Ślązacy pomagają Kresom

    Ślązacy pomagają Kresom

    Katarzyna Wolnik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z Antonim Mrycem, szefem komisji charytatywnej Towarzystwa Miłośników Lwowa w Bytomiu, rozmawia Katarzyna Wolnik
    Wrócił pan z górnikami kopalni Bobrek, z kolegami ze związku Kadra, z wyprawy charytatywnej na Ukrainę. Mieszkający na Kresach Polacy od lat mają przyjaciół w Ślązakach...

    Bytomskie Towarzystwo Miłośników Lwowa organizuje pomoc Kresom od chwili powstania, czyli od 20 lat. Wozimy tam żywność, odzież, środki czystości, leki, komputery dla polskich szkół, sprzęt RTV, maszyny do szycia, szaty liturgiczne dla kościołów. Moim zadaniem jest dary te zebrać, spakować i zawieźć. Stale mam pełny garaż. W tym roku mój samochód stał całą zimę na ulicy, bo ledwo wyekspediowałem transport darów, już rosła sterta do kolejnych. Akcja od lat działa na zasadzie łańcuszka ludzi dobrej woli.


    Byliście teraz aż pod Czerniowcami, przy granicy z Rumunią.

    Najtrudniej jest na głębokiej prowincji. Polacy mieszkający na terenach graniczących z naszym krajem żyją inaczej, mają większy kontakt ze światem i mogą tym samym liczyć na większą pomoc. Ale ludzie mieszkający w ukraińskiej głuszy często nie wyjeżdżają przez całe życie poza obręb wioski. Oni nie znają innego świata.

    Właśnie tam docieracie?

    Tak. Za Czerniowcami znajdują się zapomniane niemal przez wszystkich miejscowości Stara Huta, Pniowce, Pietrowice. Pracuje tam młody, 33-letni ksiądz Adam Bożek, rodem z Żywiecczyzny. To pierwszy w historii kapłan w tych wioskach. Chciałby odbudować kościół, który nadaje się tylko do rozbiórki. I wygląda na to, ze kościół będzie odbudowany w znacznej części ze składek Ślązaków. Mieszkańcy są potomkami polskich górników z kopalni soli w Wieliczce i Bochni, którzy przyjechali tam w XVIII wieku. Mówią językiem staropolskim. Do księdza na przykład zwracają się "kniaź".

    Czym zajmują się na co dzień? Pracują?

    Na tamtych terenach panuje ogromne bezrobocie. Nie ma przemysłu. W całej wiosce przebywa trzech mężczyzn, bo wszyscy inni wyjechali za pracą do Rosji. Przebywają tam od wiosny do później jesieni, do domu przyjeżdżają na zimę. Pracują wtedy przy wyrębie drzew. Obowiązek wychowania dzieci spoczywa więc na matkach. Mężczyzn jako głów rodzin nie ma. Ale ci ludzie przywykli już do takiej egzystencji. Żyją zresztą zupełnie inaczej niż my, mają czas na wszystko. Nie dlatego, że są leniwi, ale po prostu nigdzie się nie spieszą. Zwyczajne są tam kobiety znachorki, czary, rzucanie uroków, zakopywanie kości. To nie powinno dziwić, bo do lekarza jest daleko i leczenie kosztuje. Próbujemy im pomagać, sprowadzając lekarstwa z Zachodu.

    Czy oprócz was docierają tam również jacyś inni Polacy, na przykład turyści?

    Pojedyncze osoby. W odległości stu kilometrów jest Kamieniec, jest też Chocim. To tamtędy wiodą trasy turystyczne. W wioskach panują spartańskie warunki: zimna woda ze studni, brak prądu, spanie na piecach, wygódka na podwórku.

    I nieskażona cywilizacją natura. To wielki walor.

    Tak, Bukowina to przeurocze tereny. Wszędzie lasy, zieleń, niezniszczona przyroda. Drewniane chaty kryte gontem. Od wczesnej wiosny można tam grzyby zbierać. Może w przyszłości będzie to region agroturystyczny? Tylko trzeba go pokazać.

    Może to właśnie perspektywa rozwoju dla tych terenów. Wyprawy na wschód są dziś wśród Polaków modne.

    Na taki rozwój potrzeba funduszy. To przyjdzie w pewnym momencie. Ktoś mający plany turystyczne w końcu odkryje te tereny. Może będzie to za 5, może za 15 lat. Atutem są czyste, piękne krajobrazy i prości, otwarci, szczerzy, chętnie przyjmujący każdego ludzie.

    Czy Polacy na Ukrainie mogą liczyć na pomoc strony ukraińskiej?

    Niestety, nie. Polskie szkoły na Ukrainie utrzymuje polskie ministerstwo edukacji, a powinno ukraińskie, bo przecież my, w Polsce, finansujemy utrzymanie szkół dla ukraińskiej mniejszości. Dyrektor polskiej szkoły na Kresach musi być operatywny i mieć kontakty w Polsce, bo środki
    z MEN nie wystarczają na wszystko.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      from Bukowina

      Witek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 4

      >>Ale ludzie mieszkający w ukraińskiej głuszy często nie wyjeżdżają przez całe życie poza obręb wioski. Oni nie znają innego świata.
      MY ZNAMY IINY SWIAT
      >>Tak. Za Czerniowcami znajdują się...rozwiń całość

      >>Ale ludzie mieszkający w ukraińskiej głuszy często nie wyjeżdżają przez całe życie poza obręb wioski. Oni nie znają innego świata.
      MY ZNAMY IINY SWIAT
      >>Tak. Za Czerniowcami znajdują się zapomniane niemal przez wszystkich miejscowości Stara Huta, Pniowce, Pietrowice.
      PNIOWCE?
      >>W całej wiosce przebywa trzech mężczyzn
      ALE JAJA!
      >>Zwyczajne są tam kobiety znachorki, czary, rzucanie uroków, zakopywanie kości. To nie powinno dziwić, bo do lekarza jest daleko i leczenie kosztuje.
      ZAKOPYWANIE KOSCI TO JUZ PRZESADA. NIE POWINNO DZIWIC... NO COMMENT.
      >>W wioskach panują spartańskie warunki: zimna woda ze studni, brak prądu, spanie na piecach, wygódka na podwórku.
      NIE MAM SLOW... DLA CZEGO TAKIE OBRAZKI MALUJECIE? SMIEJE SIE I ZLOSC MNIE BIERZE DRODZY
      RODACY.
      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama