Dr Tomasz Rzemieniuk: Po odzyskaniu świadomości nie pamiętają, że chcieli bić i demolować

    Tomasz Rzemieniuk

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Z dr Tomaszem Rzemieniukiem z Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu rozmawia Agata Pustułka.
    dr Tomasz Rzemieniuk

    dr Tomasz Rzemieniuk ©Agata Pustułka

    Pan jako jeden z pierwszych w Polsce zauważył, że tegoroczne wakacje będą przebiegać pod znakiem dopalaczy.
    Od 2013 roku w naszym szpitalu monitorujemy bardzo wnikliwie statystki dotyczące zatruć. Od wiosny tego roku zauważyłem rosnącą liczbę osób, które trafiają do nas po zażyciu dopalaczy. W tej chwili to wręcz "epidemia" na niespotykaną dotąd skalę - prawie codziennie przyjmujemy młodocianego pacjenta zatrutego dopalaczem.

    W jakim wieku najczęściej są pacjenci?
    W większości to osoby w wieku 15 - 17 lat, ale właśnie w ten weekend trafił do nas, zresztą po raz siódmy w tym roku , niespełna 13 -latek . Zresztą on jako jedyny przyznał się, że tym razem wziął "słynnego" Mocarza.


    Zwykle się nie przyznają ?
    Często trafiają do nas nieprzytomni, dosłownie zgarnięci z ulicy, z parku. Ktoś się ulituje, zadzwoni po pogotowie. Czasem robią to ich przerażeni koledzy. Zwykle pogotowie przyjeżdża w asyście policji, bo pacjenci są wyjątkowo agresywni, pobudzeni. Kiedy odzyskują przytomność rzucają się na personel, chcą bić, wszystko wokół siebie niszczyć, rozbijać. Używają wulgaryzmów. Nieraz trzeba wobec nich zastosować przymus bezpośredni, czyli zapiąć w pasy, co jest oczywiście obwarowane ścisłymi przepisami. Wtedy ani sobie, ani innym nie zrobią krzywdy. Niestety dzieje się to wszystko w obecności innych, nieraz bardzo małych pacjentów przebywających w szpitalu.

    To przecież dzieciaki. Dlaczego sięgają po dopalacze?
    Im wydaje się, że są młodymi dorosłymi. Niekiedy zdarza się, że przygoda z dopalaczem to jednorazowy wypadek. Gubi ciekawość, zachęta towarzystwa i po epizodzie w szpitalu taki człowiek już nie sięga po dopalacze. Teraz jednak mamy do czynienia z pewną modą, ale przede wszystkim dostępnością do tych trucizn. Wiadomo za posiadanie narkotyków grożą sankcje karne, a dopalacze traktowane są przez młodzież jako mniej szkodliwe, ale dające szybkiego "kopa". Na dodatek są w miarę tanie.

    Jak w ogóle leczyć tych pacjentów?
    Dopalacze czynią spustoszenie w wielu narządach: mózgu, wątrobie. U naszego ostatniego pacjenta stwierdziliśmy niewydolność nerek. Nie wiemy jeszcze, czy nie będzie wymagał dializoterapii. Zawsze, gdy podejrzewamy zatrucie, wykonujemy badania toksykologiczne. Niestety w przypadku dopalaczy wychodzą one... prawidłowo, gdyż związki użyte do ich produkcji nie są oznaczone. Nie możemy ustalić, co znajduje się w tej śmiertelnie niebezpiecznej mieszance. Takich pacjentów leczymy objawowo - przede wszystkim nawadniamy, podajemy im leki moczopędne, jeśli stwierdzamy cechy niewydolności nerek. Czasem wymagają "wyciszenia" farmakologicznego. Taka "kuracja" jest skuteczna i pacjent na następny dzień lub kolejnego dnia wychodzi do domu, albo... ucieka ze szpitala. Choć mamy świadomość, że zatrucie może prowadzić do zgonu.

    Uciekają?
    Bardzo często. Obawiają się naszej interwencji, interwencji policji, rozmowy z psychologiem. Nie są świadomi, że właśnie uratowalismy ich życie, uważają, że do szpitala trafili nie z własnej woli, to teraz świadomie go opuszczają. Najprawdopodobniej również nie chcą pogrążyć dostawców dopalaczy. Niestety wobec takich sytuacji jesteśmy bezsilni. Zresztą jak możemy udowodnić, że coś brał, skoro badania toksykologiczne wychodzą prawidłowo? Na tym polega perfidia i niestety skuteczność handlarzy dopalaczami. Z czym oczywiście wiąże się ich bezkarność. Bo przecież jak można wsadzić za kratki sprzedawcę "ozdób choinkowych" czy "produktów kolekcjonerskich", bo pod takimi nazwami ukrywają się m.in. te trucizny.

    No dobrze, ale gdzie są rodzice tych dzieciaków?
    Też się zastanawiam, czemu nie dziwi ich na przykład dwudniowa nieobecność i brak kontaktu w tym czasie z dzieckiem. Część tych biednych młodych ludzi pochodzi z patologicznych rodzin. Nimi nikt się nie interesuje. Taki chłopak, taka dziewczyna mają tylko jeden cel: "odlecieć" od otaczającej rzeczywistości jak najdalej. Niektórzy jednak rodzice, już po fakcie, nie mogą przyjąć do wiadomosci, jak ich syn czy córka mogli użyć dopalacza.

    Kiedyś wąchali klej, butapren, a dziś mają dopalacze. Świat idzie do przodu...
    A jeszcze niedawno mieliśmy problem z uzależnionymi od syropów przeciwkaszlowych, które po zastosowaniu w dużych dawkach też dawały "wymarzonego kopa". Od 1 lipca niepełnoletni nie mogą kupować tych preparatów, zaś dorośli w jednej aptece mogą kupić tylko jedno opakowanie bez recepty.

    To pana zdaniem wystarczające zabezpieczenie?
    Myślę, że dla chcącego nie ma nic trudnego, ale taki zakaz może chociaż trochę zniechęci. Nie wiem jednak jak można wygrać wyścig z chemikami produkującymi dopalacze.

    A jeszcze nie tak dawno problemem było nadużywanie przez młodzież alkoholu.
    Statystycznie, spadła liczba pacjentów, którzy trafiają do szpitala w stanie upojenia alkoholowego. Zdecydowanie przerzucili się na narkotyki (marihuane i amfetaminę), ale przede wszystkim na dopalacze. To także efekt poszukiwania wciąż nowych wrażeń.

    Rozmawiała: Agata Pustułka


    *Wybierz się na wycieczkę do nowego Muzeum Śląskiego ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO]
    *Dopalacz Mocarz zabija kolejne ofiary. Jest najsilniejszy i najgroźniejszy
    *Przepis na leczo SPRAWDZONY I NAJSZYBSZY
    *Śląska STREFA AGRO - nie tylko dla rolników. ZOBACZ KONIECZNIE
    *Śląska STREFA BIZNESU - wszystko o pieniądzach. ZOBACZ KONIECZNIE
    *Śląsk Plus. Górny Śląsk jest piękny ZDJĘCIA INTERAKTYWNE

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama