Rodzice pilnie poszukiwani!

    Rodzice pilnie poszukiwani!

    Magdalena Sekuła

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Na Śląsku jest 3212 dzieci, które przebywają w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, czyli domach dziecka (dane z pierwszego półrocza tego roku). Tylko niewielka część z nich nich jest pod opieką 55 zawodowych rodzin zastępczych.
    Takich rodzin jest za mało, a domy dziecka (których w regionie jest 71) są przepełnione. Dlatego co roku część dzieciaków jest zwyczajnie wywożona w inne części kraju, czyli tam, gdzie akurat jest miejsce. Dzieci z Siemianowic Śląskich trafiły nawet do placówek w Zakopanem, Augustowie czy Siedlcach!

    - W ubiegłym roku do innych miast powędrowało troje dzieci, a w tym już dwadzieścia sześć - mówi Wiesława Nowicka, kierownik sekcji ds. opieki nad dzieckiem chorzowskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Przyznaje, że ośrodek stara się, aby dzieci z Chorzowa trafiały do innych miast naszego województwa.

    Rozwiązaniem tego problemu powinna być instytucja zawodowej rodziny zastępczej: nie tylko dlatego, że jej funkcjonowanie pochłania mniej środków finansowych niż domy dziecka, ale i dzieci żyją w bardziej przyjaznych warunkach. I tu zaczynają się schody. W całym województwie takich rodzin jest naprawdę niewiele. W Chorzowie jest sześć, w powiecie tarnogórskim pięć, a w Świętochłowicach osiem.

    - To za mało - komentuje Nowicka. - Jeśli ta liczba nie będzie rosnąć, pojawią się problemy: nie można ciągle odsyłać dzieci do innych miast ani zwiększać liczby dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych.

    Tymczasem już w tym roku liczba dzieci w chorzowskim Domu Dziecka została przekroczona o dziesięć. Powinno tu być tylko sześćdziesiąt dzieciaków, jest siedemdziesiąt.

    Różne placówki różnie radzą sobie z problemem braku zawodowych rodzin zastępczych. Albo startują w konkursach rozpisywanych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej - ostatnio w efekcie rozstrzygnięcia takiego konkursu chorzowski OPS na akcję promocyjną rodzin zastępczych otrzymał 7 tysięcy złotych - albo próbują radzić sobie same.

    - Drukujemy ulotki i roznosimy je po mieście - przyznaje Iwona Makuła, kierownik działu pomocy dziecku i rodzinie OPS w Świętochłowicach.

    Zawodowa rodzina zastępcza otrzymuje wynagrodzenie na podstawie umowy zlecenia, które wynosi od 2600 złotych do 2960 złotych w zależności od liczby dzieci. Pieniądze wykładają gminy. Do tego doliczyć trzeba dodatkowo na dziecko poniżej siódmego roku życia 988 złotych, za starsze 658 złotych miesięcznie. Mimo to zainteresowanie tą formą zarobkowania jest niewielkie. Co ciekawe, zdaniem specjalistów jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy jest... spadek bezrobocia. W ciągu ubiegłego roku o jedną czwartą zmalała liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy na Śląsku (w maju 2007 roku było ich 199 tysięcy, rok wcześniej - 268 tysięcy). I jednocześnie mniej osób interesowało się tą formą pracy: bardzo dobrze widać to już na etapie szkoleń.

    - Tylko dwadzieścia procent szkolonych przez nas osób później zabrało do swoich domów dzieci. Osiemdziesiąt albo nie ukończyło szkolenia, albo ukończyło, a mimo to nie decydowali się na bycie zawodową rodziną zastępczą - przyznaje Nowicka.

    - Tę dysproporcję widać też w liczbach: w 2005 roku zawodowych rodzin było 94, rok później 126 a teraz już tylko 55 - wylicza Katarzyna Kuczyńska z biura prasowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
    Poza tym ludzie zwyczajnie boją się odpowiedzialności.

    - To właśnie strach i obawa przed porażką sprawiają, że niewiele osób decyduje się na taką formę pracy - przyznaje Jolanta Zaczyk, która od siedmiu lat prowadzi zawodową rodzinę zastępczą, a przez jej dom przewinęło się już dwadzieścia dwoje dzieci. - Poza tym trudne są też rozstania; bo czasem dziecko przebywa u nas miesiąc, a czasem osiem miesięcy. Radzimy sobie z tym tak, że utrzymujemy później z naszymi wychowankami kontakt.

    Nie jest tak, że rodziny są pozostawione same sobie: ośrodki pomocy społecznej zapewniają wsparcie psychologa i pomoc w załatwianiu urzędowych spraw, a także bezpłatne szkolenia dla osób, które chcą podjąć się pracy w ramach zawodowej rodziny zastępczej. Pomagają też gminy: szybko i zazwyczaj pozytywnie rozpatrując wnioski, chociażby o zamianę mieszkania na większe. - Wbrew pozorom wiele osób ta pomoc przeraża. Nie potrafią rozmawiać o swoich problemach - ocenia Zaczyk. - Jeśli chcemy być zawodową rodziną zastępczą, to trzeba się tego zwyczajnie nauczyć. Ale warto. Ja rok zastanawiałam się nad podjęciem tej pracy. Choć było ciężko, nie żałuję. Bo nie tylko mam stałą formę zarobkowania, ale też dzieci nauczyły mnie słuchać. I kochać.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama