Zmierzą poziom pyłu, ale huta i tak będzie kopcić

    Zmierzą poziom pyłu, ale huta i tak będzie kopcić

    Katarzyna Grygierczyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Huta Łaziska znowu kopci. Mieszkańcy boją się, że powtórzy się koszmar z zeszłego roku, kiedy przez kilka miesięcy zakład nie mógł sobie poradzić z łataniem pieców i czyszczeniem urządzeń odpylających.
    - Nie minął rok, a huta znów dymi - alarmuje jedna z Czytelniczek. - Zasypuje nas pyłem zupełnie jak za starych czasów. Wygląda na to, że wciąż bliżej nam do Ukrainy niż Unii Europejskiej.

    Skargi trafiły też do łaziskiego magistratu. Choć kilkanaście miesięcy temu zarząd huty zobowiązał się informować urzędników o wszystkich awariach, w nowym roku zapomniał o obietnicach.

    - Od stycznia nie dostaliśmy ani jednego telefonu - potwierdza Iwona Gejdel, naczelnik wydziału ochrony środowiska.

    O tym, że w połowie lipca stanęło jedno z urządzeń odpylających, urzędnicy dowiedzieli się od mieszkańców. Wystarczyło spięcie w instalacji elektrycznej, żeby przestał działać wentylator. Usterkę udało się szybko naprawić, ale huta wciąż boryka się z tzw. emisją niezorganizowaną. Problem polega na wprowadzaniu zanieczyszczeń do powietrza bez pośrednictwa kominów. Dym, który wydziela się podczas przelewania metalu, wydostaje się przez uchylone drzwi lub okna.

    - Mamy pozwolenie na emisję niezorganizowaną i ponosimy wszystkie związane z tym koszty. Chcemy się pozbyć kłopotu, ale na to potrzeba czasu i pieniędzy - mówi Lucjan Graboś, prezes zarządu huty.

    Na wniosek gminnych urzędników Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska postawił w okolicy zakładu ambulans do pomiaru zanieczyszczenia powietrza. Będzie stał do końca września. - Potem będziemy mogli orientacyjnie określić poziom zanieczyszczenia. Ale bez względu na wynik pomiarów, nie będziemy mogli podjąć żadnej decyzji administracyjnej - mówi Andrzej Szczygieł z wydziału monitoringu środowiska.

    Żeby się przekonać, czy i w jakim stopniu zakład szkodzi mieszkańcom, musiałaby tu stanąć stacja pomiarowa, która przez co najmniej rok wysyłałaby dane na temat jakości i ilości emitowanych gazów i pyłów. Ale WIOŚ-u nie stać na sfinansowanie inwestycji.

    - Stacja z kompletnym wyposażeniem kosztuje ponad pół miliona złotych - mówi Szczygieł.

    Na razie inspektorzy starają się o stały punkt pomiarowy pyłu zawieszonego, który monitorowałby zanieczyszczenia na terenie powiatów gliwickiego i mikołowskiego. Chcą zdążyć przed rozpoczęciem sezonu grzewczego, kiedy dopuszczalne normy są znacząco przekraczane. Punkt dostarczy danych, żeby stwierdzić, czy istnieje zagrożenie dla mieszkańców. Nie pomoże jednak w ustaleniu, czy odpowiada za nie huta Łaziska.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama