Gestapo miało około 2000 konfidentów

    Gestapo miało około 2000 konfidentów

    Grażyna Kuźnik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z prof. Ryszardem Kaczmarkiem, historykiem z UŚ w Katowicach, rozmawia Grażyna Kuźnik
    Minęło 69 lat od wybuchu II wojny światowej, a my nadal nie mamy pełnej wiedzy o konspiracji na Górnym Śląsku. A przecież ruch oporu działał na tej ziemi w tragicznych warunkach. Jak nigdzie indziej konspirację prześladowały wielkie wsypy i zdrady. Mnóstwo szpicli szukało ludzi podziemia, mimo to opór wciąż się odradzał...

    Ze źródeł śląskiego ruchu oporu wynika, że funkcjonowało tutaj co najmniej 2 tys. konfidentów gestapo. To była liczna i groźna grupa. Byli mocno osadzeni w swoim środowisku. Doskonale wiedzieli, kto ze znajomych miał za sobą propolską przeszłość i co robił w czasie wojny. Typowe dla Śląska było to, że mieszkańcy nie izolowali się od siebie.
    W takim środowisku trudno było zachować tajemnicę. Znaczenie miało oczywiście przygraniczne położenie tego terenu, Niemcy i Polacy mieszkali obok siebie. Szpiclem mógł okazać się każdy, podziały zdarzały się nawet w rodzinach.

    Donos oznaczał śmierć albo obóz. Konfidenci donosili dla pieniędzy?

    Zyski materialne odgrywały także rolę, ale i przekonania ideologiczne. One wpływały na to, że ktoś szedł na gestapo i sypał, bo wierzył w Hitlera. Ale konfidenci sądzeni po wojnie podawali głównie, że do współpracy zmuszani byli przez szantaż. Niemcy sporo wiedzieli o mieszkańcach Śląska, już przed wojną mieli w regionie siatkę swoich informatorów. Każdy hak przydawał się przy kaperowaniu agentów. Hitlerowcy prowadzili na Górnym Śląsku przemyślaną grę. Na terenie zurbanizowanego i uprzemysłowionego Górnego Śląska właściwie nie było partyzantki, działały grupy dywersyjne. Partyzanci działali później w Zagłębiu i w Beskidach, ale na całym Górnym Śląsku nie. Najłatwiej było rozbić ten ruch oporu poprzez wtyczki i grupę sprawnych konfidentów.

    Naprawdę bardzo skutecznych?

    Szpicel w Generalnym Gubernatorstwie miał trudniejszą sytuację niż na ziemiach wcielonych bezpośrednio do Rzeszy. Tam nie mógł liczyć na wsparcie otoczenia, panowała powszechna wrogość do okupantów. Na Górnym Śląsku tak nie było. Jeden z najgroźniejszych konfidentów, Paweł Ulczok, zeznawał, że odwiedzał siedzibę gestapo w centrum Katowic wcale się nie kryjąc. Nie miał z tego powodu problemów. W Warszawie to byłoby niemożliwe; budynek gestapo był pod stałą obserwacją ruchu oporu. Ktoś, kto by tam wchodził z ulicy i swobodnie wychodził, natychmiast byłby rozpracowany. Kontakty ludności z Niemcami na Śląsku były częstsze i nie musiały od razu budzić podejrzeń. Np. regulamin pozwalał hitlerowskim bonzom na przejazd przez śląskie miasta w samochodach z otwartym dachem, bez ochrony.

    Najgroźniejsi konfidenci śląscy?

    Myślę zawsze o pięciu nazwiskach. To Helena Mateja, Karol Seeman, Wiktor Grolik, Gerhard Kampert, Paweł Ulczok. Trzech ostatnich po wojnie przyznało się do winy, zostali osądzeni i skazani na karę śmierci. Wyroki wykonano. Mateja uciekła z kraju, jest poszukiwana listem gończym, dopiero niedawno okazało się, że żyje w Wielkiej Brytanii. Liczę na to, że w końcu złoży zeznania.

    Ile osób mieli na sumieniu?

    Śląski ruch oporu przeżył kilka wielkich wpadek, ale do strat dochodziło bez przerwy. W 1940 r. aresztowano kilkaset osób, większość zginęła w obozach i egzekucjach. Po wpadce w 1944 r. podziemie w inspektoracie katowickim już właściwie się nie odbudowało. Gestapo miało swoich agentów w dowództwie konspiratorów. Karol Seeman był dowódcą Armii Ludowej Obwodu V Śląskiego, wydał w ręce gestapo całe kierownictwo i podwładnych. Grolik i Kempert udawali, że założyli własne organizacje, by nawiązać kontakt z centralą. I choć ówczesnego komendanta inspektoratu AK w Katowicach, Wacława Stacherskiego-Nowinę ostrzegano przed Kempertem i Grolikiem, a i on miał wobec nich zastrzeżenia, jednak zaryzykował współpracę. Skończyło się klęską.

    Helenie Matei też nie każdy wierzył...

    Spotkałem w Wiedniu jej koleżankę szkolną. Ta pani wyjechała z Katowic w 1939 r., w 1940 r. wróciła i kiedyś na ulicy natknęła się na Matejankę. Usłyszała od niej, że nie powinna szukać z nią żadnego kontaktu. Wtedy tego nie rozumiała, dzisiaj można sądzić, że Mateja prowadziła już niebezpieczną grę.

    Wojskowy Sąd Specjalny Śląskiego Okręgu AK wydał na nią wyrok śmierci. Zna pan choć jeden wyrok, który wydany został bez uzasadnienia?

    Nie, żadnego. Sprawy agentów były dokładnie badane, dowody musiały być bardzo mocne. Agenci nie mogli czuć się bezpieczni, w końcu dochodziło do zdemaskowania i likwidacji. Gestapo przesuwało konfidentów często na inny teren. Mateja najpierw działała w katowickiej konspiracji. Została aresztowana, potem wypuszczona w niejasnych okolicznościach. Po zdradzeniu dowództwa podziemia, kiedy już zrobiła swoje, wyjechała do Wiednia.

    Twierdziła, że chronił ją gestapowiec Breuche. Robił to bezinteresownie, bo nie była ani jego kochanką, ani nie udzielała mu informacji.

    Chodzi o Paula Breuche czy też Baucha, bo w zeznaniach Ulczoka występuje i pod tym drugim nazwiskiem. W jego gestii leżało zwalczanie podziemia na Śląsku. Miał spore sukcesy, nie był sentymentalny w tej pracy. Niestety, nic o nim nie wiadomo, bo po wojnie zapadł się pod ziemię. Jego zeznania byłyby bardzo cenne. Można by je skonfrontować z tym, co mówił Ulczok. A on twierdził, że Mateja była konfidentką. Ulczok nic na tym nie zyskiwał, bo jego sprawa była już przesądzona.

    Czy kiedyś dowiemy się prawdy?

    Jeśli chodzi o Górny Śląsk, jest to o tyle trudne, że zaginęły dokumenty ze śląskiego gestapo, nie ma zeznań esesmanów, którzy prowadzili walkę z podziemiem, a funkcjonariusze gestapo w Katowicach nigdy nie stanęli przed sądem. Johannes Thümmler, szef katowickiego gestapo, dożył spokojnie swoich dni w Niemczech. Mamy tylko cząstkowe materiały źródłowe i zeznania, głównie polskich świadków. Wiemy, że hitlerowskie archiwa dotyczące Górnego Śląska i Zagłębia zostały wywiezione w głąb Rosji i znajdują się w moskiewskim archiwum. Może są tam i dokumenty katowickiego gestapo. Niestety, nie mamy na razie żadnych możliwości, żeby je zbadać. A na pewno dla historii II wojny światowej byłyby bezcenne.

    Prof. Ryszard Kaczmarek (49), historyk, badacz dziejów Górnego Śląska w XIX i XX w., absolwent i wykładowca UŚ, autor pracy "Górny Śląsk podczas II wojny światowej" (2007)

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Polakowsko propaganda

    Chorzowjok (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    "Byli mocno osadzeni w swoim środowisku. Doskonale wiedzieli," Bo po prostu byli miejscowymi, Slazakami.

    Czego nie da sie powiedziec o wiekszosci polskiego tzw."slaskiego" ruchu oporu. (Zreszta, o...rozwiń całość

    "Byli mocno osadzeni w swoim środowisku. Doskonale wiedzieli," Bo po prostu byli miejscowymi, Slazakami.

    Czego nie da sie powiedziec o wiekszosci polskiego tzw."slaskiego" ruchu oporu. (Zreszta, o Wozniczce tez nie.)
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo