Ważne
    Listy do redakcji: Gdzie Ślązaków dwóch

    Listy do redakcji: Gdzie Ślązaków dwóch

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Listy do redakcji: Gdzie Ślązaków dwóch

    ©arc.

    Przeczytałem dwa listy rdzennych Ślązaków, które ukazały się na łamach DZ i sprzeciwiały się uznaniu języka śląskiego - napisał nasz Czytelnik. Czytajcie jego list o języku śląskim.
    Listy do redakcji: Gdzie Ślązaków dwóch

    ©arc.

    Jestem mocno zaskoczony tym, że będąc Ślązakiem z dziada-pradziada, operując biegle gwarą śląską, można tak emocjonalnie demonstrować swoją niechęć do czegoś, z czego powinno się być dumnym.

    Po słowach prof. Jana Miodka - niepopierającego powstania języka śląskiego - sam nieco zwątpiłem w sens tego przedsięwzięcia, ale - w odróżnieniu od takich postaw, jak prezentowane przez cytowanych Ślązaków - całkiem spokojnie do tego podchodzę. Przecież świat się z tego powodu nie zawali.

    WIĘCEJ O JĘZYKU ŚLĄSKIM I JEGO NAUKOWYCH PERYPETIACH



    Ale żeby tak stanowczo angażować się przeciwko zdecydowanej większości swoich kumpli z podwórka, familoków i osiedli... Jestem po prostu zdziwiony i jest mi - tak po ludzku - przykro.

    Oprac. JJ
    Edward P. z Katowic

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Mjodek, jedyn ze "katrupićeli" Godki!

      DANGA (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 7



      Rada Języka Polskiego nie chce chronić śląszczyzny.

      Tŏwarzistwo Piastowaniŏ Ślōnskij Mŏwy DANGA komentuje stanowisko Rady Języka Polskiego w sprawie śląskiego języka...rozwiń całość



      Rada Języka Polskiego nie chce chronić śląszczyzny.

      Tŏwarzistwo Piastowaniŏ Ślōnskij Mŏwy DANGA komentuje stanowisko Rady Języka Polskiego w sprawie śląskiego języka regionalnego.

      „Danga” ze smutkiem przyjęła do wiadomości oficjalne stanowisko Rady Języka Polskiego, według którego mowa śląska nie spełnia formalnych wymogów, aby mogła zostać uznana za język regionalny.Członkowie Rady dochodzą w swojej opinii do wniosku, iż język używany tradycyjnie przez mieszkańców Górnego Śląska jest dialektem śląskim języka polskiego, który to jest w Polsce językiem urzędowym. Zwracają oni uwagę, że w myśl ustawy o języku regionalnym oraz Europejskiej Karty Języków Mniejszościowych i Regionalnych język regionalny musi się różnić od języka oficjalnego oraz że ustawa nie obejmuje dialektów oficjalnego języka państwa.

      „Dangę” dziwi łatwość, z jaką Rada formułuje takie wnioski. Argumentacja przytaczana w opinii Rady mniej lub bardziej świadomie powiela zamieszanie terminologiczne, którego ofiarami jesteśmy wszyscy od kilkudziesięciu lat. Zależnie od sytuacji i retorycznej potrzeby, pojęciu język polski raz nadaje się znaczenie szerokie, obejmujące wszystkie jego odmiany, a raz znaczenie wąskie, obejmujące jedynie standard literacki. Jeśli śląskojęzyczna społeczność domaga się praktycznych działań dla ochrony swej mowy, wówczas argumentuje się, że śląszczyzna jest wariantem języka polskiego, który jako język państwowy ustawowo podlega ochronie i wobec tego problem nie istnieje. W praktyce jednak cały aparat państwowy, a w szczególności system edukacyjny, traktuje wszelkie odmiany języka różne od standardu literackiego jako elementy obce i niepożądane, eliminując z języka młodzieży m. in. wszelkie „gwaryzmy” i „dialektyzmy”. Jeśli pojęcie język polski obejmuje śląszczyznę i wszystkie dialekty, wówczas językiem oficjalnym państwa nie jest tak rozumiany „język polski”, lecz tylko jedna z jego odmian – polszczyzna standardowa (literacka), tzw. dialekt kulturalny. Mowa śląska nie jest jednak ani odmianą ani pochodną polszczyzny literackiej.

      Dyskryminacja oraz rugowanie naszego języka etnicznego należy do najbardziej przykrych zbiorowych doświadczeń kilku pokoleń Ślązaków. Tym bardziej dziwi stwierdzenie Rady, że ogromna większość społeczeństwa polskiego uważa śląszczyznę za język polski. Czyżby więc Polacy sami niszczyli swój język?

      W państwie, w którym nie ma tradycji kultywowania dialektów oraz gdzie dialekty praktycznie wymarły, społeczność śląska trwająca przy swoim etnicznym języku staje się faktycznie mniejszością językową. Za uznaniem śląszczyzny za język regionalny przemawiają również argumenty socjolingwistyczne – przede wszystkim wola sporej grupy użytkowników wyrażona w spisie powszechnym oraz działalność organizacji regionalnych.

      „Danga” uważa, że kryterium „spełnienia wymogów” jest zależne od wielu interpretacji. Stwierdzamy ze smutkiem, że większości tych interpretacji Rada dokonała na niekorzyść śląszczyzny, za czym kryje się zła wola oraz brak zainteresowania zachowaniem śląskiej mowy jako żywego języka.

      „Dangę” dziwi, z jaką pewnością siebie językoznawcy wcielają się w rolę prawników, dokonując wykładni prawa, w tym prawa europejskiego. Gdyby Europejska Karta Języków Mniejszościowych i Regionalnych zabraniała uznawania dialektów „oficjalnego języka państwa” za języki regionalne, to wówczas niektóre uznane języki regionalne w Europie nie miałyby prawa istnieć, gdyż – w rozumieniu Rady – nie spełniają „formalnych wymogów”. Wymienić tu można takie języki jak Lowland Scots oraz Ulster Scots (dialekty angielskie w Szkocji i Irlandii Płn.) czy język dolnoniemiecki w Niemczech.

      Zapis karty, iż „nie obejmuje ona dialektów oficjalnego języka”, należy interpretować w ten sposób, że nie ma obowiązku uznawania wszystkich dialektów i odmian regionalnych. Karta daje państwom wolną rękę: to państwa same określają na drodze decyzji politycznej, którym etnolektom pragną nadać status języka oraz w jaki sposób chcą umocnić ich pozycję w społeczeństwie. Śląszczyzna spełnia wszystkie wymogi, żeby w ten sposób stać się językiem regionalnym. Rozstrzygającym argumentem nie powinno być wyliczanie jej cech wspólnych z dialektami małopolskim czy wielkopolskim, lecz wola polityczna społeczeństwa. Porównania takie nie mają sensu także dlatego, że żaden z tych dialektów nie jest oficjalnym językiem w Polsce. To nie dialekty małopolski i wielkopolski ekspandują na tereny śląskie, lecz polszczyzna literacka!

      Zamiast zasłaniać się formalizmem znaczeniowym definicji lingwistycznych, zarówno rząd jak i Rada Języka Polskiego powinni odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: Czy pragną tego, żeby dziedzictwo językowe Górnego Śląska trwało i rozwijało się nadal, czy też wolą, żeby uległo ono asymilacji z polskim językiem standardowym, tak jak w zasadzie stało się to już z przytoczonymi w opinii dialektami małopolskim i wielkopolskim? Śląszczyzna zatraca obecnie swoje tradycyjne odrębności w zastraszającym tempie. „Danga” uważa, że można i należy ten proces zatrzymać poprzez zorganizowane działania: oficjalne uznanie przez państwo, kodyfikację oraz powszechną edukację.

      Niestety, wielu członków Rady Języka Polskiego w publicznych wypowiedziach dowiodło nieraz, jak niską pozycję w ich hierarchii wartości zajmuje troska o dalsze trwanie polszczyzny rozumianej szeroko, ze wszystkimi odmianami dialektalnymi i gwarowymi. Prof. Jan Miodek wypowiedział się na łamach „Dziennika Zachodniego” (numer z 25 marca 2010 r.): „Gwary wymierają. Konkurs na Ślązaka Roku to skansen”. Prof. Jerzy Bralczyk posłużył się argumentem zupełnie pozajęzykowym: wg niego uznanie śląszczyzny za język regionalny kryje w sobie niebezpieczeństwo, że również Podhalanie upomną się o swój język. W podobnym duchu wypowiedziała się prof. Dorota Simonides na konferencji „W kręgu śląskiej kultury, tradycji i dialektu”, posuwając się do absurdalnej krytyki państwa polskiego za to, że podpisało Europejską Kartę Języków Mniejszościowych i Regionalnych. Prof. Simonides uważa bowiem, iż w ten sposób toruje się drogę do rozpadu dialektalnego języków. Jest to pogląd zupełnie antynaukowy! Obszary dialektalne wykształciły się w zamierzchłych czasach i nie są dziełem polityków europejskich. Ponadto przypominamy, że jeszcze nigdy polski obszar językowy nie był tak jednolity, a tradycyjny dialekt śląski w tak złej kondycji jak dziś. Przewodniczący Rady prof. Andrzej Markowski wypowiedział się na łamach Dziennika Zachodniego: „Należy szanować odrębność śląszczyzny, należy pisać w tym języku, należy propagować folklor śląski, ale stanowisko Rady (…) jest takie, że nie można uznać śląszczyzny za język regionalny”. Wypowiedź ta jest sprzeczna z logiką: Jeśli należy pisać po śląsku, to dlaczego Rada zajmuje stanowisko, które utrudnia powszechną edukację śląskojęzyczną i zwalnia państwo od obowiązku jej wprowadzenia? Jeśli należy szanować odrębność śląszczyzny, to dlaczego Rada swoim radykalnym wyrokiem („nie można”) tejże odrębności nie uszanowała? Ponadto trzeba wyraźnie powiedzieć: tradycyjna śląska mowa to nie folklor. Pokolenia Ślązaków, dla których jeszcze była głównym językiem, nigdy jej tak nie postrzegały.

      Rada Języka Polskiego nie ustaje w podkreślaniu polskiego charakteru górnośląskiej tradycji językowej. Do największych paradoksów współczesnej polityki językowej należy fakt, iż ciało to jednocześnie z taką zaciętością sprzeciwia się podniesieniu statusu owej śląskiej polszczyzny – ponoć odmiany języka, który nosi we własnej nazwie. Gdyby członkowie Rady własne słowa traktowali poważnie, widzieliby w nas sojuszników i partnerów w niełatwym dziele przekazywania języka następnym pokoleniom. Bo przecież kto ma mówić na co dzień po śląsku i przekazywać ten język dzieciom i wnukom, jeśli nie ci, którzy jeszcze są w tej mowie zakorzenieni oraz związani z nią emocjonalnie? Należałoby w tym miejscu zapytać: Czy w Radzie jest chociaż jedna osoba, która posługuje się na co dzień w rodzinie polszczyzną dialektalną i która nauczyła tego języka swoje dzieci i wnuki? Ze smutkiem konstatujemy, że nasze towarzystwo w działalności na rzecz śląszczyzny nie ma w Radzie żadnego oparcia.

      Odnosimy ponadto wrażenie, że pewne środowiska w sprawie naszego języka zabierają głos dopiero wtedy, gdy chodzi o to, aby utemperować niesfornych Ślązaków. Na co dzień konstruktywnych działań na rzecz śląskiej mowy brak. Wydaje się, że członkowie rady, choć nie mają odwagi przyznać tego otwarcie, tak naprawdę nie chcą zachowania mowy śląskiej jako żywego języka. Mowa śląska jest przez Radę traktowana jedynie instrumentalnie – jako polityczny argument za polskością Śląska. Do tego żywy język nie jest potrzebny – wystarczy „piękna staropolska skamielina” opisana w specjalistycznej literaturze lub ograniczona do folkloru. Taka postawa niweczy być może ostatnią szansę rewitalizacji śląskiej mowy.

      http://www.danga.pl/?p=890
      zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      do prof.p.Miodka

      richard (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 4

      Panie prof.,powiem po slonsku bo zna pan slonski: ZAPOMNILOL WOL JAK CIELECIEM BOL!!!
      Jezeli ingsi jezykoznawcy unali jezyk slonski to czymu pan oponuje??? Po slonsku to sie nazywo:SRO DO...rozwiń całość

      Panie prof.,powiem po slonsku bo zna pan slonski: ZAPOMNILOL WOL JAK CIELECIEM BOL!!!
      Jezeli ingsi jezykoznawcy unali jezyk slonski to czymu pan oponuje??? Po slonsku to sie nazywo:SRO DO WLANNEGO GNIOZDA! Pozatym te pana wywody ,ze slonski to odlam polskego to z tego kozdy slonzok sie usmieje.Bo skond pochodzi slowo "Zymla",kniolzdac" i ingsze bo na pewno nie z polskego.Ale profesory wszystko lobrocom na swoje.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Farbowany rotfuks, tyn Mjodek!

      A ńy żodyn Schlesier. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 3


      Na placu Go naucyli po szlonzku i terozki srogi "fachmona" zgrywo?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Może to sprawa pogody,

      von Hugoberg (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 7 / 8

      ale nie zrozumiałem.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama