Dla 3-letniego Jakuba festiwal Silesia in Love był pierwszym w życiu. Rodzice zabrali chłopca na Duży Krąg Taneczny w WPKiW na jedyny w kraju dzienny przegląd muzyki elektronicznej.
- Te dźwięki pełnią funkcję takiego miejskiego bluesa. Opowiadają nam, co się aktualnie dzieje. Mam nadzieję, że synowi się spodobają - przyznaje Marcin Grundszot, tata Jakuba.
Festiwal rozpoczął się w samo południe. W rytm muzyki techno jej miłośnicy bawili się przez dziesięć godzin.
ZOBACZCIE ZDJĘCIA Z FESTIWALU SILESIA IN LOVE
- Z ankiet wynika, że docelowym odbiorcami są osoby, które już pracują i stać je na wyjazd za granicę na największe europejskie festiwale - mówi Aneta Kupczak z agencji MPT Mayday Polska.
- Dlatego, aby ich zatrzymać, musimy podnosić poziom imprez w kraju. I dzięki temu nasz rynek jest coraz bogatszy - dodaje.
Na imprezie nie zabrakło osób oryginalnie ubranych, choć - jak przyznają uczestnicy - złote lata przebierania się na takie festiwale już dawno minęły. Sara Bartnik z Czeladzi założyła duże białe okulary, kolorową bluzkę i dwa kolczyki na wysokości ust. - Ważne żeby się dobrze czuć. A strój? Przede wszystkim musi być wygodny.
Impreza w swojej formie nawiązuje do niemieckiego festiwalu Ruhr in Love.
- Na razie nie można ich porównywać. Tam didżejów jest kilka razy więcej, a zamiast asfaltu - trawa. Mam jednak nadzieję, że ta impreza będzie się u nas rozwijać - mówi Alan z Tarnowskich Gór, który od kilkunastu lat bywa na przeglądach w Niemczech i Holandii.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera