"Dzieje grzechu" polskiego futbolu

    "Dzieje grzechu" polskiego futbolu

    Antoni J. Bohdanowicz

    Polska

    Polska

    Lato ma szczególne miejsce w polskiej piłce. Tym razem nie chodzi nam o prezesa Grzegorza, tylko o porę roku, w której nasze kluby dokonują cudów i dają się ogrywać drużynom z egzotycznych lig. W ostatniej dekadzie kompromitowaliśmy się w krajach bałtyckich, na Kaukazie, dotarliśmy nawet na azjatyckie stepy. Czasami nie wiemy, czy z tego powodu śmiać się, czy płakać .
    Co roku, zamiast zastanawiać się jak daleko nasze kluby zajdą w europejskich pucharach, martwimy się o to, czy nie dojdzie do kolejnego blamażu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często polskie drużyny dostosowują się do poziomu rywali. Zupełnie jakby piłkarzom po prostu brakowało umiejętności. I ambicji.

    Grzegorz Lato: Chętnie przytuliłbym te 11 milionów euro

    Widać to było w meczu Jagiellonii z Irtyszem Pawłodar. Taktyka -"American Soccer Movie" (amerykański film piłkarski) - czyli biegniemy w jednej masie za tym, co ma piłkę. Na srebrnym ekranie to działa. Rywale ładnie się przewracają, a piłka trafia do siatki biednego grubego bramkarza. W prawdziwym meczu po prostu szybko tracimy piłkę. Tak więc rozpoczynamy nasze redakcyjne "Dzieje grzechu".

    Równo dziesięć lat temu marząca o podboju Europy Pogoń Szczecin Sabriego Bekdasa przegrała z islandzkim Fylkirem Reykjavik. Pamiętamy także mecze GKS-u Katowice z Cementarnicą Skopje czy Wisły Płock z FK Ventspils. Obie nasze eksportowe drużyny odpuściły sobie te spotkania. Po dwóch remisach, mając gorszy bilans bramkowy, pożegnały się z pucharami.

    Jeszcze większy wstyd przyniósł nam Lech Poznań. Niedawni mistrzowie Polski potrafili swego czasu przegrać z drugoligowym wówczas zdobywcą Pucharu Rosji Terekiem Grozny. Wymówka, że Czeczeńcy budowali wówczas silną ekipę jest dla nas - delikatnie mówiąc- nie do zaakceptowania. Jednak jeszcze "efektowniej" wyglądał pucharowy debiut Franciszka Smudy w roli trenera Kolejorza. Odłóżmy na bok wspomnienia o "wielkim Lechu, który tak pięknie" grał niedawno w pucharach, ogrywając w nich m.in. Manchester City. Tiraspol coś wam mówi? Słysząc tę nazwę, każdy na starym rynku w Poznaniu powinien zakryć twarz ze wstydu. Nie dość, że pierwszy mecz Kolejorz przegrał na wyjeździe 0:1, to u siebie dał pokaz niemocy...

    14 tysięcy widzów zebrało się na Bułgarskiej, by obejrzeć "debiut" nowo powstałego Lecha. Mówimy tak, bo to był rok, w którym połączył się on z Amicą Wronki. Wynik z Mołdawii uznano za wypadek przy pracy, a debiut Smudy w Poznaniu miał się zacząć od pogromu. I się zaczął. Zawodnicy z Tiraspolu gładko wygrali 3:1. To chyba największy blamaż w historii Lecha.

    Jednak nie możemy tylko uderzać w Kolejorza, bo mistrzem kompromitacji jest aktualny mistrz kraju. Wisła w ostatnich latach nie tylko regularnie zdobywała trofea, ale również regularnie latem odpadała z europejskich pucharów.

    Lista jest długa, dlatego zaczniemy od najświeższej wpadki Wisły, która miała miejsce na azerskiej ziemi. To znaczy, najpierw w Polsce doszło do kompromitacji, bo przegraliśmy 0:1. Rewanż miał jednak pokazać, że to był wypadek przy pracy. Nie pokazał. Biała Gwiazda przegrywała do przerwy 0:3. Ostatecznie zdobyła dwie bramki, ale to nie wystarczyło. Snujący plany o powrocie wielkiej piłki pod Wawel trener Henryk Kasperczak musiał zrezygnować z pracy.

    Można złośliwie powiedzieć, że to dla niego nic nowego. Wydaje nam się, że wręcz pokochał zakaukaskie klimaty, bo już wcześniej stracił posadę w Wiśle po blamażu w tamtym regionie. W 2004 roku Biała Gwiazda spadła z hukiem w dwumeczu z Dinamem Tbilisi. Już wynik pierwszego spotkania mógł straszyć, bo mistrzowie Polski ledwo wygrali 4:3. W drugim było jeszcze gorzej. Przegrali 1:2 i pożegnali się z Pucharem UEFA. Potem również z Kasperczakiem.

    Oczywiście zaraz pojawią się głosy krytyki, że dziennikarze z Warszawy są selektywni i pewne kwestie przemilczają... Nie myślcie, że staramy się nasze wpadki zamieść pod dywan. Pamiętamy słynny występ Legii z Vetrą Wilno w Pucharze Intertoto w 2007 roku. Do przerwy przegrywaliśmy 0:2. Ostatecznie było 0:3. Po walkowerze.

    Powód? "Kibice" Legii sfrustrowani wynikiem i rozochoceni spożywaniem napojów wyskokowych, dokonali inwazji na murawę. Kiepsko zabezpieczony stadion Vetry (brak barierek otaczających boisko i zbyt mała liczba ochroniarzy), na który wpuszczono zbyt dużo sympatyków warszawskiej ekipy, stał się areną żenującego spektaklu. Złośliwie (znów) można podsumować, że wyrzucenie przez UEFA Legii z pucharów oszczędziło jej dalszych kompromitacji.

    Lista grzechów jest dłuższa. Przed Jagiellonią z Kazachami przegrywali piłkarze Polonii Warszawa. Odra Wodzisław potrafiła odpaść z irlandzkim Shamrock Rovers. Tutaj od razu przypomnimy Panu Kulczykowi, który swego czasu chciał kupić zespół irlandzkiej Premiership, że na Zielonej Wyspie jedyny międzynarodowy sport (prócz uwielbianych zawodów Gaelickich) jaki jest tam popularny to rugby. Nawet nasza ekstraklasa jest od irlandzkiej lepsza. Mamy nawet lepsze stadiony.

    W ostatniej dekadzie kompromitowaliśmy się w krajach bałtyckich, na Kaukazie i azjatyckich stepach.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama