Data dodania: 2011-06-24 13:08:31 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-06-24 16:14:27
Krzysztof Kluczniok (© ARC DZ)
Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2011 dobiega końca. Do tej pory przez internet spisało się ok. 11 proc. mieszkańców Polski. W jaki sposób GUS chce spisać wszystkich? - pyta w liście do Dziennika Zachodniego Krzysztof Kluczniok, członek Rady Naczelnej Ruchu Autonomii Śląska.
haos (gość), 02.07.11, 15:34:25
nikt z moich znajomych nikt ze znajomych z pracy nie został spisany jedna koleżanka się spisała przez internet reszta ponad 40 osób ( w tym z znajomi z pracy) wszyscy czekali na rachmistrza i co nikt nie przyszedł do ich znajomych tez nikt nie przyszedł to nie pis to mistyfikacja
odpowiedzi (0)
skomentuj... podobnie jest z uczestnikami forum Dz.Z. (gość), 27.06.11, 19:19:43
Cytat:
Ciekawie wyglądał spis na Słowacji:
http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/521003,spis_powszechny_po_slowacku_grozby_wobec_rachmistrzow_niechec_obywateli.html
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Ten-spis-okazal-sie-katastrofa-mieszkancy-sa-oburzeni,wid,13483138,wiadomosc.html
Jeśli chodzi o Polskę to wielokrotnie było powtarzane w mediach, że spis ludności i mieszkań 2011 będzie realizowany metodą mieszaną, czyli z wykorzystaniem systemów informacyjnych administracji publicznej oraz zbieranych danych.
Przewidziane zostały cztery sposoby pozyskiwania danych:
- rejestry administracyjne,
- internet,
- wywiad telefoniczny
oraz tradycyjny wywiad, przeprowadzany w domach mieszkańców przez rachmistrzów.
Spis przez internet oczywiście był dobrowolny.
Innymi słowy oznacza to, że jeśli nawet ktoś sam nie spisał się przez internet czy nie zostanie spisany przez rachmistrza to i tak dane o nim z rejestrów administracyjnych zostaną wprowadzone do systemu automatycznie (czyli zostanie "spisany", oczywiście w tym najbardziej podstawowym zakresie).
Dlatego sporo osób nie uświadczy rachmistrza w ogóle, a w szczególności osoby które mają zaplanowany urlop w tych ostatnich dniach lub te których rachmistrz nie zastał w domu.
-----------------------------------
A tak w ogóle, to największy prezent dla służb sprawiły osoby, które same spisały się przez internet (to nie tylko podany numer telefonu czy adres e-mail ale również dane identyfikacyjne komputera).
Te osoby naprawdę "wpadły w sieć" i nawet zmiana numeru telefonu oraz adresów elektronicznych zbyt wiele już nie da, gdyż danych retencyjnych oraz billingów już się nie usunie.
Jest to o tyle istotne, gdyż Polska stała się europejskim liderem w inwigilacji obywateli i większość metod inwigilacji jest poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą.
Polska w ilości pobieranych danych od teleoperatorów zdecydowanie wyprzedza wszystkie kraje UE.
W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i internetu.
To oznacza 27,5 zapytania na każdy tysiąc mieszkańców Polski. Dla porównania w Niemczech takich zapytań było tylko 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli ponad 100-krotnie razy mniej niż w Polsce.
Okazuje się, że w cywilizowanych krajach może być "normalniej" i np. w Niemczech, Trybunał Konstytucyjny uznał obowiązek retencji (dane abonentów, billingi, dane o miejscu pobytu, SMS-ach i połączeniach internetowych) za sprzeczny z konstytucją i retencji już nie ma, a wykrywalność przestępstw wcale nie spadła.
(Źródła:
http://wyborcza.pl/1,75478,9568207,Hossa_na_billingi.html
http://wyborcza.pl/1,75478,8634123,Nasze_billingi_i_internet_pod_lupa_sluzb.html
http://wyborcza.pl/1,75478,9461380,Kto_ograniczy_zagladanie_w_billingi.html)
Na szczeście przez internet spisało się tylko 12 % Polaków i widać tu wyraźną poprawę w stosunku do ilości osób umieszczających swoje dane osobowe oraz zdjęcia na portalach społecznościowych.
A może jest to efekt coraz większej świadomości potencjalnych zagrożeń i mijającej mody na Facebooka w bogatych krajach (np. uznany amerykański serwis internetowy Inside Facebook podał, że w maju Facebook w samej Ameryce stracił ok. 6 mln użytkowników, a w Kanadzie ok. 1,5 mln).
W kolejnym etapie stanie się czymś zupełnie oczywistym, że tak jak dawniej nie wpuszczało się do domu największych "plotkarek" na osiedlu, tak teraz nie będzie zapraszało się na imprezy osób,
które bez zgody uczestników umieszczają zdjęcia na n-k czy fb;)
odpowiedzi (0)
skomentujkrnąbrna owieczka;) (gość), 27.06.11, 07:23:39
Ciekawie wyglądał spis na Słowacji:
http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/521003,spis_powszechny_po_slowacku_grozby_wobec_rachmistrzow_niechec_obywateli.html
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Ten-spis-okazal-sie-katastrofa-mieszkancy-sa-oburzeni,wid,13483138,wiadomosc.html
Jeśli chodzi o Polskę to wielokrotnie było powtarzane w mediach, że spis ludności i mieszkań 2011 będzie realizowany metodą mieszaną, czyli z wykorzystaniem systemów informacyjnych administracji publicznej oraz zbieranych danych.
Przewidziane zostały cztery sposoby pozyskiwania danych:
- rejestry administracyjne,
- internet,
- wywiad telefoniczny
oraz tradycyjny wywiad, przeprowadzany w domach mieszkańców przez rachmistrzów.
Spis przez internet oczywiście był dobrowolny.
Innymi słowy oznacza to, że jeśli nawet ktoś sam nie spisał się przez internet czy nie zostanie spisany przez rachmistrza to i tak dane o nim z rejestrów administracyjnych zostaną wprowadzone do systemu automatycznie (czyli zostanie "spisany", oczywiście w tym najbardziej podstawowym zakresie).
Dlatego sporo osób nie uświadczy rachmistrza w ogóle, a w szczególności osoby które mają zaplanowany urlop w tych ostatnich dniach lub te których rachmistrz nie zastał w domu.
-----------------------------------
A tak w ogóle, to największy prezent dla służb sprawiły osoby, które same spisały się przez internet (to nie tylko podany numer telefonu czy adres e-mail ale również dane identyfikacyjne komputera).
Te osoby naprawdę "wpadły w sieć" i nawet zmiana numeru telefonu oraz adresów elektronicznych zbyt wiele już nie da, gdyż danych retencyjnych oraz billingów już się nie usunie.
Jest to o tyle istotne, gdyż Polska stała się europejskim liderem w inwigilacji obywateli i większość metod inwigilacji jest poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą.
Polska w ilości pobieranych danych od teleoperatorów zdecydowanie wyprzedza wszystkie kraje UE.
W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i internetu.
To oznacza 27,5 zapytania na każdy tysiąc mieszkańców Polski. Dla porównania w Niemczech takich zapytań było tylko 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli ponad 100-krotnie razy mniej niż w Polsce.
Okazuje się, że w cywilizowanych krajach może być "normalniej" i np. w Niemczech, Trybunał Konstytucyjny uznał obowiązek retencji (dane abonentów, billingi, dane o miejscu pobytu, SMS-ach i połączeniach internetowych) za sprzeczny z konstytucją i retencji już nie ma, a wykrywalność przestępstw wcale nie spadła.
(Źródła:
http://wyborcza.pl/1,75478,9568207,Hossa_na_billingi.html
http://wyborcza.pl/1,75478,8634123,Nasze_billingi_i_internet_pod_lupa_sluzb.html
http://wyborcza.pl/1,75478,9461380,Kto_ograniczy_zagladanie_w_billingi.html)
Na szczeście przez internet spisało się tylko 12 % Polaków i widać tu wyraźną poprawę w stosunku do ilości osób umieszczających swoje dane osobowe oraz zdjęcia na portalach społecznościowych.
A może jest to efekt coraz większej świadomości potencjalnych zagrożeń i mijającej mody na Facebooka w bogatych krajach (np. uznany amerykański serwis internetowy Inside Facebook podał, że w maju Facebook w samej Ameryce stracił ok. 6 mln użytkowników, a w Kanadzie ok. 1,5 mln).
W kolejnym etapie stanie się czymś zupełnie oczywistym, że tak jak dawniej nie wpuszczało się do domu największych "plotkarek" na osiedlu, tak teraz nie będzie zapraszało się na imprezy osób,
które bez zgody uczestników umieszczają zdjęcia na n-k czy fb;)
odpowiedzi (0)
skomentujBK (gość), 26.06.11, 10:18:15
To nie miejsce ani temat na takie szczegółowe rozważania. Jeżeli gdzieś napływa więcej funduszy z UE to widocznie tam władze samorządowe i przedsiębiorcy lepiej działają. Znam małe gminy w Polsce w których samorządowcy utworzyli Parki Przemysłowe i "ściagnęli" bardzo duże fundusze eurpoejskie i prywatne. To nie Warszawa to zrobiła... Chorzów ?, Wykaz projektów:http://rpo.slaskie.pl/mapa/ Pieniądze ?http://rpo.slaskie.pl/?grupa=1&art=1&id_m=1. Proszę sie zgłosić i poprawić statystyki... Przy prównywaniu sum w przeliczeniu na mieszkańca proszę brać pod uwagę gęstość zaludnienia w poszczególnych regionach. Górnym Ślask jest regionem bardzo gęsto zaludnionym.
Dopóki będzie istniał RAŚ i będzie wykorzystywał międzynarodowe imprezy do propagowania swoich ideii sprzecznych z interesem całego kraju, prawdopodobnie takich imprez na Górnym Śląsku będzie bardzo mało. Żaden kraj nie chce takiej "reklamy". Przykre, że jeszcze nie ma żadnej "Autonomii", a już zaczynają się takie podziały...
Na "Służbie Zdrowia" się nie znam, ale uważam że za dużo w niej sprzecznych interesów, pogmatwanych rozwiązań, marnotrastwa. To nie pacjent powiniem czekać na przyjęcie do szpitala, ale szpital na pacjenta. To nie pacjent powienien czekać na wizytę u lekarza, ale lekarz na pacjenta i ...jego pięniadze. Najgorsi, najdrożsi, najmniej efektywni odpadają z gry. Słowem najpierw trzeba by uzdrowić "Służbę Zdrowia" aby poźniej mogła uzdrawiać ludzi. Standard obsługi powinnien być podobny w całym kraju.
odpowiedzi (0)
skomentujReklama
Reklama
Czy pójdziesz na pielgrzymkę mężczyzn do Piekar?
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.