Magiczna siła stołu

    Magiczna siła stołu

    Marek S. Szczepański

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Magiczna siła stołu
    Stół, który na co dzień jest zwyczajnym meblem, w niedziele i święta, zwłaszcza te najważniejsze, pełni szczególną rolę. Jest bowiem ośrodkiem skupienia dla całej rodziny, także tych jej członków, którzy okazali się synami czy córkami marnotrawnymi, często niewidzianymi od lat. W tradycji wielkanocnej i bożonarodzeniowej ten pospolity mebel staje się miejscem życzliwego pojednania, spokojnego dialogu i - co tu dużo mówić - przesadnej i krytycznie ocenianej konsumpcji.
    Magiczna siła stołu
    Z niedowierzaniem spoglądamy później na wskazania łazienkowej wagi i przeklinamy własne słabości. Nikt jednak nie kwestionuje rodzinnej wspólnoty, niespiesznej rozmowy i przerwy w codziennym maratonie. Doceniając funkcje stołu, socjologowie warszawscy i śląscy przyjrzeli się zmianom w obyczajach biesiadnych w tych dwóch różnych regionach kraju. Różnice są wyraźne.

    Na Górnym Śląsku w dalszym ciągu dominują posiłki przygotowywane w domu, nawet, a może przede wszystkim, w przypadku rodzinnych uroczystości.
    Wciąż głównym aktorem kuchennych rewirów pozostaje kobieta, mimo że coraz częściej o prymat ten upominają się mężczyźni, przekonani o własnych talentach godnych Makłowicza, Okrasy czy Brodnickiego. Nadal dominują potrawy przygotowane wedle starych i skrzętnie przechowywanych receptur rodzinnych. Wciążtriumf święcą potrawy regionalne, choć tylko niepoprawny śmiałek kulinarny nie dostrzeże upowszechniania potraw z innych kręgów kulturowych, czasem nawet pozaeuropejskich. Nie bez przyczyny jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne punkty wydawania kebabów, tortilli, pizz czy dań orientalnych. Wyjścia do restauracji popularne są w sobotnie czy niedzielne popołudnia, a grillowanie stało się wyznacznikiem kuchennych rewolucji w regionie.

    W Warszawie wizytacje restauracji, barów i bufetów są rozłożone bardziej równomiernie i nie koniecznie weekendowo. Spotkania rodzinne przy stole związane są najczęściej z najważniejszymi świętami religijnymi. Zupełnie normalne są spotkania restauracyjne bez jakiejś specjalnej okazji czy okoliczności. Największym uznaniem cieszą się miejsca o szczególnej reputacji, modne, oferujące kuchnie narodowe i zachęcające do niespiesznej konsumpcji. Fast foody, w przeciwieństwie do slow foodów, stają się przestrzeniami gorszego sortu i podłych ocen. Firmy cateringowe pracują jak w ukropie, przygotowując specjalne oferty, bonusy i upusty. Bez trudu można zamówić wyszukane potrawy, jak i te nie wymagające szczególnie wrażliwych kubeczków smakowych. To tylko kwestia ceny i czasu oczekiwania. W modnych lokalach i na Śląsku, i w Warszawie konieczne są wyprzedzające rezerwacje miejsca, bo o nie szczególnie trudno w dniach świątecznych i weekendowych. Wdzięczni konsumenci walą drzwiami i oknami do restauracji, w której serwowane są dania przyrządzane na oczach oczekujących klientów.

    Adam Gessler, współwłaściciel restauracji "U kucharzy", świetnie tę koniunkturę zrozumiał i z szelmowskim uśmiechem mówi, po zwykłej wywrotce kelnerskiej, w wyniku której na podłodze wylądowały pysznie wyglądające eskalopki, że tam, gdzie jest kuchnia żywa, tam zdarzają się katastrofy. Może nie tak piękne, jak w unieśmiertelnionym przez Antoniego Quinna "Greku Zorbie", ale jednak. Sam mistrz kuchni z pełną gracją przysypał nieszczęsne eskalopki trocinami i zachęcił niedoszłych konsumentów do życzliwej cierpliwości. W tym samym budynku, u tego samego restauratora, kłębi się spory tłumek, konsumując w lokalu o bezpretensjonalnej nazwie "Przekąski", "Zakąski" śledzika w cenie 8 zł i stosowny do niego trunek o połowę tańszy. Jak mawia Gessler, główny bohater nietuzinkowego programu kulinarnego o wymownej nazwie "Wściekłe gary", taniej na Krakowskim Przedmieściu nie ma.

    Powoli na Śląsku i w jego stołecznym mieście kształtuje się mapa modnych i chętnie odwiedzanych miejsc gastronomicznych. Trochę do stołecznej metropolii jeszcze nam brakuje, ale ufam, że i w naszym świecie restauracyjne obyczaje biesiadne upowszechnią się wraz z rosnącą zamożnością mieszkańców, ich poszukiwaniem podniet smakowych i radości ze wspólnoty stołu, nie tylko w domowych warunkach. Choć dla wielu z nas jest ona najważniejsza i najlepszy nawet lokal jej nie zastąpi. A zatem bardzo spokojnych i familijnych świąt Wielkiejnocy, radości z biesiadowania, dobrych rozmów i konsumpcyjnej roztropności.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama