przy ul. Krakowskiej 107 (obecnie Armii Krajowej). Z dumą przyjęli pierwsze mistrzostwo Polski w piłce nożnej dla Ruchu Wielkie Hajduki w 1933 r. i wybudowanie tu w 1935 r. najnowocześniejszego stadionu w Polsce. Buchcik śledził sukcesy bokserów z Hajduków, którzy bezdyskusyjnie należeli do czołówki krajowej. Satysfakcją napawała ich oddana w 1935 r. nowoczesna szkoła powszechna im. Piłsudskiego. Uznanie budził harcerski dorobek nauczyciela ich szkoły, późniejszego harcmistrza Pawła Ciastuły.
    Po dziewięciu latach Robert Buchcik wrócił w rodzinne strony. Chciał pomóc rodzicom, którzy prowadzili gospodarstwo rolne w Mazańcowicach k. Bielska. W ostatnim przedwojennym roku szkolnym znalazł się w Bystrej Śląskiej, w nowej szkole wybudowanej przez gminę przy wsparciu Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

    1939 - brawurowa obrona


    24 sierpnia 1939 roku podporucznik Buchcik stawił się w macierzystej jednostce - 4. Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Objął dowództwo plutonu w 1. batalionie, którym dowodził mjr Franciszek Perl. Rankiem 1 września blokowali niemieckie oddziały rozpoznawcze, próbujące przekroczyć Olzę. Na rozkaz wycofali się dopiero po południu, wysadzając mosty na rzece. W odwrocie na główną linię obrony zorganizowali w Ogrodzonej udaną zasadzkę na oddziały 45. Dywizji Piechoty Wehrmachtu. 5 września skutecznie odpierali natarcia Niemców pod Mogilanami k. Krakowa. Brawurowym atakiem odbili Bochnię. Kolejno toczyli walki z czołgami niemieckiej 2. Dywizji Pancernej pod Radłowem i Kolbuszową. Po przekroczeniu Sanu i Tanwi starli się ponownie z Niemcami w nierównych już bojach. 21. Dywizja Piechoty Górskiej została rozbita, ale część weźmie udział w pierwszej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Tu dzielnie spisuje się 75. pp z Chorzowa. Żołnierze już wiedzą o agresji sowieckiej na Polskę. Oddział, w którym walczy Buchcik, odpiera jeszcze niemieckie ataki i 25 września próbuje przedrzeć się do Rumunii lub na Węgry.

    Niewola w Kozielsku


    W różnych, lecz nieodległych miejscach Lubelszczyzny Domiczek i Buchcik zostają wzięci do niewoli przez Rosjan. Nasi oficerowie-nauczyciele spotykają się w listopadzie 1939 r. w obozie jenieckim w Kozielsku. NKWD zakłada im teczki personalno-dochodzeniowe. Buchcika ma numer 1929, Domiczka 2083. W kwietniu odjeżdżają w nieznane pierwsze transporty. Domiczek jest na liście 25/2 z 9 kwietnia 1940 - wywieziony z Kozielska 12 kwietnia 1940 r. Roberta Buchcika rosyjski żołnierz wyczytał 20 kwietnia 1940 r. (lista 36/1 z 16.04.1940). Jadą ciężarówkami 7 km do stacji kolejowej i dalej do Smoleńska. W stłoczonych wagonach jest też Paweł Achtelik, nauczyciel z Ruptawy (powiat rybnicki), Józef Pająk, kierownik szkoły powszechnej z Pszczyny. Później ruszają do odległego o 20 km Gniezdowa. Przejazd więźniarką do ośrodka wypoczynkowego NKWD w Katyniu, a tam potwierdzenie tożsamości, ostatnia rewizja. Droga śmierci wymuszona jest przez dwóch funkcjonariuszy i kata.

    Grób w Katyniu

    W końcu maja 1943 roku lekarz Jerzy Wodzinowski z PCK, badał w Lesie Katyńskim oznaczone numerem 3989 doczesne szczątki podporucznika piechoty, Roberta Buchcika, syna Andrzeja, nauczyciela z Bystrej Śląskiej. W kieszeni munduru, w okładce jednego z dokumentów znaleziono ułożoną na kartoniku i oklejoną celofanem czterolistną koniczynę. Pochowano go w VI Bratniej Mogile.

    Jesienią 1943 r. los Buchcika poznał też Franciszek Lorenz, robotnik przymusowy i tłumacz. Niemiec z obozu pracy w Rathenaw w Brandenburgii dał mu książkę "Amtlisches Material zum Massenmord von Katyn". Młody polski nauczyciel z Bielskiej Szkoły Przemysłowej również pochodził z Mazańcowic. Na liście zidentyfikowanych ofiar odnalazł swego kolegę i sąsiada - Roberta Buchcika. Po wojnie przekazał jego rodzicom, bratu i dwóm siostrom wiadomość o okolicznościach tej śmierci.
    Ekshumowane zwłoki Witolda Domiczka pozostały nierozpoznane, podobnie jak 1300 innych zamordowanych w katyńskim lesie. Informacja o jego śmierci była ukrywana przez Rosjan przez 50 lat. Jego nazwisko znajduje się na liście wywozowej z Kozielska, która Gorbaczow przekazał w Moskwie Jaruzelskiemu w 1990 roku.

    Fotografia Roberta Buchcika przetrwała u jedynego żyjącego bratanka. Wizerunek Witolda Domiczka jest wciąż tajemnicą. Dotarliśmy jedynie do zdjęcie, na którym prawdopodobnie jest nauczyciel Domiczek. Wykonano je między rokiem 1934 a 1937 podczas spotkania pedagogów i uczniów Szkoły Powszechnej nr 6 w Wielkich Hajdukach z pisarzem Gustawem Morcinkiem. Może ktoś rozpozna siebie lub osoby sportretowane, a co najważniejsze - wskaże Witolda Domiczka? Jego zmarły syn, Bogusław był chorzowskim lekarzem.

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Szloonzko Nacyjo uoo Ńjich ńy przepoomńi!

      Boczyma na Ńjich! (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 42 / 32


      Ańi uo jednym ś Ńjich ńy przepoomnyma!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Slonsko prowda

      mara slonsko (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 48 / 45

      Kaj som te richtige slonzoki co jich posuali do Rusa i na Sybir te som zapomniane
      Uo Lagrze na Zgodzie tyz mauo sie godo TAM GINYLI PRAWDZIWE SLUNZOKI !

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Do jasnej cholery jak mozna nazwac

      bezchonoru (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 59 / 47

      polonizatorow Slazakami w dodatku jeszcze z Krakowa.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      niy stond

      Sabina (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 50 / 47

      Ten tekst to poezja i polityczna (nacjonalistyczna) historia.
      1939: "usmiechanl sie na mysl" - blabla, bleble.

      A ten Krakowiak byl strasznie dumny z Ruchu.

      Ijej, i pelno takich...rozwiń całość

      Ten tekst to poezja i polityczna (nacjonalistyczna) historia.
      1939: "usmiechanl sie na mysl" - blabla, bleble.

      A ten Krakowiak byl strasznie dumny z Ruchu.

      Ijej, i pelno takich dezinformujacych zarcików.

      Byli importowani, byli antyslascy.



      Oczywiscie: czesc ich pamieci, czesc wszystkim.

      Ale oni nie byli naprawde "stad", sorry.
      Nigdy nie zapomnimy agresywnej, antyslaskiej
      ery/epoki tzw.grazynizmu, nigdy !


      I gdzie czesc i filmy i indywidualne rozczulanie sie
      np. nad 50-90000 Slazakami porwanymi
      do Workuty, Kuzbasu, Donecka ???!!zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      nie nasi

      Sabina (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 38 / 32

      Watpie, ze to Slazacy.

      Raczej kolonizatorzy.

      Witold zadna slaska matka nie nazwa wtedy syna.

      Ul.Jagieloska byla wtedy zamieszkala (nie tylko, ale glównie) przez Zydów.
      W ostatnich...rozwiń całość

      Watpie, ze to Slazacy.

      Raczej kolonizatorzy.

      Witold zadna slaska matka nie nazwa wtedy syna.

      Ul.Jagieloska byla wtedy zamieszkala (nie tylko, ale glównie) przez Zydów.
      W ostatnich miesiacach mieszkania byly czesciowo juz niezamieszkane
      albo przejete przez dziwnej masci obywatelów.

      1.9.39 zadnych "prowokacji" czy "dywersji" w Chorzowie (tez na tzw.obrzezach)
      jeszcze nie bylo, to bajki. Wprawdzie wczesniejsza wersja, ale niedawno obalona.

      itd.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama