Runął szyb, ewakuowano górników

    Runął szyb, ewakuowano górników

    M. Wroński, K.Piotrowiak

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Głęboki na kilkaset metrów lej pozostał po szybie wentylacyjnym kopalni Szczygłowice. Konstrukcja zawaliła się w czwartek po godzinie 4 rano. Uszkodzona została stacja wentylacyjna, stacja transformatorów i służący do odprowadzania powietrza z wyrobisk dyfuzor.
    Z powodu zakłócenia systemu wentylacji z górniczych chodników ewakuowano ponad czterystu pracujących na porannej zmianie górników. Wstrzymano też wydobycie na wszystkich ścianach KWK Szczygłowice i pobliskiej kopalni Knurów. Przyczyny zdarzenia bada komisja Wyższego Urzędu Górniczego oraz inspektor nadzoru budowlanego.

    Podczas katastrofy w budynkach stacji przebywało dwóch pracowników - obaj zdążyli na czas uciec z pękających budynków.
    Nic nie stało się również żadnemu z czterystu ewakuowanych górników. Dla nich był to szok. Waląca się konstrukcja zadziałała jak gigantyczny tłok, który z olbrzymią siłą wtłoczył masy powietrza do wyrobisk.

    - Uderzył w nas taki podmuch, że ludzie się przewracali, przesuwały się 800-kilogramowe maszyny. Natychmiast zrobiło się ciemno, bo podmuch przyniósł olbrzymią ilość pyłu. Zaczęliśmy uciekać - opowiada jeden z ewakuowanych górników.

    Szyb wentylacyjny nr V powstał w 1973 roku. Według górniczych kryteriów był jeszcze stosunkowo nową konstrukcją. Głęboka na 650 metrów "studnia" połączona ze stacją wentylatorów i dyfuzorem służyła do odprowadzania zużytego powietrza z podziemnych wyrobisk (wtłaczano je tam z tzw. szybu wdechowego w centralnej części kopalni). Szyb nie zawierał żadnej aparatury ani urządzeń, które mogłyby runąć do wnętrza, niszcząc cokolwiek na jego dnie. Obsługiwał ściany KWK Szczygłowice i Knurów.

    O tym, że z szybem V KWK Szczygłowice są kłopoty wiadomo było od dawna. Pierwsze problemy z konstrukcją pojawiły się już w latach 70., kiedy szyb był pogłębiany. Problemem zajmowali się od jakiegoś czasu specjaliści Politechniki Śląskiej. Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki, tłumaczy, że być może kiedy budowano szyb, zaprojektowano konstrukcję nieadekwatną do warunków geologicznych.

    Przedstawiciele Kompanii Węglowej oficjalnie przyznają, że sygnały o zagrożeniu szybu pojawiły się półtora tygodnia temu. 26 sierpnia okazało się, iż kawałki tzw. obmurza szybu odpadają do środka (dwa dni wcześniej zarządzono kontrolę wszystkich szybów w kopalniach KW).

    - Zleciliśmy roboty zabezpieczające. Miały się rozpocząć w najbliższą niedzielę. W międzyczasie objęliśmy też szyb codzienną kontrolą przy użyciu sześciu kamer. Ani razu nie stwierdziliśmy niczego niepokojącego - zapewniał podczas wczorajszej konferencji prasowej Mirosław Kugiel, prezes Kompanii.

    Zapewnień prezesa nie potwierdzają jednak górnicy. Wedle ich relacji, z powodu kłopotów z wentylacją, w ciągu minionego tygodnia regularnie dochodziło do ewakuowania ich z wyrobisk.
    - W środę wieczorem dyspozytor nakazał wyłączyć taśmy i natychmiast wracać pod szyb. Tam usłyszeliśmy: koniec zagrożenia, wracajcie do pracy. Powietrze było jednak coraz gorsze. Coraz więcej było w nim pyłu. Prawie w ogóle nie czuć było podmuchu - relacjonuje Paweł, jeden z napotkanych przez nas przed kopalnianą bramą górników.

    - Przecież dyrektor kopalni i główny inżynier urządzeń szybowych musieli wiedzieć, jaka jest sytuacja. Pewnie liczyli jednak, że nic się nie stanie. Jak to w górnictwie. Ważne jest tylko wydobycie - dodaje kolejny z pracowników.

    O stanie szybu piątego dużo wie dr Henryk Kleta z Politechniki Śląskiej. Tydzień temu został wezwany do kopalni. Został poproszony o udział w komisji ds. zagrożeń naturalnych. - Powiedziono mi, że coś się dzieje. Szyb był stale monitorowany, dlatego nikt nie zginął - mówi.

    Kleta od lat interesował się szybem V. Prowadził w nim badania i napisał kilka artykułów na ten temat. - Rzeczywiście, już w latach 70. pojawiły się pierwsze problemy, które mają związek ze złożoną budową geologiczną tego rejonu. Kilkakrotnie pękała obudowa szybu, którą sukcesywnie starano się naprawiać - tłumaczy.

    Kleta wykonał symulację komputerową i zaproponował rekonstrukcję szybu poprzez uzupełnienie ubytków i nałożenie pierścieni stalowych. Niestety, nie zrobiono tego.

    Górnicy i przedstawiciele spółki są zgodni co do jednego: czwartkowa katastrofa to wyjątkowe zdarzenie w polskim górnictwie (do podobnego zdarzenia doszło w kopalni Pniówek, ale tam skala była zdecydowanie mniejsza).

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama