Mistrz wreszcie może skoczyć pod swoim domem

    Mistrz wreszcie może skoczyć pod swoim domem

    Łukasz Klimaniec

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    W środę punktualnie o godz. 13.56 Adam Małysz jako pierwszy oddał skok na przebudowanej skoczni narciarskiej w Wiśle Malince.
    Przy wielkim aplauzie kibiców wylądował na 127 metrze. W ten sposób po pięciu latach udało się zakończyć budowę obiektu, który kosztował w sumie 47 mln złotych.
    - Szkoda, że to tak długo trwało - skwitował Małysz.

    Obiekt w Wiśle Malince jest drugą w Polsce, obok Wielkiej Krokwi w Zakopanem, dużą skocznią (HS 134). Ma dodatkowo dwa poważne atuty - jest nowocześniejsza i znajduje się w miejscu, gdzie panuje specyficzny mikroklimat.

    - To spokojna dolina. Skocznia cały czas jest w cieniu. Jest mało kłopotów atmosferycznych, które mogą przeszkodzić w rozgrywaniu zawodów Pucharu Świata. A przecież wiadomo, ile perturbacji w organizacji konkursów Pucharu Świata może spowodować pogoda - argumentował Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.


    Obiekt posiada najnowszy system naśnieżania zeskoku oraz zraszania igelitu, elektroniczny pomiar prędkości na progu i odległości. W budynku głównym znajdują się m.in. sale konferencyjne i pomieszczenia komentatorskie. Te ostatnie są wyposażone w toaletę i prysznic.

    - Można wstawić też łóżka i wtedy to prawie pokoje hotelowe. Zawodnicy dojeżdżający na treningi mogą tu nocować - przekonywał Zbigniew Łagosz, dyrektor Centralnego Ośrodka Sportu, inwestora budowy skoczni.

    Pierwsze skoki w Wiśle Malince obejrzało kilkuset kibiców. Małysz i jego koledzy żartowali, że ludzi było więcej niż podczas Pucharu Świata w Hakubie. Kłopot w tym, że skoki na nowym obiekcie może obejrzeć maksymalnie 10 tysięcy kibiców. Trudno jednak uwierzyć, że aż tyle osób się tu zmieści.

    - Obliczyliśmy, że na jednym metrze kwadratowym zmieszczą się cztery osoby - wyjaśnił Andrzej Wąsowicz, wiceprezes PZN. Na krzesełkach zamontowanych na trybunach może zasiąść 1206 kibiców. Ale ci, którzy zajmą miejsca najbliżej band, zobaczą co najwyżej pierwszą fazę lotu. By widzieć więcej, musieliby podskoczyć. Według pierwotnych założeń, trybuny miały być wybudowane także na wysokości zeskoku. Ale w trakcie realizacji projektu z pomysłu zrezygnowano. Wczoraj temat wrócił, Jednak postawienie większej ilości miejsc kosztowałoby kolejne 9 mln złotych. A na dodatek podłoże musiałoby zostać zabezpieczone specjalnymi palami, bo to taki sam grunt, jaki w sierpniu 2006 roku osunął się na zeskoku skoczni.
    - To była moja najtrudniejsza budowa w życiu - powiedział Łagosz.

    Zbigniew Łagosz, przypomniał między innymi mankamenty związane z projektem skoczni (dokumentację trzeba było wykonywać od nowa), osuwisko na zeskoku, które zahamowało prace na dwa lata i dodatkowe koszty, jakie trzeba było ponieść. Skocznia w Malince pierwotnie miała kosztować 38 mln złotych. Ale naprawa zeskoku sprawiła, że podrożała o 9 mln złotych.
    Wczoraj, gdy trwała konferencja prasowa, odbywał się odbiór techniczny obiektu. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy wyszło na jaw, że kontrola dotyczy także wyciągu, którym skoczkowie i fotoreporterzy wjechali na górę skoczni. Ostatecznie wyciąg został pozytywnie oceniony, a skocznia otrzymała homologację FIS.

    Uroczyste otwarcie skoczni i nadanie jej imienia Adama Małysza nastąpi 27 września.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama